Złóbcoki, dudy, mazanki i burczybasy

Tekst ten, który w zamierzchłych czasach umieściłam na pierwszym blogu – „odkopałam” i dedykuję Stanowi, który prowadzi blog 
https://tujestmojdom.blogspot.com/.

Jest to blog  na najwyższym poziomie. W jednym z ostatnich tekstów autor pisał o ginącej sztuce ludowej i wymarłych zawodach. Jest to tekst z 27 września pt: „Kto z nas smakował szczodraki. ”

Autor tego bloga jest pisarzem.

————————————————————————————————————-

skanowanie0007

Złóbcoki to są 3 albo 4 strunowe gęśle charakterystyczne dla Podhala. Jest to instrument smyczkowy. Na takich gęślach grał słynny góral Jan Sabała. Ze swoimi złóbcokami został uwieczniony na fotografii i na pomniku w Zakopanem. Z tego pomnika na którym Sabała siedzi u stóp Tytusa Chałubińskiego i trzyma złóbcoki w rękach – kilka już razy nie wiadomo dlaczego kradziono smyczek. A melodie Sabały zwane Sabałowymi nutami są do dzisiaj wykonywane przez kapele góralskie. Bajał i grał te swoje smętne nuty przede wszystkim królowi Tatr, czyli Chałubińskiemu a także Stanisławowi Witkiewiczowi. I dlatego Witkiewicz nazwał go „Homerem Tatr” i poprosił na ojca chrzestnego dla swojego syna Stanisława, zwanego Witkacym./matką chrzestną została Helena Modrzejewska/

Dudy zwane są także kozłem, gajdami lub kozą. Jest to drewniany instrument dęty. Występują na Podhalu i na północ od niego, a przede wszystkim w Wielkopolsce. Dudy były zawsze instrumentem powszechnie używanym. Grała na nich głównie szlachta, ale też chłopi.

Dudy to także kobza, ale ta nazwa kojarzy się głównie z grającymi na niej Szkotami. Bo też najlepsi kobziarze to Szkoci. W lutym 2011 r. miałam szczęście słuchać prawdziwych szkockich kobziarzy na zamku w Edynburgu. Byli oczywiście w swoich klanowych kiltach. Była wśród nich jedna młoda Szkotka, właściwie jeszcze dziewczynka. I ona zdobyła największe uznanie.

Mazanki to rodzaj małych skrzypiec. To 3-strunowy instrument smyczkowy. Charakteryzują się bardzo piskliwym, wysokim brzmieniem. Na takich małych skrzypeczkach grano często do tańca na salonach.

Burczybas to kaszubski instrument ludowy. Jest zbudowany z beczki bez dna, a na jego otwór nałożona jest skóra zwierzęcia. Istnieje burczybas włosowy i łańcuchowy.

Skrzypce diabelskie mają kształt kija z osadzoną na nim głową jakiegoś potwora lub chochoła w kapeluszu. Spod kapelusza wystaje słoma, a na nim przymocowane są różnego rodzaju blaszki. Skrzypce takie to właściwie cała orkiestra, bo brzęczą, piszczą, dzwonią, grzechoczą….

Są jeszcze trąby pasterskie na Mazowszu zwane ligawkami a na Kaszubach bazunami.

I wiele innych – np. przypominająca skrzypce suka biłgorajska.

Na zamku w Szydłowcu znajduje się Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych. Jest to jedyne tego rodzaju muzeum w Europie.

Stała ekspozycja podzielona jest na dwie części. Pierwsza – to podstawowe typy kapel, najbardziej charakterystyczne dla polskiej muzyki ludowej. Są one wystawione w gablotach. A więc jest kapela szamotulska, koźlarska z pogranicza Ziemi Zbąszyńskiej i Lubuskiej, kapela rzeszowska, „muzyka” góralska z Podhala i kapela łowicka. Każdej kapeli towarzyszy nagranie dźwiękowe najbardziej dla niej charakterystycznych utworów.

Wrażenie jest niesamowite…. Bo gdy podchodzi się do kolejnej gabloty… zaczyna grać następna kapela. Mnie oczywiście już od lat oczarowuje: „Muzyka, muzyka, góralsko muzyka całych świat obesedł, ni mo takoj nika….” czyli kapela góralska…

Druga część ekspozycji – to przegląd przez poszczególne rodzaje instrumentów funkcjonujących w polskiej muzyce ludowej, usystematyzowany według sposobu wytwarzania dźwięku. A tych instrumentów jest w muzeum ponad 2 tysiące.

skanowanie0009

skanowanie0008

Sam zamek jest pięknie położony na sztucznie usypanej i otoczonej fosą wyspie. Został zbudowany przez rodzinę Szydłowieckich w latach 1470-1530. Dorównywał wtedy wspaniałością architektury najokazalszym renesansowym rezydencjom. Wnętrza wyposażone były w bogate portale z miejscowego kamienia, polichromowane stropy kasetonowe, malowane fryzy, piece z wielobarwnych kafli i ozdobne posadzki. Była to wczesnorenesansowa rezydencja magnacka.

skanowanie0006

Poprzez małżeństwo córki Krzysztofa Szydłowieckiego z Mikołajem Radziwiłłem Czarnym w 1548 r. zamek przeszedł na własność litewskiego rodu Radziwiłłów i pozostawał w jego posiadaniu do 1802 roku. Zarówno za czasów Radziwiłłów, jak i ostatniej właścicielki Szydłowca – Anny Sapieżyny z Zamojskich – zamek był cały czas rozbudowywany i upiększany.

Poza Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych mieści się w nim Szydłowiecki Ośrodek Kultury wraz z bogatą w zbiory biblioteką miejską.

Szydłowiec położony jest między Radomiem a Skarżyskiem-Kamienną.

W mieście tym znajduje się przepiękny, późnorenesansowy ratusz, a także gotycki kościół farny.

Ale nie będę Wam opisywać urody tego miasta i jego zabytków. Może kiedyś przekonacie się sami.

————————————————————————————————–

Kiedyś nie było radia, telewizji, płyt, dysków, komputerów, telefonów komórkowych. Muzykę można było słuchać tylko na żywo…..

Więc jeśli będziecie w Szydłowcu, to koniecznie posłuchajcie polskich kapel ludowych w muzeum na zamku!!! Naprawdę warto.

  58 comments for “Złóbcoki, dudy, mazanki i burczybasy

  1. 4 października 2017 o 07:25

    Figurę Sabały pamiętam, nieraz koło niej przechodziliśmy. Z tych wszystkich instrumentów kojarzę jedynie burczybas, kobzę i skrzypce diabelskie. W Szydłowcu jeszcze nie byłam, ale czuję sie zmotywowana.Na polecony blog zajrzę :-)

    • Stokrotka
      4 października 2017 o 11:56

      Koniecznie jedź do Szydłowca. Będziesz tam mogła na rynku męża do pręgierza przykuć…
      :-)

      • 4 października 2017 o 13:55

        W Poznaniu i na Chojniku też można :-)

        • ~Stokrotka
          4 października 2017 o 14:00

          A w dyby to można zakuć np. na Zamku w Sandomierzu.
          :-)

  2. 4 października 2017 o 07:50

    Jak już w zwyczaju, poranna wędrówka po ciekawych miejscach i opowieści o ciekawych instrumentach. Nie ma to jak rzewna, góralska muzyczka i śpiew, co po halach niesie.
    Kobza kojarzy mi się niestety fatalnie. Kiedyś byłam na wczasach w Bułgarii, Rezydent zrobił nam folkowy wieczór, w tym też uczestniczył grajek na kobzie. Grał fatalnie, bo był pijany. Najgorsze, że potem uczepił się mnie, przyjeżdżał do Obzora i wyczekiwał pod moim domem, albo szukał na plaży. Tak było przez 4 nerwowe dni, zgłosiłam sprawę rezydentowi i w końcu adorator uspokoił się. Kobzy nie znoszę, zrozumiałe.

    • Stokrotka
      4 października 2017 o 11:55

      Ale burczybasy to mogą być – prawda???
      :-)

  3. ~Marek
    4 października 2017 o 08:43

    Ja tam byłem z wycieczką szkolną w liceum.
    Ale wtedy ten zamek był taki zaniedbany jakiś. I chyba nie było wtedy tych gablot w kapelami.
    Dobrze, że piszesz o takich muzeach.
    :-) :-) :-)

    • Stokrotka
      4 października 2017 o 11:54

      Teraz jest śliczny i odnowiony.
      I pełen muzyki ludowej.
      :-) :-) :-)

  4. 4 października 2017 o 09:43

    Fanem takich instrumentów jest mój mąż… ja to słaba niestety jestem muzycznie :(

    • Stokrotka
      4 października 2017 o 11:53

      Ale lubisz słuchać?

  5. ~Jantoni
    4 października 2017 o 11:47

    Dziękuje za tyle treści!

    • Stokrotka
      4 października 2017 o 11:53

      Szkoda, że muzyki nie było słychać :-)

  6. ~Ela
    4 października 2017 o 12:03

    Stokrotko – znalazłam największe diabelskie skrzypce!!!
    https://www.youtube.com/watch?v=5MGWMT5FlSQ

    • Stokrotka
      4 października 2017 o 12:06

      Rzeczywiście wielkie – dzięki serdeczne.
      :-)

  7. 4 października 2017 o 14:21

    Te wszystkie skrzypki i inne muzyczne „przeszkadzajki” brzmią uroczo, bo pewnie się domyślasz, że i muzykę ludową uwielbiam (dzisiaj, za programem II PR bardzo ładnie mówi się o tym graniu jako o „muzyce świata”, a i ciekawe jest również to, że w słuchanych przeze mnie zagranicznych rozgłośniach oferujących muzykę klasyczną, jest miejsce na tę „muzykę świata”; słuchałem również polskiej)
    Chętnie bym zwiedził szydłowieckie muzeum. Parę razy przez Szydłowiec przejeżdżałem i raz nawet udało mi się zobaczyć stylizowaną ceremonię zaślubin z okazji jakiegoś tam święta… ale odbyła się ona, o ile sobie dobrze przypominam, wedle wejścia do kościoła farny… pozdrawiam serdecznie

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 14:24

      Przy odległościach jakie przemierzasz to ten Szydłowiec jest o rzut beretem od Ciebie.
      :-)

  8. ~Stan
    4 października 2017 o 14:29

    Czytam o tym i czuję się jak na koncercie w tym majestatycznym szydłowieckim zamku, kapela gra, a przed oczyma przesuwają się obrazki zabytkowych cudów. Piszesz, ze instrumentów jest ponad 2 tysiące. To się wierzyć nie chce. Olbrzymi trud zbieraczy.
    Piszesz też pięknie o urodzie staropolskiego miasta i zachęcasz do jego bliższego poznania.
    Żal, ze to już odeszło w siną dal, a my się musimy poddać nowoczesności. Niestety, takie są koleje losów.
    Dziękuję bardzo za zaproszenie mnie do Twojego blogu i za dedykację tego tekstu pod moim adresem. Zrobiło mi się miękko na sercu. Pozdrawiam !

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 14:32

      Jak to się mówi?
      Cała przyjemność po mojej stronie!
      :-) :-)

  9. ~maradag
    4 października 2017 o 14:55

    I znowu piękna i „grająca” wycieczka :-)
    Dziękuję!

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 14:57

      Staram się nie zanudzać swoich blogowych przyjaciół Dagmaro.
      :-)

  10. ~Lena Sadowska
    4 października 2017 o 16:06

    Witaj, Stokrotko.

    Byłam kiedyś na weselu, na którym państwu młodym przygrywała kapela uzbrojona w niektóre z wymienionych przez Ciebie instrumentów:)
    To było niezapomniane wrażenie. Nie tylko z powodu muzyki:)

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 16:10

      Wyobrażam sobie tańce do tej muzyki…
      :-)

  11. 4 października 2017 o 16:43

    Nie dane mi było trafić do Szydłowca :(
    Kto by pomyślał, że tyle jest ciekawych instrumentów.
    A propos suki bułgorajskiej. Gra na niej i zajmowała się jej rekonstrukcją pani Maria Pomianowska. Kiedy poprzednio mieszkałam w Japonii, to jej mąż był ambasadorem i teraz zawsze suka biłgorajska kojarzy mi się z panią Pomianowską :).

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 21:29

      Dziękuję za komentarz.
      :-)

  12. ~Colombo
    4 października 2017 o 16:49

    ~Stokroteczka ku moim stronom zmierza, może i do nas kiedyś zawita? W tamtych stronach bywałem wiele razy na festiwalu im.Józefa Myszki w Iłży. Lubię folklor, do niedawna jeszcze czynnie uczestniczyłem. Z dzieciństwa pamiętam granie po wsiach na skrzypeczkach i bębenku. Ale wywijali ! To znaczy, ci tańczący. Dobrze, że są muzea, festiwale. „Nigdy nie zaginie ta nasa muzyka, i to nase granie, nigdy nie zaginie, to wsiowe śpiwanie”. W podzięce „podrzucę” coś z Twych stron rodzinnych, z Leżajska, stad już blisko do Rzeszowa: https://youtu.be/SIkX42L5L88
    … czy to nie jest piękne? Dziękuję i serdecznie pozdrawiam. :)

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 21:31

      Pewnie że piękne…
      :-)

  13. 4 października 2017 o 17:38

    Przykro mi to pisać, ale polska muzyka ludowa jest dla mnie nie do zniesienia. Być może wynika to z faktu, że zbyt dużo takich zespołów, to pełni chęci, ale całkowicie pozbawieni słuchu i głosu amatorzy. Oczywiście w pełni doceniam ich pasję, podziwiam zapał, ale jednocześnie staram się omijać ich szerokim łukiem:)

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 21:26

      Nawet najmniejszy burczybasik nie interesuje Cię…???
      :-)

      • 6 października 2017 o 08:23

        Nawet ćwierć najmniejszego z najmniejszych burczybasików!

        • Stokrotka
          6 października 2017 o 08:24

          Straszne!!!
          :-)

  14. 4 października 2017 o 21:14

    Bardzo cenne informacje dla rożnego rodzaju pasjonatów, którzy chcą być jak pan Oskar Kolberg, z nastawieniem na muzykę zwłaszcza.

    Kiedyś jak w Ustce byłem to przyjechała kapela kaszubska, mieli część z tych instrumentów jakie opisujesz. Na pewno otoczenie nie było idealne, bo to w hotelowej restauracji grali, jednak dla kogoś, kto lubi takie klimaty było to jak zaproszenie do odkrywania czegoś więcej. :)

    Po prostu takie refleksje mnie naszły przy poprzedniej notce, ot co. :)

    Pozdrawiam!

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 21:27

      Jak te kapele grały w tym muzeum to bardzo fajnie było!!!
      :-)

  15. ~roksanna
    4 października 2017 o 21:17

    Mnie najbliższy sercu instrument ludowy to…bandura ;)

    Serdeczności :)

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 21:25

      Tyz piknie…
      :-)

  16. ~anabell
    4 października 2017 o 21:41

    Raz byłam na góralskim weselu i chyba to było za wiele jak dla mnie.Oni wszyscy już chyba od rana tankowali, więc niezle naprani już byli, gdy się wesele zaczęło.
    A było to w Szczyrku, czyli w Beskidzie Śląskim. Byłam przerażona i ogłuszona kompletnie tymi śpiewkami i rzępoleniem, rechotem niczym porykiwanie stada osłów, przenikliwym
    pikiem dziewczyn.
    W końcu stamtąd wyszłam i najlepsze mnie ominęło, bo to super wesele było, z krótką przerwą na zaciukanie jednego gościa.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      4 października 2017 o 21:43

      No przecież na porządnym weselu góralskim muszą się ciupagami pobić… i przy okazji kogoś zaciukać!!!
      :-) :-)

  17. 4 października 2017 o 23:51

    W Szydłowcu nie byłam. Ale w naszym poznańskim Muzeum Instrumentów Muzycznych, jednym z największych w Europie, jest spory dział instrumentów ludowych, polskich i z innych stron świata. Niestety, właśnie brakuje mi dźwięków, choćby nagranych, byłabym ciekawa, jak brzmią niektóre z owych instrumentów. A kozioł tym różni się od dud, że jest ze skóry pokrytej sierścią, kozim futrem właśnie. Ale to tylko efekt wizualny ;) Lubię muzykę ludową :)
    P.s Wyjeżdżam na 2 tygodnie, odezwę się po powrocie (bo nie wiem, czy będę mieć dostęp do netu). Ściskam .

    • ~Stokrotka
      5 października 2017 o 06:17

      Dziękuję Haniu serdecznie.
      I szerokiej drogi.
      I wspaniałych wrażeń.
      :-)

  18. 5 października 2017 o 07:05

    No i znów poszerzyłem swoją wiedzę. O burczybasach i diabelskich skrzypcach tylko słyszałem. A diabelskie skrzypce do tej pory kojarzyły mi się z grą „skrzypka na dachu” … ;)

  19. Stokrotka
    5 października 2017 o 07:10

    „Ten na dachu” to z pewnością nie na diabelskich skrzypcach grał:
    https://www.youtube.com/watch?v=5MGWMT5FlSQ
    :-)

  20. ~Bronek
    5 października 2017 o 09:44

    Nigdy nie byłem w Szydłowcu pomimo,że mieszka tam mój kolega z czasów studiów,ale Pani dzisiejszy post zachęcił mnie do odwiedzenia tego miejsca a ponadto odświeżenia znajomości.Na blogu Staszka napisałem o Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu,które kilkanaście razy zwiedzałem.To najpiękniejsza ekspozycja instrumentów:lutniczych,klawiszowych.drewnianych i blaszanych nie tylko z Polski ale również z różnych krajów świata.Niestety do 31 pażdziernika br Muzeum jest zamknięte.

  21. ~Bronek
    5 października 2017 o 09:46

    Dobra zachęta do wyjazdu do Szydłowca i zwiedzenia Muzeum Instrumentów Ludowych.

  22. ~Stokrotka
    5 października 2017 o 09:51

    Przede wszystkim witam Cię serdecznie na moim blogu. I zachęcam do pozostania na dłużej.
    Jeśli chodzi o Muzeum w Poznaniu to już słyszałam że jest bardzo ciekawe. Ale tam nie można posłuchać grających kapel, a w Szydłowcu można…
    Pozdrawiam serdecznie.

  23. ~Michał
    5 października 2017 o 09:55

    Witaj Stokrotko.
    Gdy odbierałem nagrody literacje, to mi na dudach – kozłach grali. Na tych weselnych oczywiście. Bo to było w Kargowej, w Regionie Kozła….
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    • 5 października 2017 o 10:01

      No to miałeś przeżycia Michale.
      Pozdrawiam serdecznie

  24. ~maskakropka2
    5 października 2017 o 12:16

    Lubię ludową muzykę. Mam to chyba po babci, która na każdą okazję miała jakąś przyśpiewkę czy piosenkę. Kiedy pierwszy raz byłam na koncercie Mazowsza, to czułam się jak w naszej kuchni w sobotni wieczór, kiedy babcia np. prasując, śpiewała.

    Kilka, a może już kilkanaście lat temu moim uczniem był chłopiec o nazwisku Chałubiński – potomek TEGO Chałubińskiego. Z gór przywędrowali na Pomorze.

    Serdeczności:))

    • ~Stokrotka
      5 października 2017 o 15:22

      No proszę jaki ten świat jest mały.
      Dziękuję Halinko.
      :-)

  25. 5 października 2017 o 14:34

    Bardzo poszerzyłam swoja wiedzę, bo kojarzyłam tylko dudy.

    • ~Stokrotka
      5 października 2017 o 15:23

      A tych instrumentów ludowych jest znacznie więcej.
      :-)

  26. 5 października 2017 o 15:39

    No to chyba niemożliwe, żebym Ci jeszcze nie pisał o mojej fascynacji tym utworem muzycznym.
    Pozdrawiam

  27. ~Stokrotka
    5 października 2017 o 15:44

    Pisałeś.
    I już się raz zachwycałam.

  28. ~cz
    5 października 2017 o 18:05

    Znałam niegdyś osobiście artystę, który potrafił grać na wszystkim, nawet na liściu. Robił te instrumenty sam: ptaszki, gwizdki, fujarki. Na studenckich rajdach starałam się być blisko niego, był niesamowity.O Jego synu śpiewała Anna Jopek:))
    Wielki szacunek dla ludzi, którzy nie dla kasy, nie dla sławy, ale z potrzeby serca graja i śpiewają, żeby wszystkim było weselej.

    • ~Stokrotka
      5 października 2017 o 18:10

      Jestem tego samego zdania Czesiu.
      Dziękuję Ci serdecznie.
      :-)

  29. 5 października 2017 o 23:51

    To chyba nie zostaje nic innego jak kiedyś odwiedzić to muzeum.

    Pozdrawiam!

    • ~Stokrotka
      6 października 2017 o 01:15

      Pewnie że tsk.

  30. 6 października 2017 o 21:55

    Zawstydziłaś mnie Stokrotko – Szydłowiec mam na trasie do mamy i do teściowej. I nigdy nie wjechałam do miasta. Spróbuję to zmienić.

    • ~Stokrotka
      7 października 2017 o 06:01

      Nie będziesz żałować Iwono.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *