Trzecie opowiadanie z cyklu: „Nie jest łatwo być dzieckiem kogoś znanego i uzdolnionego”

20171025_125943_resized

Miała 34 lata. Od dziesięciu lat była mężatką i matką dwójki dzieci.
Pracowała w dość znanej firmie, a praca jaką wykonywała była bardzo ciekawa. Firma miała siedzibę w wieżowcu, który znajdował się w pobliżu jego pracowni. Często gdy przechodziła obok, spoglądała w jej stronę.
Gdy urodziła drugie dziecko, zdecydowała, że weźmie 3-letni urlop wychowawczy, żeby lepiej zająć się dziećmi i domem.
Pewnego dnia mama do niej powiedziała:
- Może jednak do niego pójdziesz? Minęło już tyle lat, może się zmienił. Masz takie udane dzieci, zabierz je ze sobą. Niech zobaczy jakie ma wnuki.
Zdecydowała się pójść. Zabrała ze sobą tylko młodszego rocznego synka, bo starszy w tym czasie był w szkole.
Idąc do niego obiecywała sobie, że będzie spokojna i zniesie wszystko.
Synek zasnął w czasie jazdy tramwajem. Nie chciała go budzić, tylko przytuliła do siebie mocniej. I ze śpiącym dzieckiem na rękach stanęła przed drzwiami pracowni. Chciała zadzwonić, ale drzwi otworzyły się wcześniej. Otworzyły się także duże okna pracowni i jacyś panowie zaczęli wynosić olbrzymią rzeźbę. Usiadła na ławeczce obok i obserwowała całą akcję. Gdy już rzeźbę załadowano na samochód podeszła bliżej do pracowni.
Stał jeszcze w drzwiach i palił papierosa. Gdy ją zobaczył, rzucił niedopałek, przydeptał go butem i powiedział:
- Niech pani poczeka, dam pani parę złotych na mleko dla dziecka.
Poczuła łzy napływające do oczu, więc zaczęła w myślach liczyć do dziesięciu. A on w tym czasie wrócił i wyciągnął do niej rękę z jakimiś monetami.
- Jestem Hania – powiedziała tak jak 16 lat przedtem.
Chyba trochę się speszył, bo szybko schował rękę, cofnął się i zaczął przypatrywać jej i śpiącemu dziecku.
Długo trwającą ciszę przerwał głos kobiety, która ukazała się w drzwiach pracowni.
- Chodź szybko, bo dzwoni ksiądz kanclerz – powiedziała do niego.
- Poczekaj tu – powiedział – zaraz wrócę.
Znowu usiadła na ławeczce, przytuliła jeszcze mocniej śpiącego synka. Zastanawiała się czy przypadkiem już teraz nie wrócić do domu. Tym bardziej, że usłyszała dochodzące z pracowni słowa:
- Bardzo proszę, proszę przyjechać. Czekamy na księdza.
Po chwili wyszedł i zaprosił ją do środka.
Gdy wchodzili kobieta w pracowni spojrzała na nią pytająco.
- Przyszła do mnie córka – powiedział – a to chyba jej dziecko.
- A to jest moja pani – przedstawił ją córce śmiejąc się.
W milczeniu podały sobie ręce.
Wtedy dziecko rozbudziło się. Rozejrzało się, spojrzało na nią, potem na dwie obce twarze, potem znowu pytająco na nią i pięknie się uśmiechnęło.
- Proszę usiąść tutaj – powiedziała tamta pani – zaraz zrobię herbatę.
- Chłopiec czy dziewczynka? – zapytał.
- Chłopiec – odpowiedziała – mam jeszcze starszego synka, chodzi już do szkoły.
- Oj, to dobrze – ożywił się – nawet nie wiesz jak bardzo chciałem mieć synów. Może odziedziczyliby po mnie talent.
- Ale masz córki. I one nie odziedziczyły po tobie talentu – powiedziała spokojnie, chociaż dużo ją ten spokój kosztował.
Tamta pani podała herbatę i ciasteczka dla dziecka. Powiedziała: – Śliczne ma pani dziecko.
A on intensywnie przypatrywał się swojemu młodszemu wnukowi i zaproponował:
- Może usiądziecie tutaj, bo tu jest lepsze światło. Daj mu jakąś zabawkę do ręki. O tak, dobrze. Jak on ma na imię?
- Marcinek.
- Marcinku – zawołał do niego – popatrz tutaj, odwróć główkę. Wspaniale, nadaje się.
Wstał, wziął do ręki dłuta, odsłonił dużą, zaczętą rzeźbę. Powiedział:
- Zajmij go tak, żeby się za bardzo nie ruszał. Ma wspaniałe rysy.-Wykorzystam je bo właśnie rzeźbię Madonnę z Dzieciątkiem.
I spoglądając na małego wnuczka zaczął rzeźbić w drewnie twarz Dzieciątka.
Siedziała nieruchomo z dzieckiem na kolanach bojąc się głębiej odetchnąć. Nie wierzyła własnemu szczęściu, myślała, że to wszystko jej się śni. Herbata dawno wystygła, dziecko zaczęło wyciągać rączki do ciasteczek i wiercić się.
- Chyba muszę mu zmienić pieluszkę bo się zsiusiał. Możemy przerwać? – zapytała po godzinie.
Nie odpowiedział, bo ktoś zadzwonił do drzwi i jego pani poszła otworzyć. Dopiero słysząc jakieś głosy odłożył dłuta.
- Witamy, witamy księże kanclerzu. O – i ksiądz Jacek też przyszedł – powiedział serdecznie, gdy zobaczył dwóch księży wchodzących do pracowni.
Zrozumiała, że pozowanie się skończyło, wstała, zmieniła dziecku pieluszkę i zaczęła je ubierać.
- Przyszliśmy zobaczyć jak postępują prace przy tworzeniu Madonny z Dzieciątkiem – powiedział ważniejszy ksiądz.
- Och, bardzo dobrze, bo właśnie odwiedziła mnie córka i wnuczek. A że wnuczek ma piękne rysy, więc trochę je ukradłem dla Dzieciątka – zażartował.
- To bardzo dobrze – ucieszył się drugi ksiądz – jest pan wyjątkowo dobrym człowiekiem. Nawet rysy najbliższych osób chce pan uwiecznić w swoich dziełach.
- Czy zdaje sobie pani sprawę z tego jak wspaniałym człowiekiem jest pani ojciec? -zapytał ją nagle ważniejszy ksiądz.- Bo widzę, że jest nie tylko wybitnym artystą, ale także wspaniałym ojcem i dziadkiem. Na pewno jest pani z niego dumna.
Odwróciła się od nich ubierając dziecko. Nie chciała, aby zauważyli łzy w jej oczach. Nic nie odpowiedziała.
- Oj, coś mi się wydaje, że nie jest pani najlepszą córką. No cóż, tak to czasami bywa z dziećmi. Nie zawsze potrafią docenić rodziców i ich miłość. Czy mam pani przypomnieć czwarte przykazanie? – kontynuował ksiądz.
Wtedy odwróciła się i spojrzała wspaniałemu ojcu prosto w oczy. Wcale się nie speszył tylko powiedział:
- Idziesz już? To ucałuj ode mnie Krzysia. I powiedz mu, że bardzo za nim tęsknię.
- Twój starszy wnuk ma na imię Michał – powiedziała spokojnie.- Nie możesz za nim tęsknić, bo nie wiedziałeś, że istnieje. Podobnie jak ten młodszy, którego zobaczyłeś dzisiaj po raz pierwszy, bo cię niespodziewanie z nim odwiedziłam.

Zapadła cisza. A ona wzięła dziecko na ręce i wyszła szybko z pracowni.

Lata świetlne od tego czasu minęły. A ja ją widzę jak patrzy na znajdującą się w jednym z warszawskich kościołów rzeźbę Madonny z Dzieciątkiem. I jak na próżno szuka w twarzyczce Dzieciątka podobieństwa do swojego, małego wtedy synka.

  78 comments for “Trzecie opowiadanie z cyklu: „Nie jest łatwo być dzieckiem kogoś znanego i uzdolnionego”

  1. ~Ela
    3 stycznia 2018 o 06:28

    Serce mi pękło.
    Stokrotko to będzie powieść?

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:45

      Zaskoczyłaś mnie Elu.
      A myślisz że kogos by taka powieść zainteresowała?

      • ~Ela
        4 stycznia 2018 o 06:12

        Stokrotko – jestem o tym przekonana.
        Pozdrawiam Cię serdecznie.

        • ~Stokrotka
          4 stycznia 2018 o 06:17

          No to pomyślę Elu…
          :-)

          • 6 stycznia 2018 o 18:52

            Pierwsza przeczytam tę powieść Stokrotko, naprawdę. Te opowiadania są znakomite i bardzo poruszające.

            • ~Stokrotka
              6 stycznia 2018 o 21:11

              To już mam dwie chętne osoby…
              :-)

  2. 3 stycznia 2018 o 06:42

    Ta wizyta to chyba nie był najlepszy pomysł. To, że ojciec jest akurat znany i uzdolniony, nie ma w/g mnie większego znaczenia. Jako ojciec się nie popisał.

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:46

      A może ona miałą nadzieję, że ojciec się jednak zmienił?

  3. 3 stycznia 2018 o 07:50

    Smutno, brak słów,które mogły by to skomentować, a te , które cisną się na usta nie nadają się do komentarza…

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:47

      Niestety…

  4. ~Marek
    3 stycznia 2018 o 08:13

    ……………………………………………………

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:47

      ?????
      :-)

      • ~Marek
        4 stycznia 2018 o 08:19

        Pytanko takie….
        To jest ta rzeźba?

        • ~Stokrotka
          4 stycznia 2018 o 08:27

          A jak myślisz?

  5. 3 stycznia 2018 o 08:37

    A jednak, pewnie dlatego, że łatwo nie ulegam sentymentom, rodzi się we mnie retoryczne pytanie. Wprawdzie nie wiadomo, o co poszło, ale czy czasami nie warto schować swoje ambicje i też zabiegać o uznanie w oczach najbliższych? „Minęło tyle lat”, w moim odczuciu, jednakowo stracone dla ojca i dla córki. Żadne z nich nie stanęło na wysokości zadania i oboje są jednakowo winni. Ale zastrzegam, ten wniosek wyciągnąłem li tylko na podstawie tego opowiadania, które przecież niczego nie wyjaśnia do końca.
    Pozdrawiam.

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:48

      Oczywiśćie masz prawo mieć własne zdanie.
      Dziękuję.

  6. maskakropka2
    3 stycznia 2018 o 09:17

    Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda, a zobaczywszy fragment, nie widzimy całości.
    Księża zapomnieli o tej prawdzie.

    Każda zdrada boli, ale chyba najbardziej, gdy zdradzają nas rodzice.
    Przytulam…

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:48

      Dziękuję za komentarz Halinko.

  7. ~anabell
    3 stycznia 2018 o 09:39

    Nie bardzo rozumiem pomysł byłej żony, by „młoda” ponownie odwiedziła swego wspaniałego ojca. Wiem, była żona go kochała, córka tęskniła za ojcem, którego nie miała. Ale już poprzednia wizyta udowodniła, że to człowiek-egoista,a jedyną jego miłością jest rzezba i on sam. Prawdopodobnie nie kochał naprawdę nikogo, żadnych ze swoich „dam” również.
    Wiem jak trudno zrozumieć dziecku, nawet gdy już dorośnie, że ojciec lub matka nie darzyli go miłością. I wiem, że bardzo, bardzo trudno by to wybaczyć, bo to takie bardzo niezrozumiałe jest. Zapewne dlatego, że beztalenciem jestem;)
    Buziam;)

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:49

      Z tego co wiem to była jedyna żona.

      A Ty przestań pisać że jesteś beztalenciem.
      Buźka.

  8. 3 stycznia 2018 o 10:12

    Takie historie zawsze mnie skłaniają do refleksji, co się dzieje w głowie człowieka, że odwracają się od własnych dzieci…
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:53

      Chyba ich nie potrzebują.

  9. ~gordyjka
    3 stycznia 2018 o 10:37

    Biedny człowiek, może i utalentowany, ale biedny…Miał wokół siebie tylko „martwe” twarze, zastygłe emocje…
    Nawet nie wiesz w jak czułą strunę uderzyłaś…;o)
    Ta niepewność, lęk, hamowane łzy…Echhh…

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 20:54

      Myślę, że w wielu osobach taką strunę poruszyłam.

  10. ~An-Ula
    3 stycznia 2018 o 11:10

    I znowu ścisnęło gardło…..

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:20

      Bo to są przykre sprawy.

  11. 3 stycznia 2018 o 11:55

    Smutno. Może ot nie był najlepszy pomysł z ta wizytą?

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:21

      Pewnie nie…

  12. ~Jantoni
    3 stycznia 2018 o 11:55

    Uf!

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:21

      Puf!!!

  13. 3 stycznia 2018 o 12:27

    Smutna historia…
    Biedny w sumie człowiek. Bo nigdy nie było mu dane być dumnym z córki, jej talentów i zaznać prawdziwej miłości jaka może się zdarzyć pomiędzy ojcem a dziećmi….
    Przytulam :-)

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:22

      Trudno mi powiedzieć czy był biedny…

      • 4 stycznia 2018 o 16:25

        Inaczej: ubogi…emocjonalnie…

        • ~Stokrotka
          4 stycznia 2018 o 16:27

          Tu się zgadzam…

  14. ~Malgorzata
    3 stycznia 2018 o 12:45

    A ja rozumiem – zawsze ma się nadzieje i po prostu potrzebuje się obecności rodzicow, chociaż mama była wspaniala. Tekst sklonil mnie do refleksji osobistych – trudno zrozumieć drugiego człowieka kiedy tak postepuje., a najtrudniej gdy on sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale przyznaje, ze wrazenie jest silniejsze, bo miałam radosny i szczęśliwy dom.

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:23

      I chyba właśnie po to napisałam taki tekst ….

  15. ~elaja
    3 stycznia 2018 o 19:24

    smutne :( cofnęłam się do poprzednich opowiadań i żal mi Hani, bardzo żal :(
    ściskam Stokrotko

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:23

      A ja Ci dziękuję za miłe spotkanie…

      • ~elaja
        5 stycznia 2018 o 22:42

        ja również dziękuję, i zawsze zapraszam :)

        • ~Stokrotka
          6 stycznia 2018 o 05:13

          :-)

  16. ~LIS
    3 stycznia 2018 o 20:24

    Stokrotko przemila, dziekuje pieknie za zyczenia i z moimi tu serdecznymi pozdrowieniami przesylam swoje rowniez: oby ten Nowy Rok przyniosl wszystko co najlepsze dla Ciebie i Twoich bliskich (dwoch przystojniakow Szczerbatych obejmuje to specjalnie!), zdrowie i spelnienia marzen. A dla nas – Twoich czytelnikow – nieprzerwanego ciagu Twoich uroczych i edukacyjnych opowiadan!

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 21:26

      Witam Cię serdecznie LIS.
      Twoja obecność na moim blogu to wielki dla mnie zaszczyt.
      Serdecznie Ci dziękuję.
      :-)

  17. ~LIS
    3 stycznia 2018 o 22:12

    Oj! jaki tam zaszczyt. Lisica przylazla, ogonem zamiotla i wyszczerzyla zeby w usmiechu. Jestes Stokrotko dla mnie laskawsza niz na to zasluguje. Prawda jest (i to nie uprzejmosc, ani nawet komplement), ze bardzo lubie Twoje artykuly i kiedy tu wpadam czytam ciurkiem i z wielkim smakiem!

    • ~Stokrotka
      3 stycznia 2018 o 22:20

      To dopiero dla mnie niespodzianka, że u mnie bywasz. Ale ja o tym nie wiem jak nie zostawiasz komentarza, bo nie mam żadnego podglądu skąd są moi goście.
      Tak czy inaczej bardzo Ci dziękuję.
      :-)

  18. ~Joanna
    3 stycznia 2018 o 22:57

    Nie da się nawet czytać. Twórca- egoentryk ( co się czesto zdarza) upaja się i spełnia w twórczym działaniu, ono przynosi mu poklask, sławę i pieniądze. Obowiązki rodzinne, to nuda i kłopoty, najłatwiej odejść i spijać śmietankę. Myślę, że widok córki i wnuka uspokoił go, bo nie widział obrazu żadnej krzywdy którą im wyrządził. A wystarczyłby gest, słowo…

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 06:14

      Dziękuję Joasiu.
      :-)

  19. ~Joanna
    3 stycznia 2018 o 23:02

    Nie dodałam, że pięknie opisałaś tą dramatyczną sytuację. Masz talent i wrażliwość artysty.

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 06:14

      A Ty jak zwykle mnie przeceniasz…

  20. 4 stycznia 2018 o 01:14

    Hm… czy nie powinna… pójść i odwiedzić? Bo ja wiem, w końcu ona (…) córka, on jej (…) ojciec. Nawet jeśli nie czuć tej więzi, to zawsze istnieje coś takiego jak ciekawość. A czy nie wraca się we wspomnieniach do rodzinnego domu, o którym wiemy, że nie ma go dla nas, zmienił właściciela albo przemienił się w ruinę? W każdym z tych przypadków odejdziemy rozczarowani. Ale coś ciągnie… prawda?
    Ocena moralna zachowania się (…) ojca jest jednoznaczna – okazał się, przykro się pisze takie słowa, łajdakiem.
    Jedynym usprawiedliwieniem postawy „ważniejszego” księdza może być fakt, że nie znał całej prawdy i wobec tego nie potrafił zrozumieć tego jej (…) braku entuzjazmu, ale nawet ta nieświadomość nie usprawiedliwia wydawania o drugim człowieku takich sądów.
    Natomiast ogromny znak zapytania stawiasz w tytule cyklu. Czy naprawdę taka sytuacja może dotyczyć jedynie relacji: dziecko – znany, utalentowany ojciec?
    Ja zdaję sobie sprawę z tego, że bycie artystą niesie z sobą rozmaite zagrożenia, jeśli chodzi o charakter stosunków panujących w rodzinie. W związkach z artystami (artystkami) nader często dochodzi do rozwodów, a i same związki, jeśli nawet przetrwają burze pożycia pod wspólnym dachem, bywają toksyczne: na pokaz zdają się nie odbiegać negatywnie od innych związków; we wnętrzu natomiast trwa bezustanna walka o przetrwanie. Istniało coś takiego jak „cyganeria”, dzisiaj świat „celebrytów”, jednakowoż nie zawsze kwestia losu dzieci z nieudanego, artystycznego związku schodzi na tak daleki plan, jak w opisanym przez Ciebie przypadku, ba, czasami istnieje wręcz niezdrowa rywalizacja o względy dzieci; innym razem bywa tak, że obie strony, choć w młodości łączyło ich tak wiele, po rozstaniu zachowują jak najlepsze stosunki, tłumiąc dawniejsze urazy, między innymi z powodu dzieci, które, jak zwykle w takich przypadkach, cierpią najwięcej i niezasłużenie. Co chciałem przez to powiedzieć? Że… tak mi się przynajmniej wydaje (a oczywiście nie znam całej zawiłości tej sprawy), że chyba raczej nie sztuka, nie talent ojca – artysty spowodował takie a nie inne zachowania tegoż człowieka, a jego charakter, bo ja wiem, osobowość… może, jak to mówią, Pan Bóg obdarzając go pewnymi przymiotami natury artystycznej, zapomniał o jego wychowaniu. Sądzę, że tego typu nieszczęśnicy (bo jakże inaczej tytułować ludzi, którym brak szacunku dla własnych dzieci, tego skarbu wobec którego wszystkie rzeźby można o kant d… potłuc [przepraszam za wyrażenie, ale się zeźliłem]) żyli i żyją pośród nas i mógłby nim być dosłownie każdy z nas, mężczyzn, który w pewnym momencie swego życia zapomniał, co w nim (życiu) jest najważniejsze, a co jedynie pięknym, bo pięknym, ale tylko dodatkiem… pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 06:16

      To był z pewnością Twój najdłuższy komentarz na moim blogu.
      I jak zwykle niesamowicie wartościowy.
      Serdecznie Ci dziękuję.
      :-)

  21. ~Stan
    4 stycznia 2018 o 07:12

    Świetny tekst i bardzo poruszający. Spodobał mi się ten duchowny, który od razu potrafił dostrzec jak źle wychowana jest córka, która nie potrafi docenić, ze ma ojca – wielkiego artystę.

    • Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 07:37

      Staram się mimo wszystko zrozumieć tego księdza. Może bywał w tej pracowni często?
      No a tam nigdy nie widział córki artysty. No i wyciągnął nieprawidłowy wniosek.
      I to jest najlepszy dowód na to, że pozory mylą i że nie można i nie powinno się wypowiadać zdania o kimś czy o czymś bezpodstawnie.
      Dziękuję Ci serdecznie za wizytę.
      :-)

  22. 4 stycznia 2018 o 09:19

    Najważniejsze, że ksiądz, jak zwykle, „wspaniale” zareagował…

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 09:20

      Bo oni niestety wszystko wiedzą „najlepiej”.
      :-)

  23. 4 stycznia 2018 o 09:25

    Stokrotko, a Ty znowu dajesz opowieść, jacy to mężczyźni są źli. Oczywiście, że jest mnóstwo takich, ale dawanie historii jedynie smutnych i negatywnych burzy moje odczucie sprawiedliwości. Może tak dla odmiany napiszesz o wspaniałych ojcach, dziadkach, opiekunach

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 09:30

      Napiszę.
      Ale ja pisałam o artystach. A oni w większości /niestety/ tacy są.
      Pozdrawiam.

      • 4 stycznia 2018 o 11:03

        Nie zmieniam zdania. Napisz o dobrych ojcach/dziadkach artystach.

        • ~Stokrotka
          4 stycznia 2018 o 14:52

          Nikt Ci nie każe zmieniać zdania.
          Niestety, nie napiszę o dobrych ojcach i dziadkach, którzy są artystami, bo nie znam osobiście nikogo takiego. A nie chcę pisać na zasadzie…. „słyszałam że”
          Ale Ty sam – jeśli spełniasz wszystkie warunki to możesz przecież u siebie napisać.

  24. ~Iwona Zmyslona
    4 stycznia 2018 o 12:17

    Ze łzami w oczach przeczytałam 3 opowiadania. Nie wiem jak to się stało, że z takim opóźnieniem. Nie tylko te posty mam do nadrobienia, ten o Warszawie także. Nie tylko dzieciom znanych ludzi jest ciężko żyć bez ojca. „Lata świetlne” minęły też od czasu, gdy mój syn widział swojego ojca. Pozdrawiam.

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 14:53

      To wyczuwasz temat Iwono.
      I nie rób sobie wyrzutów – ja piszę dużo i długo – teksty umieszczam co 2 dni, więc nie wszyscy nadążają z czytaniem.
      Pozdrawiam

  25. 4 stycznia 2018 o 13:28

    Cięzko jest też robić to samo, co rodzice, i byc nieustająco porównywaną…

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 14:54

      To musi być okropnie męczące.
      Tak myślę.

  26. ~Lena Sadowska
    4 stycznia 2018 o 16:21

    Witaj, Stokrotko.

    Może to dobrze, że tych spotkań było tak niewiele…
    Nie rozumiem napastliwości postronnych osób. Nawet jeśli w definicję ich życia wpisane jest wtrącanie się we wszystko, moralizowanie i osądzanie bez realnego oglądu sytuacji:(
    A ojciec-dziadek… Cóż… W ciągu kilku minut próbował naprawiać lata. Chciał zadośćuczynić czymś, co w jego mniemaniu było najcenniejsze. I – jak się domyślam – zrezygnował. Może zrozumiał, że nie tego oczekiwała Bohaterka. A może zemścił się – tak „po ludzku”, co świadczyłoby, że jakieś uczucia jednak posiada i zrobienie rysy na jego kryształowym ego ubodło go bardziej niż chciałby przyznać…
    Jak już pisałam – wiele uzasadnionego żalu w Bohaterce. Nad pewnymi sprawami nie da się tak po prostu przejść do porządku. Jątrzą się jak źle zagojona rana. Dobrze mieć wtedy taki balsam – miłość Najbliższych i korzystać z niego jak najczęściej:)

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 16:25

      Nawet nie wiesz Leno jak bardzo mnie wzruszył Twój komentrz.
      Dziękuję Ci z całego serca.
      Pozdrawiam serdecznie

  27. ~Hanna Badura
    4 stycznia 2018 o 18:56

    Na pewno było jej bardzo przykro, ale wierzę, że da radę sobie z tym poradzić.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    • Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 18:57

      Bo to jest bardzo silna dziewczyna.
      :-)

  28. 4 stycznia 2018 o 21:39

    Ciekawa historia.
    Jaj matka wiedziała, że dziecko zawsze tęskni za rodzicem, którego nie zna lub nie widuje. Nawet całkiem dorosłe dziecko, nawet za takim wyrodnym, zaniedbującym rodzicem.
    Taka ludzka natura. W drugą stronę to działa zawsze tylko u matek. Z ojcami jest różnie. Dlatego wizyta po latach nie każdego ojca uszczęśliwi, bo staje się wyrzutem sumienia. A nikt nie przepada za wyrzutami sumienia…

    • Stokrotka
      4 stycznia 2018 o 21:41

      Helen -dziękuję Ci serdecznie za komentarz.
      :-)

  29. 4 stycznia 2018 o 23:03

    Nawiązałem korespondencją ze starszym ode mnie człowiekiem, którego opublikowany gdzieś tekst był zbieżny z moimi poglądami. Okazało się, że to malarz, poeta, dziennikarz. Pokazałem mu stronę internetową, którą założyłem, by upamiętnić mego ojca. – Żeby tak mój syn chciał się zainteresować, czym w ogóle się zajmuję – odpisał… Są źli ojcowie, są też wredne dzieci, a skąd się biorą takie czy inne relacje – pewnie tyle przyczyn, co ludzi.

    • ~Stokrotka
      5 stycznia 2018 o 04:42

      To prawda Mareczku.
      Są też wredne dzieci.
      A Ciebie podziwiam za to co robisz dla pamięci swojego ojca, który był poetą.

  30. ~KrystynaH
    5 stycznia 2018 o 22:00

    Przejmujący tekst. Ileż tu emocji w tak oszczędnych słowach.
    Nie lubię mściwych, ale tym razem cieszę się, że na końcu dziewczyna wygarnęła wyrodnemu ojcu i księdzu prawdę. Tylko czemu ksiądz wzywa aż V przykazanie. Zbyt surowy. Wystarczyłoby IV.

    • ~Stokrotka
      6 stycznia 2018 o 05:15

      Niestety, są księża, którzy nie nauczają, tylko pouczają.
      Dziękuję Ci bardzo Krystyno za komentarz.
      :-)

  31. 6 stycznia 2018 o 01:04

    Troszkę odejdę od tematu głównego, bo coś mi się skojarzyło!
    Oczekiwania rodziców przerastają i ranią ich dzieci.. Tego jest teraz tak pełno.. Bo dziecko chodzi jednocześnie na balet, na basen, na angielski, na karate i nie ma czasu na zwykłą zabawę żeby tylko rodzic się spełniał. A bardzo często się nie spełnia.

    • Stokrotka
      6 stycznia 2018 o 05:18

      Całkowicie się z Tobą zgadzam Martynko.
      Dziękuję za komentarz.

  32. 8 stycznia 2018 o 16:30

    Piekna opowieść… wzruszająca i wydaje m i się, ze prawdziwa…

    • ~Stokrotka
      8 stycznia 2018 o 19:51

      Witam Cię serdecznie na moim blogu i dziękuję za komentarz.

  33. 12 stycznia 2018 o 19:32

    OMG!
    Poryczałam się czytającTwój post.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      12 stycznia 2018 o 19:34

      Dziękujęże i tu zajrzałaś Łucjo.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *