O piorunach będzie…

skanowanie0028

 

Na szczęście już dawno skończył się czas burz i związanych z nimi wyładowań atmosferycznych.
Nie wiem jak Wy, ale ja okropnie boję się burzy z piorunami.
To znaczy w mieście w mieszkaniu na 10 piętrze burzy prawie nie zauważam /chyba, że mi połamie wszystkie kwiatki w loggi/ . Ale gdy jestem na działce w małym domeczku i nadciąga burza to boję się okropnie. Nawet częściowo ze strachu przed piorunami wycięliśmy naszą ukochaną brzozę. Ale i tak się boję gdy patrzę przez okno na znajdujący się niedaleko transformator. Pioruny walą w niego jak szalone. Widać „sypiący się” ogień.
——————————————————————-
Nie wiem czy wiecie o tym, że:
1. Każdego roku na świecie dochodzi do kilku miliardów wyładowań atmosferycznych
2. W każdej sekundzie w Ziemię uderza 40 do 100 piorunów.
3. Przeciętny piorun ma temperaturę ponad 30500 st. C, czyli 5,5 raza wyższą od temperatury na powierzchni Słońca która wynosi 5500 st.C.
4. Nie jest prawdą, że piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce. Statua Wolności czy Empire State Building są trafiane wielokrotnie w ciągu roku.
5. Trafienie piorunem pozostawia na skórze charakterystyczny ślad zwany figurą Lichtenberga /na zdjęciu/

skanowanie0027
6. Mężczyżni są 5 razy częściej od kobiet trafiani przez pioruny.
7. Każdego roku na świecie porażonych zostaje ok. 240.000 ludzi, z czego 10% śmiertelnie.
8. Każdy piorun uwalnia energię ok. 1 mld dżuli. Wystarczyłaby ona do zasilania 100 watowej żarówki przez 100 dób.
9.W 1939 roku pojedynczy piorun zabił w Stanach Zjednoczonych 835 owiec. W 2016 roku w Norwegii piorun uśmiercił stado ponad 300 reniferów.
10.Nad jeziorem Maracaibo w Wenezueli burze można obserwować przez 300 dni w roku.
12. Wielka burza w roku 1703 zabiła około 8000 osób w południowej Anglii. Ludzie ginęli od piorunów, pożarów i nawałnic.
13. W 1998 roku w Kongu piorun zabił w czasie meczu piłkarskiego 11 zawodników.
14. Burze z piorunami występują nie tylko na Ziemi. Największa burza w Układzie Słonecznym trwa na Jowiszu od kilkunastu lat.
15. Reasumując – na Jowisza przed burzami nie należy uciekać. Najlepiej burzę przespać. Ale czy da się to zrobić???

Powyższe informacje znalazłam w nr 28 /z dn. 9 lipca 2017 r/ tygodnika Angora.

———————————————————————————————————–

A jednak i w zimie uderzają pioruny. Niedawno taki piorun spadł z platformy blog.pl. Niedługo zniknie wiele blogów w tym dwa moje.

Zupełnie nie wiem co mam robić. Nie mam ochoty ani siły na przenoszenie swoich starych tekstów w inne miejsce. Zresztą w jakim celu miałabym to robić? Do starych tekstów rzadko kto wraca. A ja i tak mam te teksty zapisane w komputerze albo na portalach pisarskich. Wiele też z nich znajduje się w moich książkach. Problem dotyczy Waszych wspaniałych komentarzy. Więc z góry przepraszam jeśli polecą one w kosmos. Przebaczycie mi jeśli tak się stanie?

No więc nie wiem co zrobię. Na razie pewnie będę sobie tu jeszcze pisać dopóki mnie nie zamkną.

A potem otworzę gdzieś zupełnie nowy blog.

——————————————————————————————————–

P.S. 2 stycznia będę wysyłać następne egzemplarze swojej trzeciej książki. Książkę wysyłam tylko tym osobom, które dokonały przelewu na moje konto. Nie mogę i nie powinnam postępować inaczej, bo przecież ktoś mógł się rozmyślić. A nie chcę stawiać nikogo a także i siebie w niezręcznej sytuacji.

  52 comments for “O piorunach będzie…

  1. ~Anula
    30 grudnia 2017 o 07:39

    Ja też bardzo boję się burzy. Gdy mieszkałam jeszcze w bloku, podczas burzy siedziałam z zasłonietymi uszami w ciemnej łazience, Tam było nieco ciszej i błyskawice mniej widoczne.. Książka wczoraj dotarła do mnie, o czym oczywiście powiadomiłam Cię przez emilka. Buziaczki ostatnie tego roku ślę, Jagódko :)

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:54

      Do spotkania w Nowym Roku Anusiu.
      :-)

  2. 30 grudnia 2017 o 07:45

    Boję się burzy, bo nasłuchałam sie opowieści o piorunach. Najdotkliwiej chyba odczuwam wyładowania w górach, zwłaszcza gdy dopadnie nas na szlaku…
    Mama mojej znajomej straciła od pioruna ucho. O ile pamiętam od pioruna zginął także ojciec J.Słowackiego.
    W trzeciej partii wysyłki pewnie będę ja i masz rację, nie wysyłaj bez opłaty, zaufanie powinno być ograniczone, tego uczy tzw. życie.
    Mam nadzieję, że w razie przenosin powiadomisz o nowym adresie?

    • ~Ela
      30 grudnia 2017 o 08:01

      Stokrotko wczoraj wróciłam bardzo póżno do domu więc nie zdążyłam Cię powiadomić że przesyłka dotarła. Bardzo Ci dziękuję.
      Zaczęłam czytać w nocy i popłakałam sobie. Chyba wiesz dlaczego?

      Pamiętam jak kiedyś pisałaś że komuś zaufałaś i wcześniej wysłałaś książkę. I jak to się skończyło? Możesz napisać?.
      Pozdrawiam serdecznie.

      • Stokrotka
        30 grudnia 2017 o 14:55

        Cały czas się uczę na błędach Elu.
        :-)

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:54

      Przy ostanim tekście tutaj podam namiary.
      :-)

  3. ~RademenesII
    30 grudnia 2017 o 08:30

    Babka opowiadała, że kiedyś była świadkiem w szpitalu pioruna kulistego – który wywołał panikę wśród pacjentów wlatując przez okno.

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:56

      Wyobrażam sobie tę panikę…

  4. 30 grudnia 2017 o 09:11

    Ja się burzy boję, ale lubię oglądać pioruny.
    Dasz, Stokrotko, znać dokąd się przeniosłaś?

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:56

      Oczywiście że dam znać.
      :-)

  5. 30 grudnia 2017 o 09:23

    Pewnie nie przypadkiem jednym z największych przekleństw na Śląsku jest nazwanie kogoś pieronem :)
    Z przeniesieniem tekstów jest najmniejszy problem. Oczywiście piszę to z pozycji osoby słabo ogarniętej informatycznie :) Schody zaczynają się na nowym podwórku, ale jeśli ja sobie poradziłam, wprawdzie w bólach i z pomocą, to Ty zrobisz to z palcem w nosie. W sumie do wyboru jest blogspot lub wordpress. Ten pierwszy od dawna mnie wkurza (jako komentatora) wymogami ciągłego udowadniania, że nie jestem robotem. Na WordPressie tylko pierwsze pojawienie się trzeba zatwierdzić i tyle. Niby to drobiazg. Jak ktoś jest spostrzegawczy :) Wiesz, lepiej już powoli się przenosić, bo potem będzie trudniejszy dostęp do adresów jak blog się zlikwiduje. W każdym razie powodzenia!

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:57

      Dziękuję, będzie mi potrzebne.
      :-)

  6. ~Marek
    30 grudnia 2017 o 09:27

    Wiesz przecież, że wszędzie za Tobą pójdziemy.
    :-) :-) :-)

    Kasia pierwsza zaczęła czytać. Niech się dziecko dowie w jakim mieście mieszka :-)))

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:58

      Ja cały czas czuję na plecach Wasz oddech…
      :-) :-) :-)

  7. 30 grudnia 2017 o 10:20

    Koszmarnie boi sie burzy moja mama, od zawsze. A ja mieszkam w miejscu bardzo przyciągającym pioruny, dosyć wysoko, mnóstwo wysokich drzew…

    A co do nowego miejsca – jak już ktoś napisał, blogspot albo wordpress, i nie martw sie komentarzami – one są w Tobie i w nas wszystkich. PO prostu bądź nadal, gdziekolwiek to będzie, tylko napisz nam gdzie.
    PS. zaraz zrobię przelew, może się załapię na tę wysyłke :)

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 14:59

      Dziękuję za mail Anno.
      :-)

  8. 30 grudnia 2017 o 10:32

    Nigdy nie bałam się burzy, pod warunkiem, że przebywam właśnie we własnym domu ;)
    W samochodzie burza jest o tyle groźna, że na drogę może zwalić się jakieś drzewo lub wjedzie się w uskok, w którym zbierze się woda.
    Przed laty taka właśnie burza dopadła mnie w czasie powrotu do domu – lało, jak z cebra, a ja wjechałam na ulicy w miejsce dużo niżej położone niż normalny poziom. Oczywiście, jak można się było domyślić, jezdnia wypełniona była wodą, więc mój samochód do połowy drzwi został zalany wodą. Może dobrze zrobiłam, że nie przewidując takiego obrotu sprawy, wjechałam w tę „kałużę” bardzo szybko…lampki zaczęły przygasać, zaświeciła się kontrolka akumulatora. Jednak jak szybko wjechałam, tak szybko wyjechałam. Byłam prawie 40 km od domu, więc awaria samochodu mogła być dużym problemem. Na drodze pełno połamanych drzew…
    To było dla mnie ogromnie traumatyczne przeżycie. Modliłam się, żeby tylko dojechać do domu. Takie sytuacje mnie przerażają, dlatego „normalna” burza spędzona w jakimś budynku, nie robi na mnie wrażenia ;)

    Szczęśliwego Nowego Roku, Stokrotko :)

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 15:00

      To rzeczywiście miałaś przeżycia…

      Dziękuję Ci bardzo.
      :-)

  9. ~Malgorzata
    30 grudnia 2017 o 12:39

    Sama czuje się bezpiecznie w domu-bloku, ale zwierzaki bardzo przezywaja i sama burze i wyladowania. Duzy pies koleżanki chowal się w wannie. Nie bardzo się orientuje w tym zamykaniu i otwieraniu blogow, ale Twój zawsze znajde, wiec nie ma problemu. Dopiero dziś przelalam pieniazki, bo po Swietach jeszcze gorzej chodze – nie wiem czy przezwyciezac slabosc nog „silna wola” jak mowi dziecko czy dac sobie spokoj, ale ciagle probuje. Serdecznie pozdrawiam M.

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 15:01

      Trzeba jak najwięcej chodzić Małgosiu. Nawet jak Cię wszystko boli.
      :-)

      • ~Malgorzata
        30 grudnia 2017 o 21:34

        Stokrotko, nic mnie nie boli, po prostu nogi robia się drewniane i nie niosa. No nic, jakos to będzie.

        • Stokrotka
          30 grudnia 2017 o 21:38

          To sprawa krążenia Małgosiu…

  10. 30 grudnia 2017 o 13:25

    Uwielbiam oglądać burze i to od czasów, gdy byłem kilkuletnim chłopcem. Jest w nich coś fascynującego i nie straszne mi historie, które przytoczyłaś ;)

    Ja bym jednak gdzieś przeniósł swój blog, bo mam wrażenie, że niejednokrotnie komentarze pod notkami są ciekawsze niż same notki, które, podobnie jak Ty archiwizuję na bieżąco.

    Pozdrawiam :)

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 15:02

      To prawda, że moi komentatorzy wspinają się na wyżyny intelektu.
      :-)

  11. ~anabell
    30 grudnia 2017 o 13:55

    Wcale Ci się nie dziwię -też się boję burzy gdy jestem poza solidnym budynkiem. Umierałam ze strachu w Wildze, gdy bywałam tam w domkach usytuowanych w środku lasu. W górach też jest niefajnie w czasie burzy, nawet gdy siedzisz w domu.
    No cóż – Onet nigdy nie był moją ulubioną platformą. A może przeniesiesz się na Bloggera? Obsługa nie skomplikowana, nawet ja sobie daję radę, choć jestem komputerowa noga.
    Miłego;)

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 15:03

      Coś będę musiała wymyślić Aniu – tylko jeszcze nie wiem co.
      :-))

  12. 30 grudnia 2017 o 15:15

    Dwa razy na moim starym blogu na Onecie pisałam o burzy, jaką przeżyłam na obozie harcerskim. Wtedy piorun uderzył w sosnę bardzo blisko namiotu harcerek. Na szczęście nic im się nie stało.
    Ciekawa jestem, dlaczego mężczyźni są pięć razy częściej od kobiet trafiani przez pioruny. Widocznie tak im się należy ;)
    Dziś, gdy się logowałam na blog Onetu widziałam reklamę, że ktoś może przenieść nasze blogi.
    Podejrzewam, że temu komuś trzeba by było podać adres i hasło do niego, a na to nigdy się nie skuszę. Już oswoiłam się z myślą, że mego bloga nie będzie. Trudno.
    Dużo szczęścia w nowym roku.

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 15:18

      A pamiętasz, że Balladynę też zabił piorun? Ale to niebiosa ją ukarały.
      :-)

  13. 30 grudnia 2017 o 15:16

    Też nie przepadam, za burzami.
    A co do bloga, to jestem na Bloggerze i nie wiem co ci doradzić.
    Pozdrawiam:)*

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 15:18

      Dziękuję Moniko. Muszę dać sobie radę.
      :-)

  14. maskakropka2
    30 grudnia 2017 o 18:09

    Burzy boję się przeokropnie i ma to związek z pewną nawałnicą, którą przeżyłam ponad pół wieku temu.

    W sprawie książki polecam się łaskawej pamięci! Na pewno w drugiej połowie stycznia się zgłoszę.

    Pomału zaczynam się skłaniać ku przeprowadzce, którą proponuje Onet, ale póki co jestem na etapie myślenia. Gdyby to było technicznie proste, pewnie miałabym to już za sobą, choć akurat swoich zapisków za szczególnie cenne nie uważam.;)

    Wszystkiego dobrego na kolejny rok!!!

    • ~Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 18:10

      Książka dla Ciebie odłożona – pamiętam!!!
      :-)

  15. ~roksanna
    30 grudnia 2017 o 21:13

    Miałam pisać emilkę, ale jak już tu jestem to napiszę, że po powrocie zastałam książkę w domu! Dziękuję bardzo! Jutro od rana biorę się za czytanie :))

    Stokrotko! Bardzo zachęcam do przenosin na WordPress, który pomieści Twoje dwa blogi i jeszcze zostanie dużo miejsca na pisanie przez kolejne lata. Jak jest taka możliwość, to szkoda nie skorzystać. Pomyśl.

    Kiedyś nie bałam się burz, a i teraz jak jestem w domu to się nie boję, choć t boję się, że mogą wyrządzić wiele szkód. Potem jak człowiek widzi naocznie albo w TV to aż serce boli…

    Serdeczności, i
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 21:15

      Dziękuję.
      Cieszę się, żę już masz książkę.
      :-)

  16. 30 grudnia 2017 o 21:30

    A niech to piorun strzeli! Kilkanaście chyba lat temu, w lutym, mróz niewielki, ale śnieg, odbierałem kogoś z dworca o później porze. Przekręcam kluczyk, a tu błysk i zaraz huk. Pomyślałem, że silnik szlag trafił, wyłączyłem odruchowo kluczyk i dopiero się zorientowałem, że to piorun, o tak nietyłowej porze…

    • Stokrotka
      30 grudnia 2017 o 21:32

      Czyli w zimie też bywają…

  17. 31 grudnia 2017 o 08:01

    Ja też się boję piorunów ogromnie. A gdy poczytałam sobie jeszcze o nich u Ciebie, to teraz jeszcze bardziej. Ja nie przenoszę się na WordPressa, bo mi się tam nie podoba, i już! Wróciłam na powrót na Bloggera i tam się „rozwijam”… :))

    Do siego roku.

    • Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 08:03

      Dziękuję JaGo.
      Nie zapomnę o Tobie
      :-)

  18. ~Stan
    31 grudnia 2017 o 10:05

    Do pioruna z takim piorunem, który pastwi się na zapiskach blogowych. W moich wczesnych postach z lat 2011 – 2014 ten sam potwór wyczyścił wszystkie kolorowe fotki. Takie mam wrażenie, że z prawdziwym piorunem ma on tyle samo wspólnego, co dzisiejszy Mikołaj ze Świętym Mikołajem. Ale prawdziwy piorun może dobrze postraszyć, kiedy dopadnie nas w górach na trasie, albo też na działce ogrodowej, zwłaszcza tak wrażliwe istoty jak autorka już trzech książek i tysiąca zapisków blogowych. Tak więc życzę pomyślnego nowego roku bez piorunów !

    • ~Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 11:23

      Dziękuję Ci bardzo.
      Ale pewnie jeszcze nie jeden „piorun” spadnie na mnie. Oby nie był grożny.
      :-)

  19. 31 grudnia 2017 o 11:18

    Witaj Stokrotko! Ja też boję się burzy. Pamiętam z dzieciństwa te modły przed obrazem…….
    Pozdrawiam. :) .

    • ~Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 11:22

      Albo chowanie się w szafie – prawda?
      Cieszę się, że wróciłaś do blogowania.
      :-)

  20. 31 grudnia 2017 o 11:34

    Ha, czyli przekleństwo: >>żeby cię piorun strzelił<< ma swoje podłoże w naturze :-) Oczywiście nikomu nie życzę :-) takie tam skojarzenie :-). Też boję się burzy. Przed laty mieliśmy psa, który był postrachem okolicy, (czarny, sporych rozmiarów Pimpuś…), z którym drżeliśmy gdzieś w kącie przytuleni do siebie podczas burzy. Jedynym zwierzakiem, któremu burza była obojetna, był moj głuchy kot Filemon.

    • ~Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 11:37

      Czyli głuchota czasami się przydaje.
      :-)

  21. ~Lidia
    31 grudnia 2017 o 18:02

    Burzy się nie boję, gdy jestem w bezpiecznym miejscu. Natomiast zdarzyło się mi przezyć burzę, kiedy wracałam do domu pieszo, skądś tam, na szczęście nic się złego nie wydarzyło. Nad jeziorem też fajnie nie było.
    W sierpniu przez naszą okolicę przeszła potężna nawałnica – bardzo się wtedy bałam, bo myślałam, że mi okna z futryn wyskoczą …

    Szczęśliwego nowego roku, Stokrotko :))

    • ~Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 18:13

      Dziękuję Lidio.
      Dziękuję też za informację mailową.
      :-)

  22. 31 grudnia 2017 o 19:34

    Witaj Stokrotko! Przeniosłam się na wordpressa. Mam nadzieje, że link aktywny. Bloger mi już obrzydł i ostatnio miałam tam problem….. . Wybrałam wersję darmową. Zapraszam Cię serdecznie. :) .

    • ~Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 19:40

      Tereso, już Cię odwiedziłam.
      :-)

  23. 31 grudnia 2017 o 19:36

    Jak zwykle wiele się dowiaduję czytając Twoje teksty, Stokrotko, tak było i tym razem. A zainteresował mnie szczególnie paragraf nr 6, w którym wcale nie ubolewasz nad tym, że płeć męska trafiana jest piorunami pięciokrotnie częściej niż jej żeńskie odpowiedniczki. Ale mniejsza o ten fakt bolesny; ważniejsze jest to, że pókim tego punktatora nie przeczytał, sądziłem, że nader często (także i w tym mijającym roku) trafia mnie szlag, a tu masz… jest li to piorun właśnie i pora by mi się uziemić, coby dżulowa energia spłynęła do podziemi, w których pomieszkują robaczki nadające się chociażby do służenia przynętą w połowie smacznych linów, okoni, a czasami również szczuk i sandaczy.
    A skoro została powyżej wymieniona nazwa „rok”, choć w nawiasie, tedy pora najwyższa aby żegnając roczek stary, pożyczyć Ci w nowym roku szczęścia, radości i miłości, które wraz ze zdrowiem i sukcesami literackimi niech nie zapominają o Tobie ani we dnie, ani w nocy, a najlepiej niech śledzą Cię, tudzież zapraszają się na zieloną herbatkę z czekoladkową albo ciasteczkową wkładką… przynajmniej samą nie będziesz… Do siego roku!!!

    • ~Stokrotka
      31 grudnia 2017 o 19:42

      No ale w Balladynę też piorun strzelił… chociaż jej się należało!!!!
      Dziękuję Ci bardzo za piękne życzenia Andrzeju.
      To wielka przyjemność czytać takie słowa.
      :-)

  24. ~Joanna
    1 stycznia 2018 o 21:18

    W groźnych pomrukach i niesamowitych widokach strzelających piorunów jest jakieś kosmiczne piękno, obserwując je, zapominam o strachu….
    Zmiana adresu to większa burza, chociaż teraz po wydanej kolejnej książce to patrz na to jak na kolejny etap. Coś trzeba zamknąć, aby Coś nowego rozpocząć.

    • ~Stokrotka
      1 stycznia 2018 o 21:20

      A ja trochę się boję.
      Dziękuję Joasiu.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *