Rusinka

-To jak byłaś na Małej Łące – stwierdził Starszy – to jutro idziesz z nami na Rusinową.

I poszliśmy tam wszyscy – Siedmioro Wspaniałych.

Ale nie napiszę już niczego nowego tylko zaproszę Was znowu do przeczytania mojego starego tekstu pod nazwą:

RUSINKA

„Wojtek zapytał: „Dziewczyny, chcecie iść na rykowisko?” Była druga połowa września roku… bardzo dawnego. Znajomy leśnik „spod samiuśkich Tater” i z rodu słynnych Gąsieniców zabrał nas na rykowisko na Rusinkę.

Dojechaliśmy autobusem do Zazadni, a potem niebieskim szlakiem doszliśmy do Rusinki.

Rusinka to inaczej Polana Rusinowa. Nazwa polany wywodzi się od nazwiska Rusinów, sołtysów z pobliskiego Gronia. Im to w 1628 r. nadał na własność tę polanę król Zygmunt III Waza.

Na Rusince było cicho i pusto. Tylko z szałasu wyszła stara góralka, przysłoniła oczy ręką i zapytała kto idzie.” To jo, Babko” – odpowiedział nasz leśnik. Była to Aniela Kobylarczykowa, zwana Babką. Po śmierci męża sama gospodarzyła w szałasie na Rusince.

„ Pan Bog s Wami i Duk Swaty – pedzioł jo, zakiel przekroczyć mi sie dało próg sałasa Babki Kobylarczyk.

Ou na wieki na wieki. Jo cie chlopce skondsi mom znoć, ino nie bocem cyjeś.

Babciu, dyć jo Wojtek, wiecie tyn leśny przybacujem.

Leśny, leśny? Ja was sytkik dobrze znom, Ehe, chlopce, … zaś przysedeś zażryć cy posiedzieć?

Znali ją wszyscy górale, leśnicy i zakochani w Tatrach. Była wielką opiekunką turystów i ostatnią gaździną na Rusince. Każdemu kto zajrzał do jej szałasu dawała 2 wiaderka i kazała przynieść wody z potoku. Potem częstowała herbatą i serdeczną rozmową. Gdy jej powiedzieliśmy, że idziemy na rykowisko wyciągnęła z szałasu i pożyczyła nam wełniane koce.

”Sytka ludzie, co zachodzili do jej ojcowskiego sałasa, nazywali jom Babkom. Sałas totyn zbacował małom zagrode. Przy lesie od dolnej strony Polany Rusinowej ułożony był. „

Zmierzchało się, gdy doszliśmy na Gęsią Szyję. Wojtek zapytał nas „A nie będziecie się bały?” Powiedziałyśmy, że chyba nie. „Bo będzie okropny ryk”- uprzedził nas. Nie bardzo wierzyłyśmy.

Zaczęło się robić zimno, więc zawinięci w koce i przytuleni do siebie zaczęliśmy wspominać lata licealne spędzone razem w stolicy. Było już całkiem ciemno, tylko niebo rozgwieżdżone nad nami jaśniało. W pewnym momencie Wojtek powiedział: „Teraz”.

I nagle nad nami rozległ się niesamowity pomruk. Przerażona wyszeptałam ”Niedźwiedź?”

Ale to był jeleń – byk. Przechodził tuż obok nas, poruszył się smrek pod którym siedzieliśmy.

I tak się zaczęło trwające kilka godzin rykowisko. Znaczyły je powtarzane samcze odgłosy. A działo się to wszystko na polanie poniżej nas.

Rykowisko to spektakl teatralno-wokalny. W tym spektaklu, którego byliśmy niemymi i przerażonymi świadkami brało udział parę byków i łań. Ryki były niesamowite.

Rykowisko to przywabianie samic odpowiednimi pozami, gestami i rykiem. Pomiędzy konkurującymi samcami dochodziło do wielu utarczek i zapalczywych ataków.  Słychać było łamanie się gałęzi, a być może uderzanie poroży i tupot uciekających rywali. Natomiast w ogóle nie było słychać gotowych do rozrodu łań, które odpowiednim zapachem i zachowaniem ukryte w zaroślach przyciągały samców.

Po tym całonocnym spektaklu, którego w ciemnościach nie było prawie w ogóle widać za to doskonale słychać, wróciliśmy nad ranem na Rusinkę do Babki.

I znowu nasz leśnik poszedł grzecznie z wiadrami po wodę do potoku, a Babka w tym czasie poczęstowała nas oscypkiem i opowiedziała nam piękną historię.

Była to historia o najsłynniejszym tatrzańskim wędrowcu, który tak jak inni z plecakiem chodził po Holach, bo tak górale nazywają Tatry.

Była to historia o skromnym kardynale Karolu Wojtyle, który był częstym gościem na Rusince. Jego też tak jak innych turystów wysyłała Babka do potoku z wiadrami. Wiele lat później, gdy jeden z tych, którzy przynosili Babce wodę został powołany na „tron Piotrowy”” Babka miała żałować, że zużyła tę przyniesioną przez niego… bo przecież miałaby 2 wiaderka święconej wody. A co powiedziałaby teraz /gdyby żyła/ gdyby dowiedziała się, że ten wędrowiec został wyniesiony na ołtarze?

„Minyno połednie, kie bez sałaśny prog zażroł ku Janieli Kobylarcykowej pon staromodnie odzioty. Pytoł pić herbaty.

-Dyć sytka ino pić fcecie, a wody ni mo fto przynieść – pedziała zafrasowano sałaśnom posługom gażdzino.

Ludzi, co podalej stoli, poznali Piersego Biskupa jesce kie pyrciom krocoł. Widzieli go w cichości pozierać ku turniom z Polany Rusinów, a i jako biere od Babki wiadra i znizo się w potocek po wode”.

Rusinka to rozległa i pochyła reglowa polana rozłożona półkoliście między Gęsią Szyją i Gołym Wierchem, wysoko nad Doliną Białki – na wysokości 1190-1300 m npm.

Widok z Rusinki, opisany i fotografowany już pod koniec XIX wieku przez takich wędrowców jak Walery Eljasz-Radzikowski czy Mieczysław Karłowicz zapiera dech w piersiach.

Z Rusinki roztacza się najwspanialszy widok na Tatry Bielskie i Tatry Wysokie. Widać wszystkie szczyty począwszy od prawej od Mięguszowieckich, poprzez Rysy, Wysoką, Gerlach, Lodowy, Kołowy, Jagnięcy… aż po Hawrań i Murań.

I nie wiadomo kiedy widok jest piękniejszy – jesienią … czy zimą…. wiosną …czy latem? W słońcu czy we mgle, o wschodzie czy o zachodzie słońca?

W pobliżu Rusinki w lesie Wiktorówki stoi kościółek w stylu podhalańskim pw. Matki Boskiej Jaworzyńskiej. Znajduje się w nim ośrodek duszpasterstwa turystycznego. Wokół kościółka wmurowane są tablice upamiętniające ludzi związanych z tym sanktuarium.

2 sierpnia 1992 r. odbyła się na Rusinowej Polanie uroczystość koronacji Matki Boskiej Jaworzyńskiej. Matka Boska Jaworzyńska stała się Matką Bożą Królową Tatr. Przyszło wtedy na Rusinkę kilka tysięcy wiernych.

„Z Rusinki, jako casem nazywali tyn hole, nie prec było na Wiktorówki do smrekowego leśnego kościoła”

Znaną na Rusince postacią był biolog i przyrodnik Sylwester Jacek Frejlak. Był moim nauczycielem w liceum i to właśnie on swoimi opowieściami o Tatrach wszczepił mi miłość do tych gór zanim jeszcze zaczęłam po nich chodzić. Jacek, /bo tak do niego mówiliśmy/ był głównym twórcą „rusinowego bractwa” które spotykało się regularnie na Rusince. Można o tym przeczytać na stronie internetowej poświęconej Polanie. Na stronie tej są piękne teksty „rusinowców”, między innymi Jacka. On to właśnie napisał pięknie o Babce, jej życiu, o tym jak matkowała wszystkim zmarzniętym, przemoczonym i zakochanym w Holach gdy przychodzili do jej szałasu. Niestety od pewnego czasu strona wydaje się być nieco opuszczona. Bo w ślad za Babką, Pierwszym Biskupem, Jackiem odchodzą na zawsze inne postacie związane z tym miejscem..

Na Rusince stało zawsze dużo starych, zabytkowych szałasów. Dzisiaj zostało tylko cztery.
„Haw krzyzowało się pore pyrci i dróg.”

Krzyżują się tu 3 szlaki: niebieski – prowadzący z Zazadniej do Palenicy Białczańskiej, zielony – z Wierch Porońca do schroniska „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej i czarny prowadzący na Polanę pod Wołoszynem. Są to trasy bardzo łatwe, może je przejść każdy o każdej porze roku i przy każdej pogodzie /jeśli nie ma w górach zagrożenia lawinowego/.

Na Rusince jest cisza, tylko dźwięk dzwoneczków pasących się owiec razem z wiatrem i szumem smreków tworzy piękną tatrzańską symfonię.

Wiele razy siedziałam na Rusince lub przechodziłam przez nią idąc dalej w Hole. Teraz też tam jestem… zamykam oczy i widzę … Mięgusze, Rysy, Wysoką, Gerlacha…..

Teksty podane grubą czcionką  pochodzą z książeczki „Dostać orełki i inne opowiadania” autor Wojciech Gąsienica-Byrcyn /za zgodą autora/. Korzystałam także ze strony internetowej www.rusinowa.net/.”

  50 comments for “Rusinka

  1. 27 sierpnia 2017 o 08:02

    Znowu z przyjemnością powędrowałam za Tobą :) I mnie przypominają się te Taterki przecudnej urody, których wprawdzie wysokich partii nie sięgałam, ale niższe zdreptałam. No i lubię tę gwarę góralską…
    Pozdrawiam Jagódko :)

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 09:06

      Dziękuję Anusiu.
      :-)

  2. 27 sierpnia 2017 o 08:15

    Oj, cudne masz i bogate te opowieści. na rykowisku nigdy nie byłam i pewnie nie będę.
    Góry Ci służą, zdrówka więc :-)

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 09:06

      Nigdy nie mów nigdy Asiu.
      :-)

  3. ~Marek
    27 sierpnia 2017 o 08:23

    Mam nadzieję, że nie poszłaś na Gęsią Szyję???
    :-) :-) :-)

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 09:05

      Młodzi poszli, a my tylko sobie na Rusinowej posiedzieliśmy.
      :-) :-) :-)

  4. ~Ela
    27 sierpnia 2017 o 08:25

    Jesteś prawdziwą miłośniczką Tatr Stokrotko.
    Pozdrawiam serdecznie
    :-)

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 09:04

      Niedługo będę Tatry tylko z daleka kochać.
      :-)

  5. 27 sierpnia 2017 o 08:54

    Horror jakiś – siedzieć prawie pod kopytami buchającego chucią byka jelenia. I to, w dodatku, dobrowolnie. A gdyby Was zauważył i wziął za konkurencję?
    Pozdrawiam

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 09:04

      :-)))
      Miałyśmy obronę w postaci faceta, który znał doskonale zachowania zwierząt.

  6. ~anabell
    27 sierpnia 2017 o 10:18

    Sporo ludzi było, no ale to przecież jeszcze wakacje. Byłam tam raz, ale było pusto i cicho
    i w końcu przepędził nas deszcz.
    A potem jezdziliśmy już w Tatry tylko zimą i na Rusinową się wtedy nie chodziło.
    Szkoda, że nie widzieliście tego rykowiska, bo widok jest nieco śmieszny i straszny jednocześnie. Oglądałam takie rykowisko na filmie dokumentalnym i jakoś bardzo mi było żal tych jeleni. Zwłaszcza tych „młodziaków” gdy odchodzili z kwitkiem przepędzeni przez silniejsze samce.
    Najfajniejsze są w tym wszystkim łanie- byki się prężą, popisują, ryczą, a one spokojnie się pasą, tak jakby nic się obok nie działo.

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 10:20

      Aniu – wyobraźnia nam działała. I tak trzęsłyśmy się ze strachu.
      Buźka.

  7. ~Jantoni
    27 sierpnia 2017 o 11:34

    Oj ta góralszczyzna.

    • 27 sierpnia 2017 o 12:44

      Ta góralszczyzna to jest przez jednych uwielbiana a przez innych znienawidzona. :-)

  8. ~Lena Sadowska
    27 sierpnia 2017 o 11:41

    Witaj, Stokrotko.

    Zadumałam się nad podobieństwami. Nie tylko tymi językowymi i teatralno-wokalnymi.
    Także nad niezwykłością Ludzi oddających miejscom, w których żyją część swojego blasku:)

    Pozdrawiam:)

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 12:51

      To prawda Leno.
      A zwykła Stokrotka mogła tylko zarazić miłością do Tatr najpierw męża, potem synów. Potem Starszy syn zaraził tą miłością swoją żonę, a teraz wszyscy zarażamy Szczerbatych /siedzą na kamieniu na Rusinowej/
      Serdeczności.
      :-)

  9. 27 sierpnia 2017 o 12:38

    Uwodzisz, Stokrotko, tą Twoją wielką miłością do Tatr. Miałem również okazję podwiedzać takie urocze osady jak Małe Ciche i Murzasichle, a w Dolinie Strążyskiej ok. Zakopanego to o mały figiel bym się nie ożenił…
    Niestety, pewne zdrowotne przypadłości nie pozwalają mi na górskie wędrówki. Żal, oj, żal…
    Ściskam niemożebnie

    • Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 12:53

      A ja zdałam sobie sprawę Klaterku ze nawet na Rusinową już nigdy więcej nie wejdę.
      Serdeczności.
      :-)

  10. 27 sierpnia 2017 o 13:34

    Pięknie i cudnie.
    Tylko czyn nie może być jedna Matka Boska? ;) .
    O Jaworzyńskiej pierwszy raz słyszę.

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 13:45

      Bo to Matka Boska Tatrzanska.
      A tak naprawde to jest przecież jedna.
      :-)

  11. ~Malgorzata
    27 sierpnia 2017 o 14:04

    Zdjecia,ktore dostałam w spadku po starszym bracie pokazuja tez piękno Rusinowej Ja sama tylko Sniezke zdobywałam z moimi harcerzami, ale to dalekie wspomnienie. Znajac Twoja hardość ducha wierze, ze jeszcze nie raz będziesz czekac na powrot młodych. Pozdrawiam serdecznie.

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 14:15

      Kochana jesteś Małgosiu – bardzo Ci dziękuję.
      :-)

  12. 27 sierpnia 2017 o 14:29

    Oj, Ty Polko z Polany Rusinowej! Zaszczepiłaś tymi „Holami”cały swój ród! Młodzi Cię już wyprzedzają. Nawet „braciszkowie” podjęli to wyzwanie, jak na fotce, uzupełniają płyny i dalej! Niech Was Matka Boska Jaworzyńska dalej wspiera, łaźcie dalej. To przecież takie piękne i dla zdrowia. Pozdrawiam. :) X 7

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 14:57

      Dziękuję Jędrusiu.
      :-)

  13. 27 sierpnia 2017 o 14:57

    Podziwiam Babkę. To jest właśnie przykład równego traktowania. Chcesz pić? Dymaj po wodę!

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 14:59

      Babkę widziałam i rozmawiałam z nią tylko dwa razy – przed i po rykowisku.
      Była to kobieta prosta i mądra.
      :-)

  14. 27 sierpnia 2017 o 15:45

    Tym rykowiskiem przypomniałaś mi jak kilka miesięcy temu tata mnie zawołał na podwórko i kazał patrzeć na pobliskie pole pod lasem. No i patrzyłam, ale nie widziałam. I nagle horda jeleni zaczęła biec. I to był niesamowity widok. ;)

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 15:46

      Wyobrażam sobie jak pięknie to musiało wyglądać.
      :-)

  15. 27 sierpnia 2017 o 16:12

    Przepiekny opis…
    Byłam raz na Rusince….wieki temu, jeszcze z mamą i jakąś grupką dorosłych. Miałam może 12, 13 lat…
    Przywołałaś zamglone obrazy… :-)

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 16:18

      Ale pamiętasz – i to się liczy…
      :-)

  16. ~gabi
    27 sierpnia 2017 o 19:13

    Witaj Stokrotko
    Aż się uśmiechnęłam na te widoki,jedno z miejsc które sobie upodobałam.Cicho i pusto wczesnym rankiem jest pięknie a widoki są mega.Świetnie się czyta Twoje relacje.

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 19:15

      Miło mi czytać takie komentarze.
      :-)

  17. 27 sierpnia 2017 o 20:00

    Ja mam góralskie korzenie, ale po górach rzadko chadzam.
    Małżonek nie lubi. Cóż zrobić…

    Zazdroszczę spektaklu w wykonaniu zwierząt – to są naprawdę niezwykłe doznania!

    • ~Stokrotka
      27 sierpnia 2017 o 20:03

      Uwierzysz, że chociaż od tego czasu minęło wiele lat – to ja nadal „słyszę” te ryki…?
      :-)

  18. 28 sierpnia 2017 o 08:00

    W górach nie byłem już wieki całe, ale dzięki Tobie, jakbym znalazł się tam ponownie:) Rykowiska obserwujemy na poważnie już od trzech lat i zgadzam się, że jest to jedno z najważniejszych i najbardziej spektakularnych, przyrodniczych wydarzeń!

    • Stokrotka
      28 sierpnia 2017 o 08:01

      Cieszę się, że mnie rozumiesz Wojtku.
      Dziękuję i pozdrawiam.

  19. ~czesia
    28 sierpnia 2017 o 08:01

    o górach piszesz najpiękniej

    • Stokrotka
      28 sierpnia 2017 o 08:02

      Czasami mi się uda Czesiu.
      :-)

  20. 28 sierpnia 2017 o 12:04

    Góry są piękne, kiedyś chodziłam po ich szczytach. Dzisiaj z przyjemnością czytam opowieści góralskie.
    Pozdrawiam :-)

    • ~Stokrotka
      28 sierpnia 2017 o 12:08

      Dziękuję serdecznie Jolu.
      :-)

  21. 28 sierpnia 2017 o 17:22

    Pięknie napisane, choć czasami ta górlaszczyzna brzmi mi jak chińszczyzna ;) Dawno już w górach nie byłem, oj dawno. I raczej już po nich chodzić nie będę, ale co widziałem i podziwiałem to moje. Teraz tylko równiny mi pozostały. Też ciekawie.
    Pozdrawiam.

    • ~Stokrotka
      28 sierpnia 2017 o 17:25

      Serdecznie dziękuję za wizytę.
      Ta góralszczyzna to nie moja tylko prawdziwego górala :-)
      Oczywiście, że równiny też ciekawe, szczególnie jak się jest spostrzegawczym to wszędzie można piękno zauważyć.
      Pozdrawiam.

  22. ~gordyjka
    28 sierpnia 2017 o 18:51

    A mnie już pachnie Górami kochanymi…Jeszcze chwileczka…Jeszcze momencik…;o)

    • ~Stokrotka
      28 sierpnia 2017 o 18:52

      I już będziesz w Chochołowskiej…
      :-)

  23. 28 sierpnia 2017 o 22:05

    Piękna opowieść Stokrotko. Och, jak ty kochasz te Tatry:) Pozdrawiam ciepło i życzę powrotu do formy jak najszybciej

    • Stokrotka
      29 sierpnia 2017 o 06:10

      Dziękuję Iwono.

  24. ~B.
    28 sierpnia 2017 o 23:21

    Pięknie na tej Twojej Rusince! Chodziłam po Tatrach, piknie tam, ach piknie!
    Super się czytało.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Stokrotka
      29 sierpnia 2017 o 06:10

      Dziękuję Ci.

  25. ~TENlesnik
    28 sierpnia 2017 o 23:54

    Rad Cie widzem Jadziu.

    • Stokrotka
      29 sierpnia 2017 o 06:09

      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *