Brzoza

20170929_110720_resizedGdy ją sadziłam ze Starszym to był akurat w wieku Szczerbatego.

Pamiętam to doskonale.
Szliśmy ze stacji kolejowej drogą na skróty aby dotrzeć jak najszybciej i przed zmrokiem. To była druga połowa września. Dzień był słoneczny i ciepły ale już coraz krótszy. Każde z nas niosło w reklamówce  sadzonkę drzewa albo krzewu razem z bryłą korzeniową umieszczoną w plastikowej doniczce.
Starszy niósł malutką brzózkę. Jej pień był cieniutki jak palec. A część z liśćmi łaskotała go w szyję i twarz.
Gdy doszliśmy na działkę najpierw posadziliśmy tę brzózkę. Tuż za drewnianym domeczkiem, który był wtedy malutki, bo miał 14 metrów kwadratowych. Podlaliśmy ją porządnie. A potem przemówiłam do niej. A właściwie to prosiłam ją tylko aby rosła szybko i zdrowo.
Mijały lata. Brzózka rosła jak na drożdżach. I najpiękniejsza była wiosną, gdy wypuszczała piękne, zielone listki. A jesienią zrzucała listki na dach domeczku i na całą działkę.
Domeczek rozbudowaliśmy i wtedy brzózka bardzo „zbliżyła się” do niego. Kochaliśmy szum jej listków, jej urodę i jej wyniosłość. Chroniliśmy się w jej cieniu przed palącym słońcem. Zawsze gdy przyjeżdżałam na działkę mówiłam do niej: „Witaj piękna”. Gdy odjeżdżałam przytulałam głowę do jej pnia i obejmowałam ją mocno mówiąc: „Będzie dobrze, prawda”?
A potem nagle okazało się, że zrobiła się z niej brzoza. I że jest bardzo wysoka i gruba. I że jak jest burza to zaczynamy się bać, żeby piorun w nią nie uderzył. Bo gdyby uderzył w nią to tak jakby uderzył w domek. I w nas w tym domku.  Zaczęliśmy ją przycinać na wysokości i na szerokości.
Ale ona nic sobie z tego nie robiła tylko rosła jak szalona. Miała nawet swojego osobistego dzięcioła z czerwoną główką, który potrafił kilka godzin dziennie stukać w nią dziobem. I jemioła się do niej przyczepiła.
Zaczęła nam pękać podmurówka domeczku. I sąsiedzi zaczęli się skarżyć, że wychodzą im na trawę korzenie naszej brzozy . Jesienią sąsiadka nie nadążała z grabieniem liści brzozowych.
Aż ktoś nam powiedział, że jak brzoza się złamie na dach to zawali się nam domeczek.
W kwietniu tego roku męska część rodziny podjęła decyzję.
I jak parę dni potem szłam z Pytalskim na działkę to mi powiedział:
- Babciu, mnie też jest bardzo smutno. Bo Ty przecież razem z naszym tatą sadziłaś tę brzózkę. I ona była najpiękniejsza na całej działce.
———————————————————————–
Miała 25 lat.
Zostały nam zdjęcia najpiękniejszej brzozy na świecie. I to bardzo smutne, które zrobiłam parę dni temu.

  68 comments for “Brzoza

  1. ~A.
    6 października 2017 o 05:57

    Brzoza jako symbol przemijania…Ale pozostały wspomnienia, a one są niezniszczalne:))

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 07:25

      Jak to dobrze, że pięknych wspomnień nie można wyciąć…

  2. ~Ela
    6 października 2017 o 06:18

    Bardzo kochałaś to drzewo. Prawda?

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 07:24

      Prawda Elu…

  3. ~Quendzior
    6 października 2017 o 07:21

    Oj zdecydowanie jakoś smutniej bez brzózki teraz…

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 07:24

      Nie przypuszczałam że i Pytalski tak to przeżywa. Wiesz, że miał łzy w oczach jak ze mną o niej rozmawiał?

  4. 6 października 2017 o 07:24

    Ale zdajesz sobie sprawę, że w skali wieku drzewa, było to dziecko, jak pisze Peter Wohlleben? Mniej więcej dwunastoletnie. Mam świerka wyższego od stodoły, rośnie nieruszany i w obszernej niczym niezasłoniętej przestrzeni chyba już 20 lat, czyli „mentalnie” ma jakieś niespełna 6 ludzkich lat, dziecko jeszcze :-)

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 07:25

      Wiem… tym bardziej mi smutno i źle…

  5. 6 października 2017 o 08:28

    Może gdzieś w pobliżu znajdzie się jakaś sadzonka pochodząca z jej nasion. Wystarczy przesadzić ją z dala od domu i Wasza brzoza będzie znowu z Wami:)

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 08:29

      Ona pozostawiła na działce mnóstwo swoich malusieńkich dzieci…
      Tak że nie jest całkiem źle…

  6. 6 października 2017 o 08:33

    Stokrotko nie napiszę, co naprawdę pomyślałam……….
    Nie chciałam tak myśleć, ale tak od razu zaczęły mi te myśli po głowie latać, już ich prawie nie ma. ;) . Może one głupie, sama n ie wiem? i dlatego „boję” się ująć je w litery. :) .

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 08:35

      Smutno mi Tereso…

  7. 6 października 2017 o 08:34

    Rozumiem Twój smutek.
    Upodobałam sobie 10 lat temu, gdy wprowadzaliśmy się do naszego domu, aby tuż przy tarasie rosły brzoza i wierzba. I tak jest. Brzózka szczepiona na pniu, prezent od bratostwa, osiąga teraz do 4 m wysokości. Jest piękna, daje się formować nożycami, wyżej nie chcemy jej puścić.. A wierzba, wprawdzie mandżurska, ale też piękna, poszła już wysoko, około 8 m. Wiosną ją przytniemy, dla bezpieczeństwa., bo to wdzięczne drzewo i rośnie jak szalone.
    Serdeczności ślę, Jagódko :)

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 08:36

      Dobrze, że mnie rozumiesz Anusiu…

  8. ~Marek
    6 października 2017 o 08:34

    To może na pocieszenie powiem Ci, że to co po niej pozostało też jest piękne.
    Chociaż smutne.
    Przytulamy we trójkę.

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 08:40

      A ja będę się dziś do Pytalskiego przytulać bo będzie u nas nocował.

  9. ~anabell
    6 października 2017 o 09:14

    No cóż- takie życie, gdy się na małą działkę wybierze nieodpowiednie drzewo, bo się człowiek na tym nie zna.
    Jest kilka odmian brzóz i jest nawet taka, która jest szczepiona na pniu innego drzewa i wtedy nie wyrasta niczym wieżowiec i tym samym nie rozrastają się nadmiernie korzenie i nie zabiera innym działkowym roślinkom wody i różnych składników odżywczych.
    Brzoza, którą mam przed oknami ma już ponad 40 lat i jest piękna, ale bardzo samolubna jednocześnie- posadzony tuż obok żywopłot już nie istnieje (dzika róża) bo brzoza pozbawia swoje najbliższe otoczenie wody i potrzebnych składników mineralnych.
    Teraz z pozostałości możesz zrobić stoliczek podręczny lub ustawić na nim jakąś rzezbę.
    Wiem, że Ci smutno i wcale się nie dziwię.
    Tak przy okazji możesz dać „szczerbatopytalskim” lekcję, by zawsze nim coś zrobią dobrze się nad tym zastanowili i sprawdzili, czy to co chcą zrobić nie wyjdzie im potem bokiem.
    Przytulam;)

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 09:23

      Część z tej brzozy mam w loggi i wykorzystuję sobie w rózny sposób. Tak samo na działce zrobiłam z pni takie siedziska.
      Tak czy inaczej – żal…

      • ~anabell
        6 października 2017 o 13:46

        A na pniaczku koniecznie ustaw „coś”, najlepiej na wiosnę jakiś pojemnik z kwitnącymi
        aksamitkami, nie będzie Cię smucić widok smętnego pniaczka. Aksamitki są piekielnie odporne, zniosły nawet moją hodowlę, czyli albo za sucho albo za mokro.;)
        Mam nadzieję, że te korzenie nie doszły na parcelę naszego znajomego emeryta;)))))

        • Stokrotka
          6 października 2017 o 13:52

          Nie doszły!!!bo chyba by mnie zastrzelił!!!
          Mam dużo aksamitek i rożnych żółtych kwiatów.
          Zajrzyj na pocztę.
          :-)

  10. 6 października 2017 o 10:50

    Smutno. Ale takie jest życie. Piękne jest jednak to, że Brzoza służy Ci dalej, tylko w innej, urzytecznej formie. Ona jest z Tobą dalej.
    Przytulam serdecznie

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 11:00

      Dziękuję za pocieszenie Dagmaro…

  11. maskakropka2
    6 października 2017 o 11:33

    Rozumiem Twój smutek. Też miałam takie jedno drzewo w życiu.
    Uściski:)))

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 11:40

      „I przecież mi żal…”

  12. ~Jantoni
    6 października 2017 o 11:52

    Zdjęcia pozostaną.

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 11:59

      Tylko szumu listków brak…

  13. 6 października 2017 o 12:03

    Brzozy żal, ale wspomnienia z 25 lat, przez które dostarczała Ci cudownych przeżyć, pozostaną na zawsze :)

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 12:09

      To prawda.
      :-)

  14. ~Stan
    6 października 2017 o 13:46

    Dotknęłaś mojej czułej struny. Właśnie niedawno przeżywaliśmy to samo. Tuż pod oknami naszego domku jednorodzinnego strzeliły w niebo dwa iglaki. To były piękne drzewka, rzadkie odmiany świerków. Zakochałem się w nich, chociaż zasłoniły mi okna pokoju na drugim piętrze. Niestety, powtarzające się wichury spowodowały zagrożenie dla domu i niebezpieczeństwo drogowe. Trzeba więc było się z nimi pożegnać. Dodam, że uzyskałem zezwolenie w gminie, wtedy nie było jeszcze pogromcy korników w Puszczy Białowieskiej, znanego dziś ministra, który uznał, że to co rośnie na działce przydomowej można wycinać w pień. Wciąż jeszcze czuję żal i jest mi smutno na samo wspomnienie. To dobrze, że jest nas więcej, takich ludzi, dla których każde istnienie w przyrodzie, czy to będzie fauna, czy flora, stanowi wartość, która powinno się chronić wszelkimi sposobami. Dziękuję za ten wzruszający post.

    • Stokrotka
      6 października 2017 o 13:54

      Też się cieszę, że jest nas więcej.
      I moje Szczerbate tez do tej grupy ludzi należą.
      Dziękuję Ci za wizytę i osobisty komentarz.

  15. 6 października 2017 o 15:53

    Też miałam koło domu drzewo, które sadził jeszcze mój śp. dziadzio. Niestety jakiś czas temu trzeba je było ściąć zagrzało domowi, choć budziło wielki sentyment. To niestety gdy przychodził większy wiatr, to po prostu się wyginało. Mogło w każdej chwili zwalić się na dom i na nas w środku. Czasami jednak dla bezpieczeństwa trzeba takie drzewo usunąć, choć robi się go żal.
    Pozdrawiam:)*

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 15:57

      A więc rozumiesz Moniko…
      :-)

  16. 6 października 2017 o 18:15

    No tak, wspomnienia, bezpieczeństwo, ale jednak żal, drzew zawsze żal, tak jak ludzi…

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 18:46

      Żal i smutno Asiu…

  17. ~Colombo
    6 października 2017 o 18:28

    Jak to dobrze i niedobrze być wrażliwym. Teraz na pniaczku można przycupnąć, kiedyś wykarczować. Pora, by z którymś z wnuków zasadzić nową, tak dla zasady. Brzoza jest pięknym drzewem, energetycznie nie za bogata, ale taka czysta, szlachetna. Kozaki je lubią. Mnie kojarzy się z pododdziałem ułanów, na popasie w lasku brzozowym, ot tak zapamiętałem jakiś film z dzieciństwa. Nie znam się na pisaniu, ale ten tekst bardzo mi się podoba. Dziękuję i pozdrawiam. Pan Pytalski to też „wrażliwiec”. :)

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 18:45

      To jest bardzo dobra myśl, żeby teraz np. ze Szczerbatym posadzić nową brzózkę…
      Dziękuję za miłe słowa.
      :-)

  18. ~L.B.
    6 października 2017 o 18:47

    Wielka szkoda. Miałam przed domem wielki jesion. Lubiłam go, ale też stwarzał zagrożenie. Już ładnych parę lat go ścięto, mam kawałek drewna z tego jesionu na pamiątkę. Cóż, pozostaną wspomnienia.

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 18:48

      Widzę, że też mnie rozumiesz.
      Dziękuję.

  19. ~Malgorzata
    6 października 2017 o 18:57

    Samo zycie, ale pozostaly wspomnieia, zdjęcia …..i sadzonki. Tak jak u nas – pozostaną wnuki, gdy nas nie będzie.Wszystkie propozycje pogodzenia się ze wspomnieniem drzewka sa sensowne – najładniej będą wygladaly kwiatki.A chlopcow ucałuj ode mnie, sa wspaniali.

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 18:59

      Ucałuję Małgosiu!
      Może nie są wspaniali, bo mają wady, ale są myślący…
      Serdeczności :-)

  20. 6 października 2017 o 19:33

    Szkoda każdego drzewa, zwłaszcza smutno być musi, gdy się jego historia zazębia z naszą. Ale czasem trzeba :(
    A u nas przeszedł w nocy orkan Ksawery, powyrywał kilka drzew z korzeniami, inne połamał. Obraz zniszczenia i przed blokiem i w pobliskim parku. I też żal :(

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 19:35

      Wszystkie wycięte i zwalone drzewa to smutny widok.

  21. 6 października 2017 o 21:27

    Drzewo sadzić, to duża odpowiedzialność. Trzeba dobrze przemyśleć lokalizację, bo później trzeba ciąć, kiedy zacznie przeszkadzać, a ono tylko rosnąć chce zgodnie z wolą sadzącego. nic więcej i nic mniej.

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 06:03

      Masz rację – sadzenie drzewa to poważna sprawa.
      A jego wycinanie to rzecz niesłychanie smutna.

  22. 6 października 2017 o 21:42

    Bardzo lubię brzozy… W dzieciństwie na koloniach śpiewaliśmy piosenkę o brzozie, która wśród sosen wygląda jak panna w koronkach. Myślę, że wiem, co czujesz Stokrotko. Zamknął się kolejny etap…

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 06:04

      Tylko ten pień zwalony pozostał…

  23. 6 października 2017 o 22:56

    To smutne kiedy trzeba wyciąć drzewo. Przeżywałam wielki smutek kiedy musieliśmy z podobnych powodów wyciąć modrzew. Jesienią był bardzo dokuczliwy, bo spadające igły zaśmiecały spory teren. Te igły musieliśmy zamiatać sprzed trzech sąsiadujących domków – wiadomo sąsiedzi się denerwowali. Ojciec postarał się o stosowne pozwolenia i modrzew został ścięty, ale ja go pamiętam do dzisiaj.
    Kocham nad wszystko drzewa, są wspaniałe :)

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 06:05

      Modrzew też musieliśmy kiedyś wyciąć, ale nie byłam z nim tak emocjonalnie związana jak brzozą.

  24. ~Lena Sadowska
    7 października 2017 o 03:32

    Witaj, Stokrotko.

    Bardzo mi przykro, że musieliście podjąć taką decyzję.
    My mamy podobny kłopot z jesionem. Kiedy się pojawił, był cieniutki i nikomu nie przeszkadzał, więc dziadek go nie ruszał. Mój tata – też nie. A teraz jest potężny. Musimy podcinać schody, przy których rośnie. Wiemy też, że jego korzenie niszczą fundament, ale jakoś nie mamy serca go ściąć. Jesiony rosną wolniej niż brzozy, ale – rosną przecież. Myślę, że decyzja spadnie na Młodego…

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 06:06

      To Młodemu będzie kiedyś smutno…

  25. ~alik
    7 października 2017 o 08:05

    - kiedyś postanowiłam policzyć brzozy, które rosną koło domu w którym mieszkam, wyszło tego ponad trzydzieści… wielkie, masz rację, cudnie wygląda soczysta zieleń wiosną i różne odcienie żółci,jesienią… kocham to miejsce…. a wiesz, że pod brzozami, to u mnie i prawdziwka znaleźć można…. pozdrawiam jesiennie… :)

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 08:07

      U mnie niestety tylko muchomory były zawsze.
      Też pięknie było…
      :-)

      • ~alik
        7 października 2017 o 08:15

        – muchomorki też mam…. i w tym roku duuuużo olszówek ….

        • ~Stokrotka
          7 października 2017 o 08:16

          A ja niestety same trujące. Ale za to śliczne:-)

  26. 7 października 2017 o 08:50

    Mój komentarz nie będzie po Twojej myśli. Brzoza to jest chwast drzewny, rozprzestrzeniający się błyskawicznie, zabijający inne gatunki w swojej obecności. Widziałaś inne drzewa w brzezinie?
    A co do wycięcia? Każdego, kto ma ogród, to spotka. Ja swojego dębu nie zasadziłem, sam wyrósł, ale od momentu, gdy miał 10 cm wysokości, dbałem o niego, miał palisadę ze szczapek, był podlewany w czasie suszy. Miałem go prawie 30 lat, wyrosło piękne, duże drzewo, i pewnego razu syn przyszedł i ze smutkiem się spytał, czy może wyciąć to drzewo, bo nie mieści się nowa brama wjazdowa. Wiesz, co zrobiłem? Zaopiekowałem się nowym dębem. Już ma metr wysokości.

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 08:53

      I tak Cię lubię Torlinie.
      A brzoza to jest najpiękniejszy chwast drzewny.

  27. ~Iwona Zmyslona
    7 października 2017 o 09:00

    Nie mam działki ani ulubionego drzewa. Rozumiem jednak przeżywany smutek, gdyż jest tak zawsze przy rozstaniu z kimś(czymś), kto był nam bliski przez lata. Pozdrawiam.

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 09:01

      Dziękuję za zrozumienie.
      Pozdrawiam.

  28. ~BBM
    7 października 2017 o 11:34

    Czasem po prostu taka jest konieczność. :(

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 11:35

      Niestety, nie było innego wyjścia.

  29. 7 października 2017 o 12:51

    Smutno bez brzozy, ale przy domu rzeczywiście niebezpiecznie z drzewami. Pozdrawiam

  30. ~Stokrotka
    7 października 2017 o 12:57

    Wycięta została w kwietniu a mnie jej coraz bardziej brak.
    Dziękuję.

  31. 7 października 2017 o 15:47

    Niestety drzewa umierają nie tylko stojąc.

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 16:00

      Niestety Paczuszko.

  32. 7 października 2017 o 18:05

    Posadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić syna. Chyba coś z tym domem nie poszło jeszcze jak należy. A czas ucieka.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 18:10

      Już nie zdążę wybudować domu.I nie zamierzam.
      Chyba że miałeś na myśli Starszego. Ale on też mieszka w bloku.
      Pozdrawiam.

  33. 8 października 2017 o 17:23

    Opodal okien mojego mieszkanka na parterze rośnie dwudziestoletnia brzoza, wprawdzie nie moją ręką sadzona, lecz tak jakoś się składa, że pojawiła się jako malutka sadzonka akurat w czasie, gdyśmy się wprowadzali. Wprawdzie nie lubię miejsca w jakim żyję, to drzewko to, przewyższające już dach dwupiętrowego bloku, stanowi ozdobę małego osiedla, na jakim mieszkam… a kora brzozy ma podobno właściwości uspokajające sterana duszę, zaś jej sok gasi pragnienie… no cóż, nie przewidziałaś, że młoda sadzonka stanie się kiedyś dojrzałym drzewem potrzebującym przestrzeni życiowej…. pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      8 października 2017 o 17:38

      Nie bez powodu się do niej przytulałam.
      A teraz jeszcze schylam się do tego pnia leżącego i dotykam do niego czołem…
      Taka wariatka ze mnie.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *