Ostatnie opowiadanie z cyklu: „Nie jest łatwo być dzieckiem kogoś znanego i uzdolnionego”

20180119_162716_resized

Miała 38 lat. Był zimny i deszczowy grudniowy dzień. Dzieci zachorowały na anginę. miały wysoką gorączkę, a ona sama też nie czuła się zdrowa. Dostała zwolnienie na opiekę nad dziećmi i przez kilka dni była z nimi w domu.
Około południa ktoś zadzwonił do drzwi. Gdy je otworzyła zobaczyła jego brata, a za nim stała tamta pani. Od razu zrozumiała, że musiało się coś stać, bo przyszli do niej po raz pierwszy w życiu.
- Twój ojciec dostał zawału – usłyszała.- Jest w bardzo ciężkim stanie, lekarze nie dają nadziei.
W pierwszym momencie chciała zapytać dlaczego akurat do niej przyszli, ale zdała sobie sprawę, że jeśli są, to dlatego, że jego stan jest rzeczywiście beznadziejny. Wysłuchała wszystkiego co powiedzieli, podała im numer swojego telefonu i nie zatrzymywała ich mówiąc, że ma chore dzieci.
Po dwóch godzinach zadzwonił lekarz ze szpitala i powiedział, że niestety jej ojca nie udało się uratować.
Usiadła na podłodze, oparła się o ścianę i zaczęła sobie przypominać:
Jak ….. gdy była małą dziewczynką często prosiła mamę o 50 groszy. I szła do budki telefonicznej, żeby do niego zadzwonić. Gdy podnosił słuchawkę nigdy nic nie mówiła. Chciała tylko usłyszeć jego głos, bo to było potwierdzenie, że jest, że istnieje.
Jak …..kiedyś, gdy wygrała konkurs recytatorski w szkole podstawowej napisała do niego list. W tym liście pochwaliła mu się, że była najlepsza w całym mieście i że w nagrodę dostała piękne wydanie „Pana Tadeusza”. Niestety, zapomniała nakleić znaczek na kopertę. Gdy sobie to uświadomiła to bardzo długo płakała, bo nie chciała żeby sobie pomyślał, że są biedne. I nie chciała, żeby musiał płacić jakąś karę za brak znaczka.
Jak ….w liceum przyznano jej specjalne stypendium, takie dla bardzo biednych dzieci. Okropnie się potem wstydziła, gdy słyszała na przerwach komentarze koleżanek i kolegów. Mówili do niej: – „Twój ojciec taki sławny i bogaty jest, a ty taka biedna, że musisz ze szkoły pieniądze brać?”
Jak ….kiedyś, gdy już była dorosła poszła na odsłonięcie jednej z wielu rzeźb, które stworzył. I jak stała bardzo blisko, patrzyła na niego, a on w ogóle nie wiedział, że stoi obok swojej córki.
Jak ….kilka lat później poszła do Katedry na wielką uroczystość związaną z odsłonięciem kilku rzeźb i sarkofagów, które on zrekonstruował. I jak nie została wpuszczona do środka, bo nie miała zaproszenia. Zaproszenia były tylko dla najbliższych osób, a ona była przecież tylko jego nieznaną nikomu córką.
Jak …. niedawno znalazła w szafie w domu rodzinnym list, w którym pisał do niej i jej siostry / gdy były małymi dziećmi/, że rezerwuje dla nich czas od godziny 11-tej do 12-tej w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Tylko dla nich. Aż całą godzinę. Raz w miesiącu. Niestety – ani jednej godziny z nimi nie spędził.
Jak… .
Jak… .
Jak… .
Siedziała długo nieruchomo. Wreszcie wstała, podeszła do telefonu i zaczęła dzwonić. Najpierw do mamy, żeby jej o wszystkim powiedzieć i poprosić o przyjście następnego dnia do chorych wnuków.
Potem wykręciła numer do siostry.
- Umarł nasz ojciec – powiedziała.- Spotkajmy się jutro rano, bo musimy załatwić wszystkie sprawy związane z pogrzebem.
Pięć dni później kościół na Powązkach był pełen ludzi. Przyszło wielu księży, zakonników, ważnych kościelnych osobistości, artystów, przyjaciół, znanych osób. Patrzyła z niedowierzaniem na tłum, który wchodził do świątyni. Na tych ludzi, którzy nieśli ze sobą wielkie wiązanki kwiatów i okazałe wieńce.
Wszyscy patrzyli ze zdziwieniem jak z siostrą siadały w pierwszej ławce.
- To on miał dzieci? – usłyszała czyjeś słowa.
Żegnało go i wspominało wielu księży, artystów i przyjaciół. Wszyscy mówili, że był wspaniałym artystą, wyjątkowo dobrym człowiekiem i przyjacielem. Że kochał dzieci, zwierzęta, wspomagał biednych, że był skromny, dobry, pracowity. Ufundował nawet stypendia dla uzdolnionej artystycznie młodzieży. Stworzył wiele wspaniałych dzieł, które znajdują się nie tylko w wielu miejscach w kraju, ale i za granicą. I że tacy wspaniali ludzie rzadko się zdarzają.
Został pochowany tuż koło Alei Zasłużonych…. w pobliżu rzeżby nagrobnej, którą stworzył dla pamięci jednego z twórców teatru.

Lata świetlne od tego czasu minęły. A ja ją widzę jak stoi razem z niewielkimi wtedy dziećmi przy jego grobie i zapala znicze. I słyszę jak mówi do nich: – Tu leży wasz dziadek, który był wybitnym artystą. Był też moim ojcem.

  64 comments for “Ostatnie opowiadanie z cyklu: „Nie jest łatwo być dzieckiem kogoś znanego i uzdolnionego”

  1. 27 stycznia 2018 o 07:12

    Bardzo wzruszające. Czasami zastanawiam się, dlaczego tak jest i to w wielu przypadkach…., może po prostu Wielcy Artyści powinni być sami?………

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:12

      Pewnie tak Tereso.
      :-)

  2. ~Ela
    27 stycznia 2018 o 07:13

    Przeczytałam teź jeszcze raz trzy poprzednie opowiadania.
    Stokrotko – jeśli to jest materiał do powieści to kupią ją kiedyś wszystkie podobne do bohaterki osoby. Znam kilka takich.

    Serdecznie Cię pozdrawiam.

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:13

      Dziękuję Elu.
      :-)

  3. ~An-Ula
    27 stycznia 2018 o 07:41

    Niech spoczywa w pokoju.
    Brak mi słów, Kochana…..

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:13

      Dziękuję Anusiu.
      :-)

  4. ~Marek
    27 stycznia 2018 o 08:12

    Podziwiamy Cię za ten tekst.
    Beatka, Kasia i Marek

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:14

      Dziękuję Wam.

  5. 27 stycznia 2018 o 08:22

    Złych rodziców nie brakuje, jednak najbardziej bolesne jest, kiedy potrafią zbudować sobie wizerunek osób o kryształowym charakterze.
    Artyści są bardziej medialni, więc i publika większa.
    Tym bardziej współczuję…

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:14

      Masz rację Izo.

  6. ~Torlin
    27 stycznia 2018 o 09:41

    Pięknie napisane, muszę przyznać.
    Ale Stokrotko, nie wierzę we wszystkie „ostatnie”, „zawsze”, „nigdy”. „Póki co ostatnie…”, tak, to lepiej brzmi :D

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:15

      Każdy pisze tak jak pisze Torlinie i wierzy w to w co wierzy.

  7. ~anabell
    27 stycznia 2018 o 09:56

    Niestety, ale tak jest bardzo często. I też przeżyłam cudze zdziwienie, gdy ojciec umarł- bo umarł też na zawał , tu ,w Warszawie, w tramwaju, na zakręcie gdzie Rakowiecka łączy się z Aleją Niepodległości. Tam gdzie mieszkał był znany, ceniony,lubiany ale nikt nie wiedział,że ma córkę.
    Ja miałam z nim kontakt i stąd wiem, że całe życie chciał zapomnieć o swym pierwszym związku, nawet moim kosztem, bo byłam zbyt podobna do matki. Jedni wyrządzają krzywdę dzieciom bo zbyt kochali ich matki a inni – bo miłość minęła, a przy okazji rozsądek gdzieś odpłynął wraz ze zwykłą przyzwoitością.
    Nie byłam na jego pogrzebie, opiekowałam się w tym czasie jego matką, która mnie wychowała, a w tamtym czasie wisiała między życiem a śmiercią.
    Czasem myślę, że może dzięki moim nieudanym rodzicom nabyłam twardości i umiałam sobie sama za wszystkim radzić, to też coś warte, prawda?
    Zamknęłam w sobie rozdział pt. „rodzice” – nie wraca się do niewiele wartej powieści, nie ma po co.
    Buziam;)

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 11:15

      Dziękuję Kochanie.
      :-)

  8. ~Malgorzata
    27 stycznia 2018 o 11:38

    Podobno najtrudniej kochac tych co sa najbliżej, a latwiej być wspaniałym i dobrym dla obcych – to drugie potrafie zrozumieć, pierwsze już nie, chociaż z tym się wlasnie spotkałam w zyciu. Czy to możliwe, ze faceci rozstajac się z zonami biora tez rozwod z dziecmi? Ale spotkałam się z określeniem „byle dziecko” i nie można było wytlumaczyc „bylemu” ojcu, ze się myli i tylko zona może być była.Smutna opowieść, ale czy zycie nie ma roznych odcieni?

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 15:54

      Na szczęście Małgosiu w życiu są też jasne barwny.
      Serdeczności.
      :-)

  9. 27 stycznia 2018 o 11:54

    Dlatego właśnie czasami lepiej chyba nie znać życia prywatnego artystów, bo można znielubić ich twórczość, nie mówiąc o nich samych, jakkolwiek nie byliby sławni i doceniani, ja przynajmniej tak mam…
    Żaden talent nie usprawiedliwia takiego postępowania artystów, choćby genialnych.

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 15:55

      Całkowicie się z Tobą zgadzam Asiu.
      :-)

  10. 27 stycznia 2018 o 12:48

    Przytulam…

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 15:55

      Odtulam….
      :-)

  11. 27 stycznia 2018 o 13:28

    Ja cieszę się, że córka sławnego ojca jest całkiem od niego inna!

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 15:56

      Na szczęście Bojo.

  12. ~bbm
    27 stycznia 2018 o 16:18

    Przejmujące!

    • ~Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 16:19

      I chyba nie pozostawia nikogo obojętnym…

  13. ~Joanna
    27 stycznia 2018 o 16:55

    Sądząc po jej reakcji i wspomnieniach, jest bardzo wrażliwą, mądrą i ciepłą osobą.Te cechy może dostała z genami rodziców? Może dostała to co było budulcem jej osobowości? Brak miłości to najbardziej bolesny brak i nie da się go niczym wynagrodzić, choćby inni kochali bezgranicznie.
    Życie buduje nam dziwne, często dramatyczne życiorysy.
    A tak mało trzeba, aby było jak w bajce….

    • Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 16:58

      A ja sobie myślę Joasiu, że może dobrze, że miała takie a nie inne dzieciństwo i młodość….?

  14. 27 stycznia 2018 o 17:49

    Ech, życie …

    • Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 17:50

      …. tak się dziwnie pleciesz….

  15. ~Lidia
    27 stycznia 2018 o 18:25

    Przejmujące te opowiadania, Stokrotko … tzn. to nie opowiadania, tylko życie, niestety.

    • Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 18:27

      Dziękuję Lidio, że zajrzałaś do mnie.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

  16. 27 stycznia 2018 o 18:51

    Trudne, bolesne sprawy…Mój tata po latach nieobecności napisał, że chce się ze mną spotkać……nie spotkałam się ..po latach żałuje…

    • Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 18:54

      Jak wiele jest podobnych historii…

  17. maskakropka2
    27 stycznia 2018 o 18:52

    Jak zwykle po przeczytaniu jednego z tych opowiadań nie wiem, co powiedzieć.
    Nie rozumiem takich ojców. Jednego znam. Też jest artystą. Rzeźbiarzem i muzykiem. Profesorem. Przemiłym człowiekiem. Wiele mi opowiadał o swoim dzieciństwie, młodości, o rodzicach i braciach. Byłam przekonana, że jest człowiekiem samotnym. Aż tu pewnego razu koleżanka mi mówi, że chodziła z jego córką do szkoły. I nikt nie wie, co się wydarzyło…
    Przytulam…

    • Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 18:54

      Różni są ojcowie Halinko…

  18. 27 stycznia 2018 o 19:55

    Uważam, że rodziny geniuszy mają zwykle przerąbane. Dlatego przekonywałem dzieci, że wygrały los na loterii, skoro ich ojciec niczym się na żadnym polu nie wyróżniał.
    Pozdrawiam

    • Stokrotka
      27 stycznia 2018 o 20:01

      Czy ja Ci kiedyś pisałam że bardzo Cię lubię???
      :-)

  19. 27 stycznia 2018 o 22:06

    Ech… westchnęłam po przeczytaniu Twojego wpisu…i tak wzdycham…
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 05:34

      Ale nie wzdychaj za długo….
      :-)

  20. ~elaja
    27 stycznia 2018 o 22:46

    pięknie opowiadasz, przejmująco! zgadzam się z Vulpianem, rodziny geniuszy mają przerąbane, Ty dobrze to znasz, ja tylko z opowieści bo w mojej rodzinie nauczyciele i księgowi, artystów brak! ściskam serdecznie :)

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 05:35

      Miła Moja – dziękuję Ci że do mnie zaglądasz.
      A w mojej rodzinie teraz też głównie nauczyciele…
      :-)

  21. 28 stycznia 2018 o 01:32

    Przeczytałam raz jeszcze wszystkie trzy Twoje opowieści – przejmujące wspomnienia i tę czwartą, która wcześniej mi umknęła. Smutne to bardzo, jacy my, ludzie potrafimy być dla swoich bliskich. Czy każde dziecko uzdolnionego, sławnego człowieka ma ciężkie życie? Może i nie. Bo przecież wszystko zależy też od tego jaki to człowiek sam w sobie.
    Jedno jest pewne Stokrotko, geny masz zupełnie odmienne :)
    Zajrzyj na maila. Pozdrawiam serdecznie :)

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 05:36

      Geny mam po Mamie.
      W poniedziałek Ci wyślę książkę…
      :-)

  22. 28 stycznia 2018 o 03:27

    Myślę, a nawet jestem pewien, że On teraz jest dumny ze swojej córki i żałuje, że wcześniej nie mógł Jej tego powiedzieć. Wiem, bo też znałem podobny przypadek, gdy On był „wziętym konstruktorem wynalazcą”, a Jego syn miał podobne kłopoty w życiu. Ale tak to w życiu bywa, że rezygnujemy z czegoś ważnego, aby móc pielęgnować coś innego, jeszcze ważniejszego. Bez takich jednak jak On i Ona nasze życie by było bezbarwne i o wiele smutniejsze.
    Gdyby przeanalizować „Życie Wielkich” to jest ono pełne takich zagadek, dowodzących, że człowiek jest największą zagadką. :)

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 05:37

      Nie w pełni zgadzam się z tym co napisałeś…. ale dziękuję Ci bardzo za komentarz.
      :-)

  23. 28 stycznia 2018 o 11:21

    A ja się zastanawiam nad tym, jak ludzie potrafią różnie oceniać jednego i tego samego człowieka.
    Czy zaniedbanie dzieci spowodowało, że starał się żyć altruistycznie względem wszystkich innych? Czy można to określić, jako wyrzuty sumienia?
    Smutna ta historia – zabrakło w tym człowieku empatii tam, gdzie najbardziej tego potrzebowano…

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 11:25

      Myślę Ariadno że to jest bardzo proste.
      Ten człowiek pewnie nigdy nie mówił o swoim prywatnym życiu.
      A poza tym był ceniony za to co tworzył …. a tworzył wspaniałe dzieła.
      Jest wiele takich ludzi.

  24. 28 stycznia 2018 o 17:17

    Czytając, tak sobie pomyślałam: nie wiem, jak potoczą się losy mojej wnuczki, ale jedno jest pewne – zawsze będzie wiedzieć, że dla ojca jest najważniejsza na świecie, a to taki ważny posag, nie do zastąpienia.

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 17:59

      To prawda z tym posagiem.

  25. 28 stycznia 2018 o 17:54

    Jak zwykle, nie czytałem poprzedzających komentarzy, więc być może ktoś już to napisał. O zmarłych podobno nie powinno pisać się źle, więc nic nie napiszę. Współczuję Ci bardzo i tyle.

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 17:58

      Jasne.

  26. ~B.
    28 stycznia 2018 o 21:34

    Wzruszająca i pięknie napisana opowieść!
    Pozdrawiam serdecznie.

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 21:35

      Cieszę się, że Ci się spodobała.
      :-)

  27. 28 stycznia 2018 o 21:48

    Smutne, ale, niestety, niekiedy prawdziwe.
    Są artyści, dla których sztuka jest najważniejsza, a rodzina spychana na dalszy plan.
    Życzę miłego nowego tygodnia.

    • ~Stokrotka
      28 stycznia 2018 o 21:49

      Dziękuję Anno.
      I nawzajem wszystkiego dobrego.

  28. ~haniamrok
    29 stycznia 2018 o 00:57

    Ja też nic nie skomentuję. Tylko serdecznie Cię pozdrowię.

    • ~Stokrotka
      29 stycznia 2018 o 05:19

      Dziękuję Haniu.

  29. ~Lena Sadowska
    29 stycznia 2018 o 01:22

    Witaj, Stokrotko.

    Zawsze zwlekam ze skomentowaniem historii tego cyklu.
    Nie dlatego, że nie mam nic do napisania, ale – że mam zbyt wiele.
    A może ten wychwalający tłum nie zapełniał jednak pustki wokół ojca Bohaterki, skoro to Ją chciał zobaczyć w tak traumatycznym momencie…
    Nie wiem…

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      29 stycznia 2018 o 05:20

      Jeśli nawet ….. to przecież i tak jej nie zobaczył…

      Dziękuję Leno,

  30. 29 stycznia 2018 o 08:36

    Nie wszyscy ojcowie są fajnymi ojcami, nie wszyscy kochają swoje dzieci. Gdy są znani, dzieci przynajmniej mogą znaleźć kilka powodów, żeby sobie wytłumaczyć brak czasu i miłości:(((

    • ~Stokrotka
      29 stycznia 2018 o 09:11

      A ja uważam że większość ojców-artystów kocha tylko swoją twórczość.
      Dziękuję, że wpadłaś.
      :-)

  31. ~Stan
    30 stycznia 2018 o 19:16

    Stokrotko, błagam – napisz teraz coś bardziej optymistycznego. Wiem że jesteś osobą pozytywnie nastawioną do życia. Serdecznie pozdrawiam !

    • ~Stokrotka
      30 stycznia 2018 o 20:36

      Postaram się…
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *