Znalazłam w biurku 100-kartkowy zeszyt w kratkę….

skanowanie0016

Dopisek z dnia 12.01.2018 r. – godzina 5.30.

Uwaga:

Podjęłam decyzję, że ….. nie będzie ciągu dalszego ze 100 kartkowego zeszytu… . Bardzo jednak mozliwe, że powstanie i zostanie kiedys wydane „coś większego.” Zainteresowanych moim miesięcznym pobytem w Buenos Aires odsyłam na razie do rozdziału „Wyjazd zza żelaznej kurtyny do kraju junty wojskowej” znajdującego się w książce pt: „Zwariowałam”.

—————————————————————————————————————

Zeszyt zapisany jest do ostatniej linijki. Zapisałam go ponad 30  lat temu. Wtedy gdy byłam przez miesiąc w delegacji służbowej  w Buenos Aires. Znalazłam  też małą plastikową reklamóweczkę w którą zapakowano mi jakiś drobiazg kupowany w czasie tego pobytu na słynnej ulicy Florida w tym mieście.

Pomyślałam, że mogłabym Wam go w częściach przepisać. Ale nie wiem czy będzie Was to interesować.
Więc może najpierw przepiszę parę pierwszych kartek. A Wy zdecydujecie czy chcecie abym Wam tak starym tekstem zawracała głowę. Przepisuję wszystko dokładnie, nic nie zmieniam i nie poprawiam.
No to zaczynam:
„ 6 sierpień.
Syneczku mój najdroższy, mam ściśnięte gardło gdy to piszę, łzy leją mi się ciurkiem po twarzy. Niby jestem spokojna, a zupełnie rozklejona. Zaczęłam swoją podróż na drugi koniec świata.  Wiem że wiele jest osób które mi jej zazdrości. Ale przypuszczam, że byłoby ich znacznie mniej gdyby się dowiedziały jak bardzo cierpię zostawiając na miesiąc swoje dziecko. Gdyby wiedziały jak bardzo się boję, że nie wrócę, że osierocę swoje dziecko, że wprowadzę w rozpacz swoją matkę. Przecież tam rządzi junta wojskowa… a ja jadę z kraju komunistycznego…
Zaciskałam zęby gdy samolot startował, oczy miałam zalane łzami, nie widziałam nawet polskiego lotniska.
Lecę teraz nad Polską od 15 minut. Pogoda wspaniała więc i widoczność też. Pod nami białe chmurki, a niżej – Polska. Lasy, dużo lasów. To jest pocieszające, że mamy w Polsce tyle lasów. Widzę dokładnie prawie wszystkie domki, pola, drogi.
Lot do Zurichu trwa 1 godz. i 40 min.
Niedługo pewnie stewardessa ogłosi, że minęliśmy polską granicę i znowu się rozpłaczę.
Mamusiu moja kochana – żebyś wiedziała jak bardzo się boję. Nawet wtedy gdy rodziłam Piotrusia tak się nie bałam. Wtedy byłam dzielna. Teraz dużo mniej.
„Proszę Państwa, mijamy właśnie granicę między Polską a Czechosłowacją.  W Zurichu będziemy lądować za 50 minut.”– ogłosiła stewardessa.
Przy dobrej widoczności może zobaczę Alpy. Dwa lata temu widziałam je i był to widok niezapomniany.
W samolocie mało osób- zaledwie 12. Skończyłam przed chwilą jedzenie – najadłam się okropnie, przecież to ostatnie polskie jedzenie.
Niedługo będę musiała przestawić się na język angielski i boję się że bardzo mnie to zmęczy. Tak jest zawsze, że po paru godzinach słuchania, rozumienia i mówienia w obcym języku dostaję okropnego bólu głowy.
Jak ja dam sobie radę z tym bólem przez cały miesiąc?
„Proszę Państwa – mijamy właśnie granicę między Czechosłowacją a Republiką Federalną Niemiec”- słyszę znowu stewardessę.
Robi się duszno w samolocie. To chyba znak, że się obniżamy. Wypatruję Alp, ale trudno ich odróżnić od wielkich, wspaniałych, wyglądających jak bita śmietana chmur.
Mijamy granicę niemiecko-szwajcarską.
Widać wspaniały wodospad Rheinfall.

Jestem w Zurichu na olbrzymim lotnisku Kloten. Usiadłam w hali tranzytowej żeby się trochę ochłodzić. Ubrałam się jednak za ciepło na tę podróż. No ale przecież jadę do kraju w którym jest teraz zima.
Jest 14.30. Przede mną 7 i pół godziny czekania. Pojadę chyba na miasto – przynajmniej czas mi szybciej zleci.
Słyszę jeszcze język polski – chyba już po raz ostatni.
Lotnisko Kloten jest duże, nadzwyczaj czyste i funkcjonalne. W toalecie 2 rolki papieru, mydło, ręczniki – toaleta oczywiście bezpłatna.
A na lotnisku w Warszawie nie było ani papieru, ani mydła ani ciepłej wody – był natomiast talerzyk na którym ludzie kładli 2 albo 5 zł. Smutne to.
Wybacz mi Polsko…. Nikomu na zewnątrz tego nie powiem.
Godz. 15.10. Odleciał już polski samolot do Warszawy- ten sam, którym tu przyleciałam.
Mój Piotrusiu malutki… patrzę teraz na chłopczyka, który jest trochę do ciebie podobny. Też ma jasne włoski, tylko nie kręcone. Bużka pyzata, roześmiane oczka. Pije z butelki herbatkę. Jest trochę młodszy od ciebie – ma może półtora roku.
Siedzę w parku nad rzeką Limmat w Zurichu. Na koszt Swissairu przyjechałam autobusem z lotniska do centrum miasta.
Mogę też zjeść obiad na koszt Swissairu w jednej ze wskazanych restauracji.
Mam już zarezerwowane miejsce przy oknie w samolocie do Buenos Aires. Na tranzycie zabrali mi paszport i dali coś w rodzaju pokwitowania.
Siedzę sobie w parku między młodymi matkami z dziećmi i patrzę. Tylko ciebie tu nie ma Piotrusiu.
Olbrzymi kot – cały rudy, tylko brzuch ma biały patrzy na mnie bezustannie. Leży na murku nad samą rzeką i wygrzewa się na słońcu.
W restauracji siedzi naprzeciwko mnie dziewczyna o bardzo oryginalnej urodzie. Jest po prostu prześliczna.
Ciekawa jestem czy w tej restauracji jest jakiś Polak. Może ten pan pod oknem w niebieskiej koszuli? Ma taką polską twarz, ale to pewnie znowu złudzenie.
W Polsce jest teraz 19.30. Mój Piotruś je pewnie kolację i zaraz pójdzie spać. Dobranoc syneczku, życzę ci kolorowych snów. Twoja mamusia będzie lecieć samolotem jeszcze całą noc i cały dzień. Najpierw do Genevy, potem do Afryki, tam będzie jeszcze lądować w Dakarze, potem przez Atlantyk do Rio de Janeiro i do Sao Paulo a potem dopiero do Buenos Aires….
Wróciłam na lotnisko Kloten. Przeszłam na drugi terminal – ten z którego odlatuje samolot do Buenos Aires. Koło mnie słychać język hiszpański. Trochę rozumiem…i to mnie bardzo cieszy.
Zaczynam odczuwać zmęczenie. Dochodzi godzina 21.00. Chciałabym trochę pospać w samolocie, ale nie wiem czy mi nerwy pozwolą.
Słońce zaszło krwawo. Jutro w Zurichu będzie piękna pogoda.
Jutro mój synek skończy dwa i pół roku.”

————————————————————————————————————

P.S Udało mi się jednak wtedy sfotografować Alpy.

skanowanie0017

CZY CIĄG DALSZY MA NASTĄPIĆ?????

Jeden głos na NIE wystarczy abym Wam dalej nie zawracała głowy…

  66 comments for “Znalazłam w biurku 100-kartkowy zeszyt w kratkę….

  1. 11 stycznia 2018 o 05:51

    Nooo … super!!! Ja już czekam na kolejne odcinki.
    Ach, te polskie obiady w polskich liniach lotniczych sprzed 30 lat. Łezka się kręci.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:25

      Dziękuję za zachętę.

  2. ~Ela
    11 stycznia 2018 o 06:32

    SUPER!!!!!!
    A może zrobisz z tego następną książkę???
    Pozdrawiam serdecznie Stokrotko.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:26

      Może ….

      • ~Ela
        12 stycznia 2018 o 06:15

        „Zwariowanie w Buenos Aires”?

        • Stokrotka
          12 stycznia 2018 o 06:17

          :-)

  3. 11 stycznia 2018 o 06:59

    Trzeba mieć zacięcie do pisania, naprawdę. Szkoda że jakichś krain nie zwiedzałaś 100 lat temu, bo teraz większość informacji w byle googlu można znaleźć…

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:26

      Piszę… odkąd nauczyłam się pisać…

  4. 11 stycznia 2018 o 07:11

    Nawet nie pytaj, czyta sie jak najlepszĄ powieść! dałaś namiastkę i teraz miałabyś nie pisać?
    To cudowne, znaleźć taki zeszyt, ile emocji i wspomnień przelanych na papier!
    PISZ KONIECZNIE :-)

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:26

      Dziękuję za zachętę.

  5. ~Marek
    11 stycznia 2018 o 08:13

    Trzy razy NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1/Beatki, Kasi i moje/
    Nie pisz dalej i zlikwiduj ten tekst. Koniecznie!
    Czy pomyślałaś że może Ci się znowu trafić jakiś „życzliwy” który Ci zada pytania w rodzaju:
    - Czy pojechałaś na spotkanie z Che Quevarą?. /Nie jest ważne że on już wtedy dawno nie żył i działał w innym kraju. Przecież urodził się w Argentynie.!!!!/
    - Przecież wtedy wyjeżdżali tylko partyjni działacze no i jeszcze podróżnicy – np. Szwarc-Bronikowski. To jakim cudem Ty zwykły człowieku tam pojechałaś? No i w jakim celu?
    - Fajnie Ci się zmyśla?

    Stokrotko, przecież wiele osób nie ma pojęcia o Twoich podróżach. Przecież tylko niektórzy mają i czytali Twoje książki.
    Pozdrawiamy Cię bardzo serdecznie i prosimy abyś się zastanowiła.
    :-) :-) :-)
    P.S , Popieram Elę – książkę na podstawie tego zeszytu możesz wydać bez obawy. „Życzliwi” książek nie czytają tylko siedzą w swoim bagnie.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:25

      Dobrze, że dopiero teraz to przeczytałam. Bo już rano dostałabym zawału.
      :-) :-) :-)

      • ~Marek
        12 stycznia 2018 o 08:34

        Dobra decyzja.
        :-) :-) :-)

        • ~Stokrotka
          12 stycznia 2018 o 08:35

          :-) :-) :-)

  6. 11 stycznia 2018 o 09:11

    Kilka dni temu skończyłam czytać „Jak zawsze” Miłoszewskiego. Rzecz dzieje się 50 lat temu w Polsce, ale nie komunistycznej. Taka alternatywna wersja historii. I teraz się poczułam trochę jakbym dalej czytała tamtą powieść.
    W sierpniu byłam na lotnisku w Zurichu. Niedobrze to wspominam.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:27

      Dziękuję za komentarz.

  7. maskakropka2
    11 stycznia 2018 o 09:13

    Zobaczyłam Cię taką młodziutką, wystraszoną, przejętą i aż mi się serce ścisnęło. Dobrze, że znam zakończenie tej historii, bo bym nie mogła spokojnie czekać na ciąg dalszy.
    Przepisuj całość! Koniecznie!!!
    Uściski! :)))

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:27

      Dziękuję Halinko.
      :-)

  8. ~anabell
    11 stycznia 2018 o 09:54

    Primo- przepisuj dalej. Takie wspominki uświadamiają nam na ile się z biegiem czasu zmieniamy na plus, oraz co tkwi w nas zawsze jak zadra i nie jesteśmy w stanie tego zmienić.
    Tak a propos łączenia pracy zawodowej gdy posiadamy małe dzieci- jeszcze nim wpadło mi do głowy żeby się rozmnożyć, postanowiłam że wezmę wychowawczy a być może że i dłużej nie popracuję. Bo zawsze łączenie obowiązków zawodowych i przekonanie, że trzeba je wykonywać na 100% solidnie i równolegle małe dziecko, odbija się albo na dziecku, albo na nas. Przyglądałam się temu kilkanaście lat, wysłuchując opowieści tych „rozdartych” między karierą a domem mam lub zastępując je w pracy.
    Jak wiesz wybrałam wariant porzucenia pracy i zostania w domu. Nie żałuję, choć przerwałam sobie karierę zawodową. Ale ja nie miałam nikogo, z kim mogłabym zostawić dziecko.Zostawał tylko żłobek,a wtedy były one koszmarne.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:28

      Ja na szczęście miałam Najlepszą Na Świecie Mamę, a moje dzieci Babcię.
      :-)

  9. ~Morgana
    11 stycznia 2018 o 11:28

    Kochana!
    Pisz, jeśli te wspomnienia są dla Ciebie ważne, nie rozczulają Cię zbyt mocno.
    Czekamy na ciąg dalszy:)
    Milutko pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:28

      Dziękuję Morgano.

  10. 11 stycznia 2018 o 12:31

    Głosuję ZA!
    Jeśli tylko te zapiski nie są dla Ciebie zbyt osobiste, to pisz, bardzo chętnie bym poczytała. Uwielbiam takie opowieści.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:29

      Dziękuję Magnolio.

  11. 11 stycznia 2018 o 12:38

    Pisz, Stokrotko, pisz! Niezła to proza i wzruszająca! Jej osobista nuta nie tylko dodaje jej wiarygodności, ale i sam tekst staje się za to bardzo przystępny i atrakcyjny!
    ściskam

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:29

      Sciskam Klaterku!

  12. 11 stycznia 2018 o 13:21

    Jestem za. :) .

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:30

      Dziękuję.

  13. 11 stycznia 2018 o 15:23

    Spędziłam miłe chwile, czytając ten tekst, więc jasne, że chciałabym więcej :)

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:30

      To miłe.

  14. ~Malgorzata
    11 stycznia 2018 o 16:18

    Oczywiście czekam na dalsze wspomnienia. Nie przejmuj się zlosliwosciami zawistnych, jeśli takie będą/my, komentatorzy należymy do Twojego fanklubu/ jednak rozumiem rozterki młodej mamy – dobrze, ze moglas zapewnić synkowi dobra opieke. Potrafisz dostrzec rzeczy i sprawy dla innych zwykle i pospolite, wiec czekam na kolejne rozdzialy , mam nadzieje, czwartej książki.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:30

      Kochana jesteś Małgosiu…

  15. 11 stycznia 2018 o 17:40

    Piszę krótko – PISZ.
    A może potraktuj te wspomnienia jako „pomysł na” i napisz na tej podstawie opowiadanie, powieść?

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:31

      Zobaczę…

  16. 11 stycznia 2018 o 18:52

    Ja również jestem na TAK!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:31

      Dziękuję Ci.

  17. 11 stycznia 2018 o 19:22

    Zupełnie źle stawiasz pytanie. To nie my mamy odpowiedzieć, czy masz pisać. To Ty sama musisz mieć pewność, że tego chcesz. Powody mogą być różne, ale one powinny być Twoje własne, a nie cudze. Wiem, co mówię. Pisałam pamiętnik przez ponad dwadzieścia lat, czasami nadal piszę.

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:31

      Masz rację Notario.

  18. 11 stycznia 2018 o 19:51

    w podróży robi się szkice, zaznacza się tylko tematy – skoro masz brulion pełen, zapewne da się z niego zrobić większą treść, bo teraz czasu znajdziesz więcej i nie musisz się ograniczać – ani czasem, ani miejscem ,ani wstydem (być może wtedy zamkniętym w niedopowiedzeniach). Nie wklejaj surowego – weź z niego wartości ( a one tam są) i zrób z tego coś więcej – wariować można chyba we wszystkich czasach? czy w przeszłości wariactwa są zakazane (na wszelki wypadek podeprę wiedzą – prawo wstecz nie działa, a jeśli działa, to Trybunał w Hadze i działać przestanie)

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 19:53

      Super !!!
      Dziękuję Ci.

  19. 11 stycznia 2018 o 20:18

    – czytałam ten tekst w autobusie, w drodze powrotnej z pracy i…. o mało nie przejechałam przystanku, dobrze, że kierowca znajomy i zareagował…
    - oczywiście , że czekam na dalszy ciąg…

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 20:51

      Dziękuję Aliczko…..

  20. 11 stycznia 2018 o 20:50

    No tak… To polskie lotnisko… Wprawdzie toalety już bez talerzyków, ale oznakowanie fatalne. Odwiedziłem w minionym roku kilka lotnisk, ale po przylocie do Warszawy błąkałem się, nie wiem jak długo, w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogę „odzyskać” bagaż. Napisy w języku, którym się posługuję od urodzenia nie pomogły, a nawet wręcz przeciwnie…

    • ~Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 20:53

      Jednym słowem fajnie było….

  21. 11 stycznia 2018 o 21:32

    Coś w rodzaju strumienia świadomości, z dużą wrażliwością, uczuciem i zmysłem obserwacji. Ciekaw jestem, czy poczyniłaś jakieś zmiany w stosunku do oryginalnego zapisu, czy też w sposób lustrzany odtworzyłaś dawne myśli. Jak by nie było tekst podoba mi się w całości. Rada IWONY wydaje się być słuszna, może warto spróbować. Osobiście aż mnie korci, aby zastosować w tym, a także w kolejnych fragmentach (bo przecież nie ulega wątpliwości, że powinnaś kontynuować) narracji, która nie boi się unikać kropek, pisać jednym ciągiem zespoły myśli, oddzielać je przecinkiem, wielokropkiem. W końcu, przynajmniej w tej pierwszej części, oprócz zdarzeń, opisujesz własne przeżycia, a wydaje mi się, że są one bezcenne i warte przypomnienia…

    • Stokrotka
      11 stycznia 2018 o 21:35

      Wiernie przepisałam z zeszytu wszystko.
      Miałam wtedy ten zeszyt ze sobą i albo w samolocie, albo na lotniskach, a potem w hotelu w Buenos Aires przez miesiąc zapisywałam to wszystko co się działo każdego dnia.

  22. ~ja-Ewa
    11 stycznia 2018 o 21:59

    Rozterki i niepokoje,które przeżywałaś są mi bardzo dobrze znane.Dużo podróżowałam służbowo po Europie i świecie,bardzo tęskniłam za moją malutką wówczas córeczką.A że miałam ambicje zawodowe i lubiłam swoją pracę,nie przyszło mi nigdy do głowy,żeby z niej zrezygnować.
    Miałam cudowną,pomagającą mi mamę oraz odpowiedzialnego męża:)
    Świetnie się czyta Twój „pamiętnik”,pozdrawiam serdecznie i oczywiście jestem na „tak”.

    • Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 05:19

      Bardzo, bardzo się cieszę, że mnie rozumiesz Ewo.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

  23. ~Lena Sadowska
    12 stycznia 2018 o 00:21

    Witaj, Stokrotko.

    Zaczęło się naprawdę interesująco.
    Chętnie przeczytałabym więcej, ale to Ty musisz zdecydować, czy chciałabyś upublicznić te – bardzo osobiste przecież – notatki.

    Pozdrawiam:)

    • Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 05:18

      Oczywiście że tak Leno.
      Dziękuję Ci.

  24. 12 stycznia 2018 o 15:33

    Zwariowałaś doszczętnie?!?! Jagielski by tego lepiej nie napisał. Ani Hugo-Bader. Przepisuj!!

    • ~Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 16:57

      Ty sobie tu ze mnie śmichów-chichów nie rób tylko się od razu przyznaj że Cię te żubry stratowały!!!

      • 15 stycznia 2018 o 20:54

        To żadne śmichy-chichy, a żubry mnie oszczędziły, więc nie leń się i przepisuj!

        • ~Stokrotka
          15 stycznia 2018 o 21:16

          No niestety ale moje lenistwo ma monstrualne rozmiary!!!

  25. 12 stycznia 2018 o 19:20

    Czekam na dalsze wspomnienia.Och, to jest najlepszy bestseller.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 19:22

      Nie żartuj sobie Łucjo.
      Ale dziękuję że do mnie wpadłaś.
      :-)

  26. ~Lidia
    12 stycznia 2018 o 19:25

    Tak :)

    • ~Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 19:27

      Dziękuję Lidio.
      :-)

  27. 12 stycznia 2018 o 20:11

    Pisz!!tzn. przepisuj z tego pamietnika. Oczywiście – gdyby coskolwiek było zbyt osobistego to sama wiesz co upublicznić a co nie ale zafrapowała mnie ta pierwsza strona .Pisz dalej .
    Poza tym – gdyby miała na podstawie tego stukartkowego zeszytu powstać książka – to przevież nic nie stoi na pprzeszkodzie!!Mysle .Jestem na tak

    • ~Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 21:03

      Dziękuję Ci bardzo Reno.
      :-)

  28. ~An-Ula
    12 stycznia 2018 o 20:14

    Od dawna mówiłam, że masz o czym pisać. Do tego potrafisz.
    Pamiętam Twoje wspomnienia z dalekiej podróży, kojarzę, że chyba była jakaś heca z tym związana. Szczegóły umknęły, niestety.
    Cudny jest Twój pamiętnik, bardzo ciekawy ale i ściskający za serce. Matka zawsze zrozumie matkę przecież. Malutki Piotrus dawno jest dorosłym Piotrem a Tobie zostały niezwykłe i niecodzienne wspomnienia z pracy zawodowej, trudnej ale i atrakcyjnej.
    Optuję też za wydaniem pamiętnika :) Buziaki ślę :)

    • ~Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 21:04

      To byłby taki pamiętnik z jednego tylko miesiąca Anusiu.
      Serdeczności
      :-)

  29. ~Stan
    14 stycznia 2018 o 13:44

    Przeczytałem z zapartym tchem. To jest znakomite, pełne osobistych doznań, uzupełnienie tego, co przeczytałem w książce dające odpowiedź na szereg nasuwających się pytań. Opowiadam się stanowczo – proszę o kontynuację i podpisuję się pod wszystkimi komentarzami zachęcającymi do dalszych części wspomnień.

    • Stokrotka
      14 stycznia 2018 o 14:59

      Myślę, że powstanie z tego książka.

  30. ~Joanna
    14 stycznia 2018 o 14:57

    Czy masz przepisać tu na blogu spisane myśli i wrażenia – nie mam zdania, ale wiem na 100 procent, że chciałabym przeczytać to wszystko w kolejnej książce. To będzie też bezcenne dla Piotra, który nie wiedział o skali dramatu tęsknoty, szarpiącego Cię w tamtym momencie. Każdy na Jego miejscu chciałby mieć książkę pieczętującą niewyobrażalną miłość matki. Dodasz jak zawsze ciekawostki podróżnicze i my wszyscy rzucimy się po kolejne wydanie!!!!!!!

    • Stokrotka
      14 stycznia 2018 o 14:58

      Chyba mnie przekonałaś!!!!
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *