O tym jak kiedyś nie upilnowałam pana dyrektora…

O godzinie 17.00 stwierdziłam, że właściwie to już wszystko jest zrobione i że nikt więcej nie powinien dzwonić. Gdy za ostatnią osobą zamknęły się drzwi pomyślałam że i ja mogę iść do domu, aby tam w spokoju popracować nad projektem nowego wieloletniego kontraktu na dostawę „jakichś tam” chemikaliów z naszych Zakładów Chemicznych do zakładów chemicznych w pobliżu Wiednia.
Włożyłam do teczki plik dokumentów i kalkulacji cenowych i już miałam wychodzić, gdy…
Do pokoju wpadła Grażyna, która była sekretarką dyrektora. Była bardzo przejęta i zdenerwowana.
– Jak to dobrze, że jeszcze jesteś, bo wszyscy już wyszli. Słuchaj, mam do Ciebie wielką prośbę, zastąp mnie, bo zadzwonili z administracji że jakaś rura pękła w naszym bloku i muszą się dostać do mojego mieszkania…
– No dobrze, tylko co ja mam tam robić? Nigdy nie pracowałam w sekretariacie dyrektora.
– Zupełnie nic. On też już zaraz wyjdzie, tylko okropnie nie lubi zostawać sam. Bo wtedy się z reguły upija… To masz tu klucze od biurek i pokoju. Potem pozamykaj wszystko i zostaw na portierni. Ale dopiero jak dyrektor wyjdzie. To ja już lecę.
– No to leć i nie bój się. Nie zamknę dyrektora w gabinecie… Nie wiem tylko czy go upilnuję żeby się nie upił..
Grażyna popędziła do domu, a ja zamknęłam swój pokój i poszłam do sekretariatu. Wzięłam ze sobą wszystkie materiały potrzebne mi do sporządzenia kontraktu. Miałam nadzieję że uda mi się go napisać w sekretariacie.
W sekretariacie było cicho i spokojnie. Z małego radyjka grała muzyka. Pan dyrektor siedział u siebie w gabinecie i nie dawał znaków życia.
Usiadłam przy elektrycznej maszynie do pisania /wtedy nie było jeszcze komputerów w powszechnym użyciu/ i zaczęłam pisać ..
Nagle drzwi od gabinetu otworzyły się, stanął w nich dyrektor i zapytał:
– A co pani tu robi?
– Grażyna prosiła żeby ją zastąpić, bo ….
I opowiedziałam całą historię z pękniętą rurą, do której Grażyna musiała popędzić…
Pan dyrektor nie wiedział widać co ma powiedzieć, więc poprosił o dwie kawy i dwa kieliszki. Bo będzie miał ważnego gościa.
Po chwili do sekretariatu wpadła pani księgowa i powiedziała, że ma pilną sprawę do dyrektora. I że musi natychmiast do niego wejść.
I nie pytając mnie o zgodę weszła energicznie do jego gabinetu.
Pomyślałam sobie, że to jest widocznie ten ważny gość i zabrałam się za przygotowywanie kawy i szukanie dwóch takich samych kieliszków./Przypominam że były to czasy na przełomie zmieniających się systemów i całym kraju a więc i w gabinetach dyrektorów brakowało wielu podstawowych rzeczy./
Jak już tę kawę zmełłam w specjalnym młynku i zaparzyłam „po turecku” i wymyłam dwa takie same kieliszki /a zajęło mi to dość dużo czasu, bo nigdy nie byłam dobrą gospodynią domową i w żadnym wypadku sekretarką/ …. to wtedy otworzyły się z hukiem drzwi do sekretariatu i wpadła w nie niesamowicie zdenerwowana pani dyrektorowa. /Poznałam ją, bo parę miesięcy przedtem czekała na pana dyrektora na lotnisku jak wracaliśmy z dyrektorem z tej samej delegacji zagranicznej/.
– Jest mąż? – krzyknęła.
I nie czekając na odpowiedź weszła jak burza do gabinetu…
Tego co się potem działo nigdy nie zapomnę…
Najpierw rozległ się straszliwy wrzask pani dyrektorowej.
Potem krzyczała pani z księgowości.
Potem pani z księgowości wybiegła z gabinetu i przeleciała przez sekretariat jak wicher. Chyba nie była kompletnie ubrana. Potem za nią wyleciały z gabinetu jej  ubrania i buty. Potem drzwi się zamknęły i słychać było jakiś łomot.
A ja stałam z tacą na której była ta kawa i dwa kieliszki i zupełnie nie widziałam co mam robić.
A jak usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła to taca wypadła mi z rąk.
Było mi już wszystko jedno, więc usiadłam na krześle i zaczęłam pomału liczyć do stu. A z gabinetu dochodziły odgłosy straszliwej awantury.
Jak skończyłam to z gabinetu wyszła pani dyrektorowa. Za nią szedł ze spuszczoną głową pan dyrektor. Chyba też, tak jak pani z księgowości nie zdążył się kompletnie ubrać.
Odwróciłam głowę.

———————————————————————————————————–

To był tekst o tym, jak kiedyś  nie upilnowałam pana dyrektora.

  54 comments for “O tym jak kiedyś nie upilnowałam pana dyrektora…

  1. 17 lipca 2017 o 08:23

    Biedaczyna, taki pech ! Czy Ty nadal jeszcze pracowałaś, nie wylano Cię za złe wypełnianie nieswoich obowiązków? A ta księgowa była chociaż do rzeczy? Musiała jego żona coś przeczuwać, skoro tak precyzyjnie trafiła. I mamy wnioski: trudne jest życie dyrektora, oraz zastępowanie kogoś do ryzykownych należy. Ale co przeżyłaś, to nikt Ci tego nie odbierze, widziałaś w realu jak to działa ! Piękny film ! Pozdrawiam. :) :)

    • 17 lipca 2017 o 08:28

      P.S. Przepraszam, czy garderoba odnalazła się, niczego nie brakowało? Wtedy to stringów jeszcze nie było, prawda? :) :)

      • ~Stokrotka
        17 lipca 2017 o 19:36

        Nie wiem niestety czy się odnalazła. Nikogo o to nie pytałam.

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:35

      Tego się nie da zapomnieć Jędrusiu.
      :-)

  2. 17 lipca 2017 o 08:43

    Ta Dyrektorowa to kompletny brak taktu

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:38

      Nietolerancyjna prostaczka po prostu.
      :-)

  3. ~ulach
    17 lipca 2017 o 09:00

    Wszystkiemu winna ta rura, co się ośmieliła popękać.

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:39

      No pewnie że tak.
      :-)

  4. 17 lipca 2017 o 09:31

    Dyrektorowa uratowała Cię przed traumą! Gdybyś z tą kawą i kieliszkami weszła do gabinetu akurat w momencie…

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:40

      Z moim pechem to ja bym się już na progu wywróciła.
      :-)

  5. 17 lipca 2017 o 09:41

    Ciekawe czy rura naprawdę pękła, czy Grażyna miała przeczucie. Swoją drogą, czy dyrektorskie sekretarki to zawsze Grażyny?

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:40

      Trudno mi powiedzieć Ewo.
      :-)

  6. 17 lipca 2017 o 10:26

    Rzeczywiście sekretarka z Ciebie marna:)))

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:41

      To był mój jednorazowy występ w roli sekretarki!!!
      :-)

  7. ~anabell
    17 lipca 2017 o 10:36

    Praca sekretarki to bardzo niewdzięczne zajęcie, co zauważyłam, gdy zdarzyło mi się zastępować takową przez miesiąc. No ale mój dyrektor nie miał zwyczaju zostawać w pracy „po godzinach” i nawet jeżeli z kimś romansował to poza biurem.
    Zapewne pani dyrektorowa została przez kogoś powiadomiona o tym „co w trawie piszczy”
    i postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce.
    A Ty miałaś pecha, że „odkrycie prawdy” nastąpiło gdy Ty tam siedziałaś.

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:42

      Mnie często pech prześladuje.
      :-)

      P.S. Już jest OK jak widzisz.

  8. 17 lipca 2017 o 11:19

    Nigdy nie pracowałam w biurze, nie wiedziałam, co mnie omija:):):):)

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:43

      I bardzo dużo straciłaś Anno…
      :-)

  9. ~Jantoni
    17 lipca 2017 o 11:51

    Nie daj Boże być sekretarką.

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:43

      To prawda.
      :-)

  10. ~Malgorzata
    17 lipca 2017 o 12:33

    Cos mi się wydaje, ze sekretarka wiedziała co się będzie dzialo i stad ta rura i telefon do dyrektorowej. Biedna zastępczyni – dobrze, ze ominelo Cie wkroczenie z kawa do gabinetu, czasem ratuja „braki” czy powolność w domowej krzątaninie?!

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:44

      W sumie to dużo straciłam – prawda?
      :-) :-)

  11. 17 lipca 2017 o 12:35

    Strasznie oszczędny był ten Pan Dyrektor. Gdyby nie skąpił, to Pani Dyrektorowa nie wiedziałaby, w jakim hoteliku go nakrywać (chyba, że płaciła jakiemuś detektywowi, to nawet wówczas miałaby małżonka podanego jak na tacy). Kłania się przysłowie: skąpy dwa razy traci.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:45

      Też prawda.
      Pozdrawiam

  12. 17 lipca 2017 o 13:05

    No nie upilnowałaś, ale miałaś nie dopuścić do pijaństwa, o rozpuście nie byłaś uprzedzona…

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:45

      Tak czy inaczej – na całej linii nawaliłam…
      :-)

  13. ~maskakropka2
    17 lipca 2017 o 13:10

    Podobają mi się takie panie, jak Dyrektorowa! Miała kobitka charakter;)
    Miłego dnia:)))

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:46

      Nie da się ukryć.
      :-)

  14. ~gabi
    17 lipca 2017 o 17:50

    Jak to mówi stare przysłowie;Gdzie rabotajesz tam nie ruchajesz” Z tego szefa to straszny sknera,żeby tak na biurku albo akrobacje na kserokopiarce no i gilotyna do papieru może czasami coś obciąć toć to strasznie niebezpieczne.

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:47

      Na szczęście nie widziałam niczego.
      :-)

  15. 17 lipca 2017 o 18:44

    A jednak dyrektorowa nie wykazała się klasą.
    Mogła powiedzieć na przykład: Kochanie, zapłać pani, kolacja niedługo.
    albo coś…
    Ale wrzeszczeć, tłuc szkło…. Nie, to poniżej godności.

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 19:48

      No faktycznie mogła się bardziej opanować…
      :-)

  16. 17 lipca 2017 o 20:20

    Zapraszam na fotoreportaż z podobnej imprezy (A.D. 1971 r.):
    http://anzai.blog.onet.pl/2015/05/13/imieniny-w-pracy-czyli-prl-cala-geba-obrzygana/

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 20:24

      Lecę!!!

  17. 17 lipca 2017 o 21:11

    Miłość ogromna musiała ich dopaść, skoro nawet sekretarki się nie bali. O żonie nie wspominając. Żona mocno nadwyrężyła wizerunek dyrekcji i księgowej, narażając przy tym wspomnianych na poważne uszczerbki w zdrowiu. I ten wicher namiętności tak powiał księgową, powiadasz ? Dyrekcja zapewne w domu miała ciąg dalszy awantury. Tylko się upić, ech……

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 21:21

      Też tylko powiem ech… Anusiu.
      :-)

  18. 17 lipca 2017 o 21:39

    W drucikowym interesie ( odsyłam do mojego ostatniego postu(a)., był szef mocno starszy wiekiem ,za to z pretensjami….
    Miał najpierw jedn,a przyjaciółke , o której wszyscy wiedzieli ale widać mu mało było, bo sobie zafundował drugą w tym samym zakładzie…
    Na prawdę nie wiem ,która zostawiła korale bursztynu u szefa i której następnej podarował te korale…
    Afera była straszna bo panie pobiły się w toalecie…..Nie o szefa – o korale…

    • ~Stokrotka
      17 lipca 2017 o 21:54

      Pięęęęękna historia
      :-)

  19. 18 lipca 2017 o 04:43

    – oj niełatwe jest życie sekretarki, tyle rzeczy naraz ogarnąć… ale na nudę też jak widać nie ma co narzekać… :)

    • ~Stokrotka
      18 lipca 2017 o 06:37

      Sekretarki to już pewnie do tego przyzwyczajone…
      :-)

  20. ~Ela
    18 lipca 2017 o 06:46

    CUDNE!!!!
    :-)))

    • Stokrotka
      18 lipca 2017 o 07:06

      Fajnie że Cię rozbawiłam Elu.
      :-)

  21. roksanna
    18 lipca 2017 o 12:24

    Ależ historia!
    Na szczęście awantura nie przeniosła się poza gabinet, bo mogłoby się oberwać bogu ducha winnej sekretarce ;) Przy takich krewkich kobietach jak dyrektorowa nigdy nie wiadomo ;)

    • ~Stokrotka
      18 lipca 2017 o 14:49

      Sama nie wiem jak bym się zachowała na miejscu pani dyrektorowej.
      :-)

  22. ~L.B.
    18 lipca 2017 o 19:05

    Sekretarka nie ochroniarz. Jak się facet sam upilnować nie potrafi, to nikomu się nie uda. Swoją drogą dobrze, że pani dyrektorowa się dowiedziała, inaczej bym ją oszukiwał przez nie wiadomo jak długi czas.

    • Stokrotka
      18 lipca 2017 o 19:06

      Masz rację.
      :-)

  23. 18 lipca 2017 o 21:17

    Ja bym tam zadzwonił po milicję, gdyż szło było ewidentnie państwowe, a dyrektorowa prawdopodobnie nie miała upoważnienia do demontażu mienia państwowego:) PS. Przepraszam za ciekawość, ale jak zakończyła się kariera pani księgowej?

    • Stokrotka
      18 lipca 2017 o 21:21

      Nie wiem, ale chyba nic się nie zmieniło.
      Ja natomiast okropnie się bałam że jako świadek zostanę wyrzucona z pracy zaraz następnego dnia.
      Tymczasem pan dyrektor poszedł na zaległy urlop i potem się jakoś po kościach rozeszło…
      :-)

  24. ~Lena Sadowska
    18 lipca 2017 o 23:25

    Witaj, Stokrotko.

    Twoja opowieść utwierdza mnie w przekonaniu, że postęp to cudowna rzecz:
    Dziś Pani Dyrektorowa bez mrugnięcia okiem dołączyłaby do Pani Głównej Księgowej i wszyscy byliby zadowoleni; usatysfakcjonowany Pan Dyrektor przestałby pić, więc Zastępczą Panią Sekretarkę uhonorowano by za zasługi pokaźną premią i stosownym odznaczeniem;)

    Pozdrawiam:)

    • Stokrotka
      19 lipca 2017 o 05:57

      Pewnie rzeczywiście tak by było Leno.
      Dzięki serdeczne za komentarz.
      :-)

  25. ~elzbieta
    20 lipca 2017 o 20:22

    Każdy musi pilnować się sam, nawet pan dyrektor. Sekretarka jest tylko wtedy dobrym pracownikiem, kiedy nic nie widzi. Dobrze pracowałaś, bo nie krępowałaś szefa. Że też musiało to na Ciebie trafić? Kilka godzin zastępowałaś koleżankę, a byłaś świadkiem ,,ciekawych scen”. Przypuszczam, że pan dyrektor romansował na co dzień, co Twoja koleżanka uważała za rzecz normalną.
    Pozdrawiam Stokrotko:)

    • ~Stokrotka
      21 lipca 2017 o 16:37

      Bardzo możliwe że tak właśnie było.
      Dziękuję i pozdrawiam Elżbieto.
      :-)

  26. 21 lipca 2017 o 23:02

    Nie ma się co dziwić, że sekretarki wszystko wiedzą. Niektóre nawet potrafią być dyskretne – to podobno najważniejsza wymagana od nich umiejętność;-)

    • ~Stokrotka
      22 lipca 2017 o 10:47

      Dziękuję Iwono że o mnie pamiętasz.
      :-)

Odpowiedz na „~maskakropka2Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *