Drugie opowiadanie z cyklu: „Nie jest łatwo być dzieckiem kogoś znanego i uzdolnionego”

20171025_172655_resized

Miała 18 lat. Dzień wcześniej odebrała świadectwo maturalne. Były na nim bardzo dobre stopnie z przedmiotów humanistycznych.

Zmieniła się zewnętrznie i wewnętrznie. Nadal była szczupła i trochę się garbiła. Pewności siebie dodawały jej jednak piękne, długie, jasne włosy. Nie zaplatała już warkoczy, tylko nosiła „koński ogon”.Można by powiedzieć, że była ładna, gdyby nie to, że w oczach miała jakiś smutek. I prawie nigdy się nie śmiała. Uważała się za szarą myszkę, bo żaden chłopak się za nią nie oglądał…
Zdecydowała, że będzie zdawać na Uniwersytet Warszawski. Złożyła papiery na wydział psychologii. Egzaminy wstępne miały się rozpocząć na początku lipca.
Usiadła na ławce w pobliżu uniwersytetu i zaczęła rozmyślać. I wtedy wpadła jej do głowy myśl żeby do niego pójść. Pokazać się, pochwalić dobrze zdaną maturą, powiedzieć, że chce studiować. A przede wszystkim zobaczyć go i porozmawiać.
Zanim weszła do jego pracowni przez pół godziny krążyła naokoło budynku. Kiedy wreszcie się zdecydowała natychmiast tego pożałowała. Ale było już za późno.
Otworzył jej drzwi i zapytał: „Pani do mnie?”.
Chciała odpowiedzieć ale nie mogła wydobyć głosu. Stała i patrzyła na niego przez długą chwilę. A on powiedział: „Jaka ładna panienka do mnie przyszła. Czy chce pani mi pozować?”
Wtedy odzyskała głos.
- Jestem Hania – powiedziała.
- Tak? Jaka Hania? Nie pamiętam żeby mi ktoś panią polecał do pozowania. Ale chyba będzie się pani nadawać. Proszę wejść i rozebrać się za parawanem. Zobaczymy.
Wtedy krzyknęła głośno: „Jestem twoją córką!”.
I rozpłakała się na głos.
Przez długą chwilę stali naprzeciwko siebie. Wreszcie powiedział: – Wejdź.
Weszła i usiadła na małym stołeczku między wysokimi sztalugami. Usiadł naprzeciwko i zapalił papierosa. Przez długi czas nic do siebie nie mówili.
- Matka cię przysłała? Po pieniądze? – zapytał wreszcie.
- Nie przysłała mnie mama – powiedziała przez łzy. – I nie przyszłam po pieniądze. Przecież nigdy nam nie przysyłałeś pieniędzy. Przyszłam ci powiedzieć, że jestem już po maturze i będę zdawać na Uniwersytet Warszawski.
- Tak? – zapytał obojętnie.- A nie masz zdolności plastycznych.? Bo mógłbym ci załatwić miejsce na Akademii Sztuk Pięknych. Umiesz malować?
- Nie umiem. Przyszłam cię zobaczyć. Ostatnio cię widziałam jak się od nas wyprowadzałeś. Czy wiesz, że to było 14 lat temu?
Długo nie odpowiadał. Wreszcie zapytał.
- A twoja starsza siostra co robi?
- Skończyła już prawo. Jest już panią magister.
- No proszę – zaśmiał się – To ja takie mądre córki mam? Szkoda, że zdolności artystycznych nie odziedziczyłyście po mnie.
Wtedy wstała i chciała wyjść. Poczuła, że jeśli tego nie zrobi natychmiast, to rzuci się na niego i zacznie go bić.
Chyba coś wyczuł, bo nagle powiedział:
- Chodźmy na spacer na Stare Miasto. Zapraszam cię na lody. Porozmawiamy sobie spokojnie.
Na rynku Starego Miasta artyści jak zwykle prezentowali swoje obrazy. Wszyscy go tam znali i witali serdecznie.
-Jakąś nową modelką masz? – zapytał jeden starszy malarz. Siedział na krzesełku koło swoich obrazów. Przy jego nodze leżał duży pies.
- Nie – odpowiedział. – Nie uwierzysz, ale to jest moja córka.
- Zwariowałeś? Nigdy nie mówiłeś, że masz dzieci!
- No ale to jest Hania, moja córka.
- Tak, jasne – zaśmiał się malarz. A ta suka – wskazał na leżącego obok psa – to też jest moja córka.
I wybuchnął śmiechem.

Od tego czasu lata świetlne minęły. A ja ją widzę jak biegnie przez Rynek, potem przez Plac Zamkowy i płacze na głos. I zatrzymuje się przed domem na Krakowskim Przedmieściu i wali głową o ścianę.

  72 comments for “Drugie opowiadanie z cyklu: „Nie jest łatwo być dzieckiem kogoś znanego i uzdolnionego”

  1. ~Malgorzata
    23 listopada 2017 o 06:10

    Takie sytuacje bywaja tez u zwykłych zjadaczy chleba – często jedynym znakiem pamięci sa zadania finansowe. Jednak od artystow niby można wymagac wrazliwosci, tej zwyklej,ludzkiej – smutny tekst, smutne refleksje./Jestem pierwsza, bo znow mnie dopadla bezsenność/

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:32

      Małgosiu – bezsenność to straszliwa rzecz.
      Wiem coś o tym.
      :-)

  2. ~Ela
    23 listopada 2017 o 06:14

    Rozpłakałam się Stokrotko.
    Uświadomiłam sobie ile jest na świecie takich dzieci którym nie jest łatwo być takim dzieckiem
    Pozdrawiam serdecznie.

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:33

      Elu – Twoje łzy nic nie pomogą
      Nic na to nie poradzisz.
      :-)

  3. ~Marek
    23 listopada 2017 o 08:11

    Niesamowicie sugestywnie.
    Beatka powiedziała, że cały czas tam jest z tą dziewczyną…

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:34

      To cieszę się, że udało mi się przekonywująco napisać.

  4. ~anabell
    23 listopada 2017 o 08:41

    Niestety „normalka”. Obiekty uczuć większości artystów zmieniają się jak w kalejdoskopie. A konsekwencje namiętności zupełnie artystów z reguły nie obchodzą. Obowiązki wobec własnych dzieci? No to przecież nie jego wina, że na świat przyszło dziecko, to sprawa tej zakochanej w nim niegdyś dziewczyny, której życie nagle zamiast miłości przyniosło tylko cierpienie i trud wychowania dzieci. A za dzieckiem z takiego tragicznego związku do końca życia wlecze się świadomość, że zostało zwyczajnie przez jedno z rodziców porzucone. I wiem z autopsji, że nie łatwo się tego uczucia pozbyć i ….wybaczyć.
    Buziam;)

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:35

      Chyba lepiej wybaczyć Aniu, bo można się wtedy samemu zniszczyć.
      Buźka.

      • ~anabell
        23 listopada 2017 o 18:35

        Żeby coś komuś wybaczyć trzeba wpierw zrozumieć motywy działania takiego indywiduum.
        Próbowałam zrozumieć moich rodziców, znalezć jakieś wytłumaczenie, ale nie udało mi się.
        A przecież de facto nie miałam jakiegoś tragicznego dzieciństwa,nie chodziłam głodna i obdarta ani mnie nie bito,
        I wierz mi, bardzo się starałam ich zrozumieć, ale nie potrafiłam znalezć żadnego usprawiedliwienia dla nich.Egoizm i egocentryzm nie są żadnym usprawiedliwieniem.

        • Stokrotka
          23 listopada 2017 o 18:37

          To prawda.
          Przytulam Cię serdecznie.

  5. ~Marek
    23 listopada 2017 o 08:50

    Dodam, że właśnie w tego rodzaju tekstach jest widoczny Twój talent.
    :-) :-) :-)

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:35

      A może lepiej już nic nie dodawaj?
      :-) :-) :-)

  6. 23 listopada 2017 o 09:38

    Jako mężczyzna muszę powiedzieć, że nigdy nie mogłem zrozumieć mężczyzn porzucających swoje dzieci. Na szczęście jestem w świetnej komitywie ze swoimi, i z moimi czterema wnuczkami, tak że czytam Twoje opowiadanie jako odbicie rzeczywistości, ale które – na szczęście – mnie nie dotyczy osobiście. Moje dzieci nie płaczą na mój widok.
    Ale takich sytuacji ja znam ze swojego otoczenia chyba z dziesięć, nie dalej jak ze dwa miesiące temu pewna dziewczyna – córka postanowiła odnaleźć ojce, mając 33 lata, który porzucił matkę, jak jeszcze była w ciąży. Płakać nie płakała, ale powiedziała mi, że decyzja o pójściu do niego była najgłupsza pod słońcem.

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:37

      Torlinie – ta dziewczyna niepotrzebnie odszukała swojego ojca.
      Tylko teraz jeszcze bardziej cierpi.

  7. 23 listopada 2017 o 10:30

    A trzeba było mu przyłożyć, zgodnie z pierwszym instynktem, zamiast walenia głową w ścianę.Jeśli już kogoś powinno zaboleć, to nie ją przecież.

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:38

      Pewnie sama nie wiedziała co ma robić.

  8. 23 listopada 2017 o 12:32

    Takie sytuacje zdarzają się nie tylko w rodzinach ludzi znanych. Są równie bolesne dla dzieci.
    Czy dla rodzica? Tatuś nie zwierza się ze swoich odczuć. Artysta ma przed samym sobą wytłumaczenie – przecież jestem artystą – osobą duchowo skomplikowaną …
    Nikt nie będzie grzebał w mojej duszy – a już najmniej jakaś córka…Życie jest okrutne – fajnie jest jak osoby zainteresowane umieją przekroczyć rubikon…Wiesz ,że masz talent?

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:39

      Dziękuję Reno.
      Ale jeśli mam to najwyżej malusieńki talencik
      :-)

  9. ~cz
    23 listopada 2017 o 12:43

    coraz częściej myślę, że prawdziwym artystą nie może być ktoś „Normalny” I zgadzam się z Hłaską, że trzeba się wyzbyć ostatniego wstydu, by napisać (stworzyć) coś prawdziwie niebanalnego. Tych ludzi bronią ich dzieła, a oni sami… u Krasińskiego w Nieboskiej jest takie zdanie: „przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty pięknością nie jesteś”
    A dziewczyna? Kiedy będzie dojrzała, zrozumie…, co nie znaczy, że wyzbędzie się żalu, ale to już inna sprawa.

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:41

      Dziękuję za wspaniały komentarz Czesiu.
      A dziewczyna… któż to wie co ona teraz myśli?

  10. ~Michał
    23 listopada 2017 o 12:57

    Witaj Stokrotko.
    Niewesoła to historia, a i życie też nie zawsze jest wesołe.
    Na szczęście nie jestem artysta, jeno takim sobie szarym literatem.
    Pozdrawiam i do się zapraszam na pałace.
    Michał

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:42

      Michale – na pałace z pewnością zawitam.
      :-)

  11. 23 listopada 2017 o 13:03

    Co do formy – tak, Ty, Stokrotko, umiesz pięknie pisać.
    CO do treści – ech…

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:42

      Rożnie w życiu bywa Anno.

  12. 23 listopada 2017 o 13:50

    Ech… rozumiem, że to fikcja literacka?
    Niestety takie rzeczy zdarzają się na serio…całkiem blisko nas…
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 15:43

      To samo życie Agnieszko.

  13. ~Jantoni
    23 listopada 2017 o 14:06

    Może trochę zrozumiał

  14. ~Stokrotka
    23 listopada 2017 o 15:43

    Może…

  15. 23 listopada 2017 o 17:40

    Dziwna sytuacja, nie chciałabym się w takiej znaleźć… trochę przypomina dzieci, z którymi pracuję, wiele z nich nie ma stabilizacji rodzinnej ani uczuciowej :-(

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 17:54

      Asiu – myślę, że teraz jest coraz więcej takich dzieci które mają podobne przeżycia. Bardzo możliwe że nigdy nikomu o tym nie powiedzą.

  16. ~Lena Sadowska
    23 listopada 2017 o 18:12

    Witaj, Stokrotko.

    Są krzywdy, które trudno zapomnieć.
    Szczególnie, gdy oczekuje się pocałunku, a dostaje… kopniaka w twarz.

    Nie byłabym tak nieprzejednana w sądzeniu ojca, nawet jeśli nie zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami. Nie każdy jest stworzony do rodzinnego życia i czasem lepiej, gdy się usunie.
    Może miał świadomość, że będąc blisko – krzywdziłby jeszcze bardziej…

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      23 listopada 2017 o 18:15

      Masz rację Leno.
      Czasami lepiej jak ojciec wcale nie istnieje w życiu dziecka.

      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

  17. ~An-Ula
    23 listopada 2017 o 18:37

    Post i moje demony obudził. Wściekłość i rozżalenie. Ojciec mojego syna 22 lata ukrywał się skutecznie, aby nie płacić alimentów. Nawiązał z synem kontakt, gdy już wnuki były na świecie. Parę lat temu, gdy wódka zabrała mu zdrowie, gdy po udarze jest na wpół kaleką,,wrócił do naszego miasta. Teraz kurczowo trzyma się syna, bo tylko na niego może liczyć.
    Dobrze, że ma dobre dziecko…..

    • Stokrotka
      23 listopada 2017 o 18:42

      Niestety Anusiu – takich tatusiów zawsze było dużo…
      A potem na stare lata dzieci się nimi opiekują…

  18. ~Lidia
    23 listopada 2017 o 19:24

    Nie zawsze warto zatem szukać …
    Stokrotko ♥

    • Stokrotka
      23 listopada 2017 o 19:25

      Na to wychodzi Lidio…
      Dzięki za wizytę.
      :-)

  19. 23 listopada 2017 o 20:15

    Wielcy ludzie, geniusze sztuki, nauki, polityki, itp. dziedzin często nie mają głowy do rodziny, a jeszcze częściej tej rodziny nie mają. Wybaczmy więc im, bo może mielibyśmy znacznie mniej noblistów, wieszczów, kompozytorów, itd., …
    Już tylko dla porządku przypomnę, że wyrażam ten pogląd nie jako ja, a jako advocatus diaboli.

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 04:35

      Nigdy nie miałam wątpliwości, że masz coś wspólnego z diabłem.
      :-)

  20. 23 listopada 2017 o 20:58

    Wzruszające…jakby karty starego albumu ,otworzyły się przed moimi oczami.Miałam wtedy 4 latka i dobrze pamiętam ojca ,który zapakował nas do auta i wywiózł do babci razem z mamą.I powiem tylko tyle ,że do puki nie wyrosłam z tęsknoty…tęskniłam.Potem już zapomniałam,bo tylko raz spotkałam się z ojcem,wierząc ,że może uda nam się nawiązać kontakt .Niestety nie mieliśmy nic sobie do powiedzenia..nawet słowo przepraszam ze strony ojca nie padło..A chyba powinien ,bo porzucił mnie i moje rodzeństwo w ciągu minuty..Ot takie zakochanie się w sekretarce ,zaważyło na naszym życiu.Pozdrawiam.

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 04:36

      Miła moja… takich przeżyć z dzieciństwa podobno nigdy się nie zapomina…
      Przytulam serdecznie.

  21. ~KrystynaH
    23 listopada 2017 o 22:00

    Piękne opowiadanie. Oszczędne w słowa, tak dialogu jak i komentarza, a ile tu treści, ile emocji, jaka obrazowość! To wszystko się widzi i czuje. A temat niby banalny, bo często się o czymś takim słyszy, czyta, a tak pokazany, że niezwykły.
    To króciutkie opowiadanie, miniaturka, nie pozostawi nikogo obojętnym. Chyba każdy na moment poczuje się Hanią i zmierzy się z ambiwalencją uczuć do ojca: miłości i żalu.

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 04:37

      Serdecznie Ci dziękuję KrystynoH.
      :-)

  22. ~KrystynaH
    23 listopada 2017 o 22:31

    Nieraz dziwi nas, że dzieci porzucone przez wyrodne matki, wyrodnych ojców, jak i porzucone przez mężów żony, opiekują się takimi, gdy ci na starość potrzebują już tylko ich opieki. Ale człowiek jest bogatszy wewnętrznie niż nasze wyobrażenia. Nie wiemy więc, ile w tym szlachetnego poświęcenia, a ile uszczęśliwienia, że choć na koniec, choć z paczką pampersów, jednak wrócił, czy wróciła.
    Tylko nie mam za złe osobom, które marnotrawnego – ojca, męża, matki – nie przyjmą. To powinno być przestrogą.
    Wiem, niemiły ten komentarz, ale zbyt dużo o takich historiach słyszałam i próbowałam je zawodowo rozwikłać.Wątek powracającej matki, zdawałoby się rzadki, pojawia się teraz w popularnym serialu, i autorzy zdają się ją usprawiedliwiać, że odeszła, bo jej było nudno. I jeszcze niedawno czytałam ostre pretensje w internecie zawiedzionego tatusia, że porzucony kiedyś, zaniedbany syn, nie chce się nim zaopiekować. Nic, tylko spytać: A gdzieżeś był, gdy on rósł i… cierpiał?
    Ale nie wszystko jest takie proste. Każdy wybiera, co mu serce podpowie.

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 04:37

      Raz jeszcze bardzo serdecznie Ci dziękuję.

  23. 23 listopada 2017 o 23:09

    Cóż… Żeby być wielkim artystą, trzeba chyba być jeszcze większym egoistą. Może nie zawsze, ale często tak bywa…

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 04:38

      Chyba masz rację Bojo…

  24. 24 listopada 2017 o 00:32

    Czemu niektórzy, jak tamta Hania, mają tak „pod górkę”? Smutek dzieciństwa bywa, że kładzie się cieniem na dojrzałym życiu. Życie jest takie nieodgadnione. Zwłaszcza, że nie mamy wpływu na nasze dzieciństwo. Strasznie mi się smutno zrobiło, że los tak nierówno dzieli i losowo obdarza łaskami. Czemu tak? Nie ma odpowiedzi. Ściskam Cię serdecznie, wzruszająco napisałaś :)

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 04:38

      Bardzo Ci dziękuję Haniu.
      :-)

  25. maskakropka2
    24 listopada 2017 o 08:20

    Kiedyś usłyszałam z ust pewnej młodej kobiety takie słowa:” Ja ojca kocham, ale go nie lubię”…

    • Stokrotka
      24 listopada 2017 o 08:21

      Dziewczyna o której piszę chyba ojca nienawidziła i kochała jednocześnie.
      To jest podobno możliwe.

  26. ~Stan
    24 listopada 2017 o 11:05

    Ten artysta to dla mnie bestia zwierzęca w ludzkiej skórze. Żaden talent, nawet najwyższej próby nie upoważnia do tego, by odrzucić własne dzieci. Niestety, to nie jest fikcja, takie sytuacje mają miejsce. I dobrze, że potrafisz o tym pisać bez odautorskiego komentarza. Dla takich zachowań ludzkich po prostu nie ma słów. Myślę, że świat nie byłby wcale aż tak uboższy, gdybyśmy nie mieli takich artystów.

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 11:33

      Niestety, ale prawie wszyscy artyści tacy są.
      Dziękuję że odwiedzasz mój blog.
      :-)

  27. 24 listopada 2017 o 11:47

    1. Tam, gdzie zaczyna się sztuka, tam jest także skraj bagna. I nie ma na to rady. Może w kategoriach ludowej sprawiedliwości trochę by pomógł stochastyczny odstrzał artystów (np. czterech rocznie na województwo), ale to, jak mawiała moja ś.p. babcia, „marzenie ściętej głowy”.
    2. Mężczyzną jest ten, kto wychowuje dzieci, jest przy nich, stara się pomagać w trudnej drodze dojrzewania. Ktoś, na kim i dzieci i żona mogą polegać. Wymaga to jednak dojrzałości umysłu. Dlatego wielu mężczyzn nigdy się nimi nie staje, pozostając do śmierci chłopcami. Chłopcy potrafią być uroczy, ale biada kobiecie, która się z nimi zwiąże.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 19:28

      Piękny komentarz Vulpianie.
      Bardzo Ci za niego dziękuję.

  28. ~Azalia
    24 listopada 2017 o 13:27

    Jadziu, nic nie napiszę, tylko Cię przytulę.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      24 listopada 2017 o 19:28

      To poprzytulajmy się Grażynko.
      :-)

  29. 25 listopada 2017 o 04:36

    Pozwolisz, że spojrzę na Twój tekst, Stokrotko, z nieco innej strony… takie tam moje własne refleksje i skojarzenia. Wiesz, że ewidentna wysoka jakość opisanej przez Ciebie historii właściwa jest literatom, którzy odnoszą się w swoich tekstach do wspomnień z dzieciństwa i młodości. Jednakowoż to raczej te pozytywne wspomnienia nakręcają wskazówki jakości, a u Ciebie… potrafiłaś z tych przykrych, co to o nich chciałoby się trwale zapomnieć, sporządzić mądrą, wzruszającą i będącą do pewnego stopnia przestrogą notatkę… i chwała Ci za to, że się na takie pisanie w ogóle odważyłaś.
    Co do nieszczęsnego bohatera Twojej opowieści, no cóż, nie wysilę się na oryginalność sądów, gdy potępię go w ludzkim wymiarze, który zawsze i wszędzie winien górować nad karierą, sławą, czy czymkolwiek innym… powinien był ci on w miejscu, gdzie zażywa odpoczynku po wędrówce po doczesnym świecie, odczytać Twoje słowa… może by nareszcie i zrozumiał, co zrobił, bo jak nie, to wzorem dusz i widm przychodzących na święto „dziadów” cierpiał będzie kto wie, czy nie na równi z Tobą… i po kres istnienia duszy…któż to wie…

    • ~Stokrotka
      25 listopada 2017 o 05:12

      Bardzo Ci dziękuję.

  30. 26 listopada 2017 o 14:14

    Nawet ta odmienna psychika artystów, a nawet ich genialność nie zwalnia ich okazywaniu wyższych uczuć wobec bliźnich, szczególnie tych najbliższych. Ich często ideowa obojętność w tej sferze, to nic innego jak zwykła i prostacka podłość!
    buziulki

    • ~Stokrotka
      26 listopada 2017 o 14:37

      Dziękuję Ci Klaterku.
      :-)

  31. ~joanna
    26 listopada 2017 o 17:17

    Pięknie napisana tragiczna opowieść. Przytulam, bo nic więcej nie wydukam przez ściśnięte gardło.

    • Stokrotka
      26 listopada 2017 o 17:18

      Dziękuję Joasiu.

  32. 27 listopada 2017 o 23:02

    Znajomy dopiero w wieku ok. 60, już jako człowiek poważny i zamożny, postanowił odszukać ojca, który go w wieku kilku lat opuścił. Odnalazł w drugim końcu Polski, na początku było sztywno, później się zaprzyjaźnili. Ta panienka – maturzystka – zabrała się za to za wcześnie?

    • ~Stokrotka
      28 listopada 2017 o 05:01

      Bardzo możliwe.

  33. 28 listopada 2017 o 12:48

    No cóż, talent, bycie sławnym itd. nie oznacza automatycznie, że jest się porządnym człowiekiem.

    • ~Stokrotka
      28 listopada 2017 o 14:10

      Często jest na odwrót.

  34. 1 grudnia 2017 o 17:44

    Bardzo ładne opowiadanie, w sensie – bardzo ładnie napisane. I wzruszające. I przejmujące. Ciekawa jestem, czy znasz osobę o podobnym życiorysie, czy tak wszystko z głowy…

    • ~Stokrotka
      1 grudnia 2017 o 17:47

      Znam Iwono.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *