Królewskie miasto

skanowanie0010

Tekst ten od 4 maja 2015 roku znajduje się na portalu pisarze.pl. Umieszczałam go też w kilku innych miejscach sieci.

Mimo wszystko – ponieważ dotyczy pięknego polskiego miasta – zapraszam Was znowu do tego abyście go przeczytali:

—————————————————————————————————————

Przez tydzień mieszkaliśmy w pięknym pensjonacie położonym na liczących 500 mln. lat skałach kambryjskich. Są to jedyne tego typu odsłonięte w Europie góry – Góry Pieprzowe. Pokryte warstwą lessu stanowią żyzne podłoże dla wielu gatunków dzikich róż, różnego rodzaju ostów i innych kłujących roślin. Rezerwat Gór Pieprzowych znajduje się około trzech kilometrów od centrum miasta.
Z najwyższego punktu Gór Pieprzowych – polanki wśród zdziczałych jabłoni oglądaliśmy codziennie przepiękną panoramę położonego nad Wisłą „do której zmierza San” Królewskiego Miasta. Tak się bowiem często tłumaczy pochodzenie nazwy miasta „San-do-mierz”.
Położone podobnie jak stolica Włoch na siedmiu wzgórzach miasto zwane jest Małym Rzymem. I nie ma w tym dużej przesady, jeśli powiemy, że w tym niewielkim mieście zachowało się ponad 120 wartościowych zabytków. Bo Sandomierz nie ucierpiał w czasie ostatniej wojny.
Znana jest nie tylko mieszkańcom miasta postać płk. Skopenki, który dowodząc armią wyzwalającą w sierpniu 1944 miasto – urzeczony jego urokiem – przeprowadził taki manewr taktyczny, że uratował w ten sposób zabytkową, położoną na skarpie lewobrzeżną część miasta. Pułkownik Wasyl Skopenko był z wykształcenia architektem.
W średniowieczu Sandomierz był największym miastem Rzeczypospolitej zaraz po Krakowie.
Jako jedno z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast zwane jest Miastem Królewskim.
Bo też królowie i królom równi tutaj bywali i mieszkali. Najpierw Kazimierz Wielki, który „zbudował” zamek i ufundował bazylikę katedralną. Władca ten był wyjątkowo związany z Sandomierzem – jak obliczyli historycy był tu aż 18 razy i łącznie spędził w tym mieście 25 miesięcy. Następnie Władysław Jagiełło, który do tej katedry ufundował freski w stylu bizantyjsko-ruskim a po zwycięstwie pod Grunwaldem podarował miastu Relikwiarz Krzyża Świętego. Potem królowa Jadwiga, która w podzięce za wyciągnięcie jej sań z zaspy śnieżnej, w którą wpadły w pobliżu miasta – podarowała mieszkańcom swoje rękawiczki. Na pamiątkę tego wydarzenia najpiękniejszy sandomierski wąwóz został nazwany Wąwozem Królowej Jadwigi.

skanowanie0012

Polski kronikarz Wincenty Kadłubek był prepozytem kapituły kanoników sandomierskich. Kanonikiem sandomierskiej kolegiaty był też słynny kronikarz Jan Długosz. On też pozostawił miastu pamiątkę w postaci ufundowanego przez siebie w 1476 r. Domu Gotyckiego. W tym domu zwanym obecnie Domem Długosza jest wspaniałe Muzeum Diecezjalne, a w jego murach tak cenne eksponaty jak: XIII-wieczna rzeźba Madonny, obraz Łukasza Cranacha Starszego, wspomniane już cieniutkie, mieszczące się w łupinie od orzecha rękawiczki królowej Jadwigi i relikwiarz Krzyża Świętego.
Na początku XX w Sandomierzu wykopano wraz z hełmem i grotem włóczni koronę hełmową należącą do Kazimierza Wielkiego. Kopię korony umieszczono w sandomierskim Zamku, oryginał znajduje się w skarbcu królewskim na Wawelu. Natomiast 50 lat później w czasie prac wykopaliskowych w pobliżu najstarszego w tym mieście kościoła pw. św. Jakuba znaleziono w odkopanej ziemiance – pochodzące z XI lub XII w. szachy z rogu jelenia. Należą one do najstarszych w Europie i są eksponowane w jednej z gablot w Muzeum w Ratuszu.
Jako bardzo stare miasto Sandomierz przeżył 3 wielkie tragedie. Pierwszą był szereg XIII wiecznych najazdów tatarskich. Uległa wtedy zniszczeniu prawie cała drewniana zabudowa miejska. Pamiątką po tych najazdach jest Wąwóz Piszczele. Jak mówi jedna z wersji legendy ludność sandomierska broniąc się przed najazdem Tatarów urządziła w wąwozie zasadzkę na olbrzymią grupę napastników. W następnych wiekach odkopywano potem na tym terenie ich piszczele.
Drugą tragedią był potop szwedzki w 1655r. Szwedzi zajęli miasto i wycofując się wysadzili w powietrze zamek, a zniszczeniu uległa też kolegiata.
Trzecią tragedią był prawdziwy potop jaki spotkał to miasto w 2010 roku.

 

Ciąg dalszy nastąpi…

  54 comments for “Królewskie miasto

  1. ~Ela
    19 stycznia 2018 o 06:23

    Doskonale pamiętam ten tekst Stokrotko.
    Ale z przyjemnością znowu go przeczytałam.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:05

      Dziękuję Elu.
      :-)

  2. 19 stycznia 2018 o 06:26

    Dobrze, że szyszka się o tym nie dowiedział, bo na pewno by kazał zerżnąć te piękne drzewa. ;)

    PS. Jakoś mi umknęła ta informacja o Gorach Pieprzowych, a przeciez byłem tam wielokrotnie.

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:05

      Nie przejmuj sie – niewiele osób wie o tych Górach.
      :-)

  3. ~Stan
    19 stycznia 2018 o 07:22

    Podziwiam Sandomierz w odcinkach serialu z księdzem Mateuszem. Byłem tam z wycieczką szkolną przed laty. Teraz zobaczyłem Sandomierz oczami wyobraźni dzięki Twojemu opisowi i tak bardzo chciałbym tam, podobnie jak do Kazimierza koniecznie pojechać. Może się uda. Serdecznie pozdrawiam !

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:07

      Zanim Ci się uda – to zapraszam w niedzielę na drugą część a we wtorek na zakończenie.
      Dziękuję serdecznie za wizytę.
      :-)

  4. 19 stycznia 2018 o 07:31

    Byłam w Sandomierzu w straszliwy upał, zwiedziliśmy ile sie dało, trochę rozczarowani, bo rynek był cały rozkopany, ale i tak piękny. Wąwóz oczywiście zaliczyliśmy, ale zniesmaczyły nas śmieci i ślady po załatwianiu potrzeb fizjologicznych, przykre…

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:10

      Niestety, niektórym turystom ciągle brakuje kultury…

  5. ~An-Ula
    19 stycznia 2018 o 07:33

    Wiele razy bylismy w Sandomierzu, wiele ścieżek przedeptanych, w tym też wąwóz. Na placu zamkowym parę razy trafiliśmy na turnieje rycerskie. Sandomierz jest wyjątkowy, w chwili minięcia bramy zaczyna się czarowny świat. Zawsze miło poczytać o nim.Serdeczności ślę, Jagódko :)

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:11

      No tak – Ty nie masz tak daleko do Sandomierza.
      Serdeczności Anusiu.

  6. ~Hanna Badura
    19 stycznia 2018 o 08:54

    Nie byłam w Sandomierzu, ale słyszałam, że to jest piękne miasto.
    Bardzo mi się podoba nazwa: Góry Pieprzowe – naprawdę bardzo oryginalna.
    Pozdrowienia :)

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:27

      Hanno – tych gór – skał prawie nie widać, bo są porośnięte róznymi roślinami.
      :-)

  7. 19 stycznia 2018 o 10:52

    Tylko celem informacji:
    Nazwa Sandomierz jest nazwą odimienną, miasto Sędzimira. Jeszcze u Galla Anonima Sudomir. Miejsce jednego z najstarszych staropolskich brodów na Wiśle
    pzdr

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:13

      Wiem Torlinie.
      Ale mnie bardziej podoba się wersja z „San-do-mierz”….
      Dziękuję i pozdrawiam.

  8. ~Marek
    19 stycznia 2018 o 12:10

    Jak byłem kiedyś w Sandomierzu to piękna przewodniczka mówiła, że to „San zmierza do Wisły” i bardzo mi się to spodobało!!!
    :-) :-) :-)

    • 19 stycznia 2018 o 12:22

      Nie gniewaj się, ale to jest tzw. etymologia ludowa, ona jest bardzo chwytliwa i miła, tymczasem prawda jest o wiele banalniejsza i surowa. Do takich najczęstszych przykładów należy Częstochowa, bo często się chowa przed oczami pątników, Zakopane, bo jest zakopane w górach. Ale e.l. nie dotyka tylko nazw geograficznych, dla wielu wielbłąd to jest wielki błąd, czyli karykatura konia.

      • ~Marek
        19 stycznia 2018 o 18:08

        Nie gniewam się.
        A tą przewodniczką była Stokrotka.
        Pozdrawiam

      • Stokrotka
        19 stycznia 2018 o 18:16

        Torlinie – z tym wielbłądem to chyba przesadziłeś.
        Ale San, który mierzy do Wisły … to chyba nie jest bez sensu – prawda?
        :-)

        • 19 stycznia 2018 o 20:00

          Ale chyba najpiękniejszym – ale nie wiem, jak to nazwać, bo etymologią ludową to to nie jest – żartem naszej księżnej Czartoryskiej (Lubomirskiej) było nazwanie Pałacyku Szustrów, zresztą istniejącego do dzisiaj, i parku romantycznego – „Mon coteau” – „Moje wzgórze”. To tak przyjęło się wśród Warszawiaków, że znalazłem tę wersję nawet w oficjalnych dokumentach miasta. Wiem, że analogia do Joli Bord jest zachęcająca, ale niestety znowu to jest nazwa odimienna, od imienia Mokot.

          • ~Stokrotka
            19 stycznia 2018 o 20:03

            No popatrz jaki ten świat jest mały…
            Ja w trzeciej książce piszę o Pałacyku Szustra – bo blisko niego był mój dom rodzinny.

  9. 19 stycznia 2018 o 13:07

    Już w wielu blogach czytałam o Sandomierzu i oglądałam mnóstwo zdjęć.tego urokliwego miasta, które co roku przyciąga tysiące turystów. Mnie jakoś nie przyciągnęło, bo mieszkam za daleko.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:16

      Duża odległość wiele wyjaśnia.
      Dziękuję za komentarz.
      :-)

  10. ~Kasia
    19 stycznia 2018 o 15:18

    Pani Stokrotko czy pani pamięta że obiecała Pani przyjechać do nas do Otwocka?
    Tu jest tyle pięknych willi i zakątków.
    Rodzice ciągle zapraszają.
    Pozdrawiam

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:18

      Aż mi wstyd Kasiu.
      Oczywiście, że pamiętam. Tylko tego czasu coraz mniej i coraz szybciej pędzi.
      Obiecuję, że przyjadę. To w końcu tylko kilka stacji kolejowych.
      Raz jeszcze przepraszam.
      Pozdrawiam serdecznie

  11. 19 stycznia 2018 o 16:31

    Byliśmy w Sandomierzu z dziećmi i ich kolegą, ale ze zwiedzania niewiele wyszło. Przy samym wjeździe do miasta ex zgubił saszetkę ze WSZYSTKIM i oczywiście w pierwszym odruchu szukał winnych :), co nie było miłe. W końcu przypomniałam sobie, że korzystał z toy-toyki, więc sprawdziłam (można nawet powiedzieć-zwiedziłam :) ) wszystkie i o dziwo znalazłam. Tylko dobrego humoru już się nie dało odzyskać. Poza tym tłumy i upał na rynku, jak na patelni. To nie była najmilsza z wycieczek, ale to nie Sandomierz jest winien :)

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:21

      Przypomniało mi się jak moja najlepsza koleżanka pojechała na wycieczkę do Zakopanego i zaraz po przyjeżdzie czymś się zatruła. Trzy dni spedziła w toalecie i w łóżku. I koszmarnie wspomina Zakopane.
      Pozdrawiam serdecznie

  12. ~Malgorzata
    19 stycznia 2018 o 17:05

    Tez tylko podziwiam Sandomierz w serialu , ale może kiedyś i tam trafie – Twoja zacheta jest bardzo interesujaca. A młodzi chcą poznawać swiat, ale własnego kraju do tegoz swiata nie zaliczają, szkoda. Oczywiście, nie chce generalizować, ale gdy syn znajomej wybieral się do Ameryki Poludniowej nie podziwial u siebie ani gor, ani jezior. I tak bywa.

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:22

      To niestety smutna prawda, żę młodzi Polacy często zupełnie nie znają swojego kraju.
      Pozdrawiam Małgosiu.

  13. ~Malgorzata
    19 stycznia 2018 o 17:09

    Tez podziwiam Sandomierz tylko w serialu, ale może kiedyś tam zawitam. Czy zauwazylas, ze często młodzi wybierają się w daleki swiat nie znając zupełnie swojego kraju ? Twoje relacje z kraju i ze swiata sa dowodem, ze mamy być z czego dumni.

    • ~Malgorzata
      19 stycznia 2018 o 17:11

      Stokrotko, poprzednio mi się wyswietlilo, ze nie mogę opublikować komentarza stad 2 zblizone notki.

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:23

      Drugi komentarz tej samej Małgosi????
      :-)

      • Stokrotka
        19 stycznia 2018 o 18:23

        I trzeci komentarz tej samej Małgosi!!!!
        :-)

  14. ~KrystynaH
    19 stycznia 2018 o 17:54

    Wyliczam hasłowo, co jeszcze warto w Sandomierzu zobaczyć: kołpak Turka z najazdu wiszący w katedrze i tamże ciekawe obrazy; muzea: w zamku, diecezjalne i Iwaszkiewicza; Ucho Igielne; i kilka kościołów z bogatą historią. A stamtąd trzeba koniecznie pojechać do pałacu w Baranowie i do Stalowej Woli, nowoczesnego miasta zbudowanego w lesie, na resztkach Puszczy Sandomierskiej.
    Latem 1979 roku w Sandomierzu od bramy Opatowskiej zjeżdżała w dół starym samochodem Anna Jantar, śpiewając przebój „Nic nie może przecież wiecznie trwać…” 8 miesięcy później zginęła w katastrofie… Wtedy powtarzali nagrywanie wielokrotnie i ona jeździła tak w kółko – chyba z kierowcą – już nie pamiętam. Tylko te prorocze słowa z megafonów. A na dole czekali inni piosenkarze i autorzy, a wśród nich wyróżniał się wzrostem, lekko przygarbiony Młynarski.

    • Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 18:25

      Ale ciekawy komentarz mi wpisałaś Krystyno.

      Ale będzie jeszcze ciąg dalszy i w nim będzie więcej o Sandomierzu.
      Dziękuję Ci bardzo.

  15. 19 stycznia 2018 o 19:13

    Byłem kiedyś w Sandomierzu coś koło tygodnia, troszkę zwiedziłem i jestem pod wrażeniem miasta. :)

    Bo w śnieg jak nie ma potrzeby nie ma po co iść. A tak można nadrobić zaległości w kulturze.

    Pozdrawiam!

    • ~Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 19:59

      Ja też wtedy przez tydzień byłam w Sandomierzu.
      :-)

  16. 19 stycznia 2018 o 20:42

    Daleko ode mnie. I nad Wisłą, która przyciąga komary.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      19 stycznia 2018 o 21:12

      Vulpianie – musisz koniecznie pojechać nad morze. :-)
      To zobaczysz jakie tam są KOMARY!!!

      Zapraszam na część drugą i zakończenia.

      • 22 stycznia 2018 o 12:20

        Ależ, Dobrodziejko, nad morzem to ja, w zasadzie, cały czas jestem. I muszę się upierać, że wizja komarów nadmorskich jest mocno przesadzona.
        Pozdrawiam

        • ~Stokrotka
          22 stycznia 2018 o 13:38

          Wiem, wiem na upór nie ma rady!
          :-)

  17. ~Lena Sadowska
    19 stycznia 2018 o 22:58

    Witaj, Stokrotko.

    Pamiętam taki wiersz:

    I znowu łęgi, znowu pola,
    I znowu kłosy jak fontanny,
    Puszyste dawne sady w dole,
    Jabłonie w puchach niby panny.

    Wąwóz ramiona swe wyciąga,
    Kwiatami tkane ma rękawy.
    A nad wąwozem makolągwa
    Opiewa jakieś swoje sprawy.

    I wszystko składa się do tonu,
    Pełne obietnic i pacierza,
    Niby pogodny głos klaksonu
    W czerwcowe rano w Sandomierzu.

    Z „Wierszy o Sandomierzu” Jarosława Iwaszkiewicza:)

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      20 stycznia 2018 o 05:55

      Serdecznie Ci dziękuję Leno.
      O słynnym mieszkańcu Sandomierza – Jarosławie Iwaszkiewiczu będę pisać w trzeciej części ….
      Ale zapraszam Cię także na część drugą w niedzielę.

      :-)

  18. 20 stycznia 2018 o 09:11

    Oczywiście w Sandomierzu również nie byłem, więc z przyjemnością przeczytam kolejną część:)

    • Stokrotka
      20 stycznia 2018 o 09:14

      Tylko nie wpuszczaj do siebie jakiegoś trolla.
      :-)

  19. 20 stycznia 2018 o 14:48

    Sandomierz znam z opisów książek i filmów. I tak jak Miasteczko jawi mi się jako urokliwe miejsce, konieczne do zobaczenia!

    • ~Stokrotka
      20 stycznia 2018 o 17:22

      To i tam musisz pojechać Roksanno.
      :-)

  20. ~KrystynaH
    20 stycznia 2018 o 16:59

    Zapomniałam uzupełnić, że w Stalowej Woli – 30 km od Sandomierza – uczono w szkole, że Skopenko wyzwolił tak Kraków. Potem Piwnica pod Baranami zrobiła z tego słynny numer kabaretowy.
    W Stalowej Woli ulicę Staszica przemianowano na Skopenki, kiedy? – nie wiem, w końcu – ok. 80r na ul. Sandomierską.

    • ~Stokrotka
      20 stycznia 2018 o 17:25

      Płk. Skopenko wyzwalał też Wrocław.
      Ale z tym wyzwalaniem przez niego Sandomierza musi być prawda, skoro 8 lat temu mówił nam o tym przewodnik w sandomierskim ratuszu.
      A w kabaretach smieją się ze wszystkiego, także z pedofilii księży.

      Zapraszam na ciąg dalszy jutro.
      :-)

      • ~KrystynaH
        22 stycznia 2018 o 11:11

        Szkoda, że Warszawy nie uratował. Widocznie go nie było wśród Rosjan czekających za Wisłą aż powstanie się wykrwawi i Niemcy zburzą miasto.

        • ~Stokrotka
          22 stycznia 2018 o 13:37

          Rózni sa ludzie na świecie… Krystyno…

          • ~KrystynaH
            22 stycznia 2018 o 16:23

            Hej, tyle na razie, bo niewtajemniczeni pomyślą, że my się kłócimy, a to tylko poszerzanie punktów widzenia. Taka dyskusja w stylu starożytnych filozofów w wydaniu współczesnym, gdy brakuje czasu na zgłębianie tego co widzimy, słyszymy i pamiętamy.

            • ~Stokrotka
              22 stycznia 2018 o 17:05

              Pewnie, że się nie kłócimy…
              :-)

  21. ~L.B.
    20 stycznia 2018 o 21:32

    Może kiedyś uda mi się pojechać do Sandomierza. Interesujące miasto. Czekam na drugą część. ;)

    • ~Stokrotka
      21 stycznia 2018 o 04:01

      Zapraszam i na drugą i na trzecią część.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *