Taka jedna historia…. – zakończenie

W każdy piątek po pracy Kasia jak na skrzydłach pędziła do szkoły po Krzysia. Zabierała go od razu na dworzec i jechali na Mazury. Do leśniczówki.
Bo tam mieszkał niezwykle życzliwy człowiek.
I mieszkały tam zwierzątka z którymi Krzyś się bawił.
Bo tam był dookoła piękny las, pełen śpiewu ptaków. A niedaleko było jeszcze niewielkie jezioro. A przede wszystkim tam było wspaniałe czyste powietrze, które tak bardzo było potrzebne jej dziecku.
W piątek wieczorem leśniczy odbierał Kasię z synkiem z najbliższego mazurskiego dworca PKP i czerwonym maluchem jechali do jego leśniczówki.
Już piątkowy wieczór był niesamowity.
Najpierw Krzyś witał się z każdym zwierzątkiem i z każdym drzewem koło leśniczówki. Biegał naokoło szczęśliwy. I co pewien czas przybiegał do mamy z wiadomością, że ten cielaczek to urósł a tamta kura to zniosła jajko.
A Kasia zamyślona siedziała na werandzie leśniczówki i piła herbatę. Naprzeciwko niej siedział zapatrzony w nią leśniczy. Przeważnie milczeli. Kasia tylko co chwila przytulała do siebie i całowała synka gdy przybiegał z jakąś niesamowitą wiadomością.
Po pewnym czasie synek Kasi zaczął się też przytulać do leśniczego. A on uśmiechał się do niego i pokazywał mu gdzie są gniazda ptaków i jak szybko rosną drzewa. Leśniczy mieszkał sam. A że leśniczówka miała kilka pokoi, więc w jednym z nich w weekendy zamieszkała Kasia z synkiem. Był też w leśniczówce pokój, którego okna wychodziły na drugą stronę domu, prosto na bardzo stare drzewa. Czasami leśniczy wchodził do tego pokoju, czasami też wchodziła tam jakaś kobieta przychodząca z pobliskiej wsi. Po pewnym czasie wychodzili a kobieta wracała do domu. Była to jego pracownica, przychodziła kilka 2-3 razy dziennie  i pomagała mu w pracy biurowej.
W czasie pierwszego pobytu Kasia czuła się trochę skrępowana bo leśniczy mówił. że są jego gośćmi i że mogą nimi zostać tak długo jak będą chcieli.
Każde dwa dni spędzane w leśniczówce były pełne spokoju i rodzącego się uczucia.
Krzyś zmęczony wrażeniami i wycieczkami po lesie wieczorem zasypiał natychmiast. Zapadała wtedy cisza przerywana tylko cykaniem koników polnych.
Po pierwszym pobycie w leśniczówce Kasia opowiadała mi, że było bardzo przyjemnie i że Krzyś jest zachwycony.
Po następnym było jeszcze lepiej.
Po jeszcze następnym Kasia prawie fruwała w powietrzu. A koledzy z działu zapytali czy się przypadkiem nie zakochała. Oburzyła się na nich i kazała im popukać w czoło.
Ale po jakimś czasie stało się jasnym to, że to była miłość. Pokochał też leśniczego jej syn i zaczął go traktować jak tatę.

Z tego co mówiła Kasia leśniczy odwzajemniał całkowicie ich uczucia. I traktował Krzysia jak by był jego dzieckiem.
Po pewnym czasie Kasia stała się najszczęśliwszą osobą na świecie. Tak w każdym razie o sobie mówiła.
Trwało to ponad pół roku, gdy nagle…. Któregoś poniedziałku Kasia  przyszła punktualnie do biura, usiadła i rozpłakała się.
- Dzwonił – powiedziałam – pytał czy już jesteś, ale był jakiś taki dziwny. Powiedział, że zadzwoni jak wróci z obchodu.
- Nie chcę go widzieć – krzyczała prawie – tylko co ja teraz powiem Krzysiowi?
- Ale dlaczego? – zapytałam zdziwiona.
- Ty wiesz kto tam mieszkał w tym pokoju od lasu? Jego żona. Ona od kilku lat leżała tam sparaliżowana. Ja się często dziwiłam gdzie on tak znika w ciągu dnia a on chodził do niej, zanosił jej jedzenie, karmił ją, mył, nawet w nocy wstawał do niej . A pomagała mu ta pani ze wsi. Tylko dlaczego on mi o tym nie powiedział?
- I jak to się wydało?.
- Wczoraj zatelefonowali do niego, że ktoś las rąbie bez zezwolenia więc wsiadł na rower i szybko pojechał. A ja w tym czasie zajrzałam przez ciekawość do tego pokoju i tam zobaczyłam leżącą nieruchomo w łóżku kobietę. Ty wiesz jak ona na mnie popatrzyła???Ty wiesz jak ja się teraz czuję? Jak skończona szmata…
- Nie mów tak – powiedziałam i przytuliłam ją do siebie – skąd mogłaś wiedzieć… przecież to nie twoja wina.
Kasia z synkiem już nigdy nie pojechała do leśniczówki. Zmieniła też pracę i tylko ja co pewien czas odbierałam telefony od leśnika. Ciągle o nią pytał a ja odpowiadałam, że nie wiem co się z nią dzieje.

  72 comments for “Taka jedna historia…. – zakończenie

  1. 3 lipca 2017 o 06:02

    „Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli”.
    Nie było prawdy, przyszło cierpienie.
    Smutne, wiele jest takich sytuacji, chciałoby się, niemożliwe.
    Pozdrawiam. :)

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 06:53

      No właśnie…
      Pozdrawiam

  2. 3 lipca 2017 o 06:05

    – no widzisz, tak to w życiu bywa, nie skomentowałam pierwszej części, czekałam spokojnie co będzie dalej, domyślałam się,… w życiu, w miłości, nawet w przyjaźni nie zawsze bywa różowo, zresztą, co ja będę się wymądrzać, znasz mnie i troszeczkę moją historię…. zrozumiesz
    – miłego dnia

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 06:52

      Rozumiem Aliczko…
      :-)

  3. ~Ela
    3 lipca 2017 o 06:27

    No cóż – to takie prawdziwe, chociaż bardzo przygnębiające.
    Pozdrawiam serdecznie Stokrotko.

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 06:52

      Udanego tygodnia Elu.
      :-)

      • ~Ela
        3 lipca 2017 o 11:07

        Pomyślałam jeszcze Stokrotko że to gotowy scenariusz na film.

        • ~Stokrotka
          3 lipca 2017 o 12:31

          Tylko go wykorzystać.
          :-)

  4. 3 lipca 2017 o 06:50

    I to ma być happy end? Do bani.

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 06:51

      A gdzie ja pisałam że będzie happy end?

      • 3 lipca 2017 o 10:54

        Nigdzie.To ja napisałam, że jak bez happy endu to za ciąg dalszy dziękuję.
        I zastanawiam się, czy życie przerosło telenowelę

        • ~Stokrotka
          3 lipca 2017 o 12:32

          Pewnie, że przerosło.

  5. ~Marek
    3 lipca 2017 o 07:51

    Zupełnie nie wiem co napisać.
    Może później.

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 07:54

      Wcale Ci się nie dziwię.

      • ~Marek
        3 lipca 2017 o 10:57

        Wszyscy byli nieszczęśliwi. Także ten Krzyś który myślał ze wreszcie będzie miał jakiegoś tatę.
        Historia bardzo smutna.

        • ~Stokrotka
          3 lipca 2017 o 12:33

          Niestety.

  6. ~cz
    3 lipca 2017 o 07:51

    często nie jest tak, jak się nam wydaje. Może pan leśnik nie zawinił. Zaprosił, był serdeczny, ale niczego nie obiecywał, niczego na całe życie i nie musiał się tłumaczyć z całego życia. Często mamy pretensje do innych o to, co się narodziło w naszej głowie, zapominamy, że zawsze jesteśmy oddzielnie:))

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 07:54

      Masz rację Czesiu.

  7. 3 lipca 2017 o 07:54

    Przewidywałam starszego pana leśniczego , jako dziadka Krzysia.
    Może i leśniczy Kasi jest niezłym człowiekiem, ale głupim do cna. To co zrobił jest koszmarem.. Bo i życie bywa koszmarem. Pozdrawiam Jagódko :)

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 07:55

      W każdym razie … nie mogę zapomnieć historii Kasi.

  8. 3 lipca 2017 o 08:05

    Nikt nie lubi być oszukiwanym. Gdy ukrywana prawda wypływa na wierzch czujemy się okradzeni z zaufania i szacunku.

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 12:33

      To prawda.

  9. maskakropka2
    3 lipca 2017 o 09:07

    Postawmy się w sytuacji leśniczego… Pewnie jeszcze niestary człowiek, kompletnie samotny, od lat obarczony obowiązkiem trudnej opieki. Nie oddał żony do żadnego hospicjum czy DPS. Był dla niej troskliwy. Podobnie zachował się wobec Kasi i jej synka. Kto wie, które z nich zrobiło pierwszy krok? Samotna i spragniona uczucia Krysia czy równie samotny leśnik? Nie oceniam, nie osądzam. Nie wiem, jak bym się zachowała ani będąc na miejscu leśnika, ani będąc na miejscu Krysi. Życie nie jest bajką i czasem dokonujemy trudnych wyborów.
    Miłego tygodnia:)

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 12:34

      To prawda – życie nie jest bajką.

  10. ~anabell
    3 lipca 2017 o 09:20

    Smutne ale i typowe. Faceci są najzwyczajniej w świecie wielkimi tchórzami. Zwłaszcza w sytuacji gdy powiedzenie prawdy może ich pozbawić jakiejś przyjemności.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 12:34

      I Ty też masz rację.

  11. ~roksanna
    3 lipca 2017 o 11:01

    Niełatwo jest skomentować taką historię.
    Zabrakło szczerości…
    Odwagi.

    Serdeczności :)

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 12:35

      Z pewnością czegoś zabrakło…

  12. 3 lipca 2017 o 11:27

    Wiesz… .cholerka… gdyby on jej powiedział prawdę od początku …gdyby, gdyby…Myśłe ,że oboje zrobili sobie krzywdę..i chyba chłopcu tez, przez dorosłych ukrywanie ..
    On miał prawo do miłości ale miłości i uczucia nie można budować na niedomówieniach..
    Szkoda ,że tak się skończyło. A iekawe – czy ona w końcu znalazła tę miłość ???

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 12:35

      Nie wiem czy znalazła miłość bo urwał się całkowicie nasz kontakt.

  13. ~Jantoni
    3 lipca 2017 o 12:01

    Smutny finał.

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 12:36

      Bardzo smutny.

  14. ~Malgorzata
    3 lipca 2017 o 14:18

    Napisze jak ktoś przede mna – zabrakło szczerości. Lesniczy opiekując się zona wykazal się prawym charakterem, ale zabrakło odwagi w uczciwym przedstawieniu sytuacji. Nie wzial pod uwagę, ze skrzywdzil nie tylko matke, ale przede wszystkim synka. Zycie jest trudne, czy możemy wydawac kategoryczne sady?

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 14:21

      Też mi się wydaje, że nie powinniśmy go osądzać…

  15. 3 lipca 2017 o 15:12

    A mnie nurtuje taka kwestia. Czemu kobiety uparcie chcą być dla mężczyzn „wszystkim”. ?

    Ps. Historia w sumie piękna.

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 16:53

      Witam Cię serdecznie na moim blogu.
      Myślę że mezczyznom tez zalezy na tym aby dużo znaczyć dla kobiet.
      Miło mi że Ci się ta historia spodobala.
      Zapraszam na stałe.

  16. 3 lipca 2017 o 17:11

    Napiszę tylko, że spodziewałem się wszystkiego, tylko nie tego.

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 19:08

      Nikt się tego nie spodziewal…

  17. 3 lipca 2017 o 18:04

    Powiedziałabym, że to taka bajka – przestroga na nadchodzący właśnie czas urlopowy.
    Lekkie pióro, historia ciekawa i znakomicie napisana.
    Bardzo mi się podoba :)

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 19:10

      To prawdziwa historia.

  18. ~L.B.
    3 lipca 2017 o 18:29

    Tak czułam, że to nie skończyło się happy endem. Za słodko wyglądało. Facet zrobił świństwo, ale chyba nie do końca można go potępiać, a Kasia nie wiedziała, lecz błędy z niewiedzy też bolą…

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 19:19

      Masz rację jeśli chodzi o te błędy z niewiedzy.

  19. 3 lipca 2017 o 18:53

    To wszystko jest trudne, i życiowe wybory i próba zaufania komuś

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 19:20

      Masz rację Notario.

  20. ~krystynaH
    3 lipca 2017 o 19:32

    Nie wiem, jak to skomentować. Nie na wszystko są jakieś recepty, rady, wskazania. Chyba tylko niedobrze, iż leśniczy ukrywał prawdę i bałamucił kobietę nadzieją na miłość. Tym bardziej, że miała już za sobą jakąś trudną historię uczuciową skoro ma syna, a jest sama. Jestem przekonana, że mężczyznę najpierw trzeba trochę poznać, żeby uniknąć rozczarowań. Trzeba wiedzieć, czy nie jest uwodzicielem, pijakiem, chorym psychicznie, psychopatą, itd. Należy poznać jego historię życia oraz rodzinę. Wiedzieć, dlaczego – jak w powyższym przypadku – niemłody, a jest sam. Powoli – nie od razu – opowiedzieć o sobie, żeby i z drugiej strony nie było rozczarowań. Wszystko to, póki rodzącą się już miłość da się jeszcze zdusić i zapomnieć. Ale to tylko teoria, a życie pisze różne scenariusze, często zaprzeczające teoriom. Znam też historie, kiedy dziewczyny czekały latami aż chora żona… umrze. Nawet nasze dwie wielkie pisarki miały podobne historie. Nazwiska pominę, choć nie jest to tajemnica. Znam też różne historie, gdy młodzi dowiadywali się niemiłej prawdy dopiero po ślubie i wtedy to był dramat.
    Pozostaje odpowiedzieć dobitnie, czy Kasia powinna wejść w trójkąt, gdy żona sparaliżowana? To pozostawiam bez odpowiedzi. Dobra literatura stawia pytania, które zmuszają nas do zastanowienia, ale zwykle prostej odpowiedzi nie ma.

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 19:59

      Bardzo Ci dziękuję KrystynoH za ten komentarz.

  21. 3 lipca 2017 o 21:28

    Takie historie się dzieją – tylko zakończenia są różne. I jakiekolwiek one są, zawsze są nie takie… i nie ma sensu moim zdaniem gdybać, co by było, gdyby powiedział Kasi od razu. Wszystko to akcja-reakcja…

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 05:55

      Pewnie wiele jest takich historii.

  22. 3 lipca 2017 o 21:28

    Szkoda dzieciaka…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 05:58

      Pewnie ze szkoda.

  23. ~Iv
    3 lipca 2017 o 22:06

    Nie zawsze jest tak jak nam się wydaję. Czasami człowiek bardzo miły, wręcz idealny w rzeczywistości taki nie jest. Jeśli spotkamy takiego człowieka warto sprawdzić, z kim tak naprawdę ma się do czynienia zanim się emocjonalnie zaangażujemy , bo potem może być wielkie rozczarowanie, którego można byłoby uniknąć.
    Przykra ta historia ,ale następnym razem bohaterka twojej notki będzie ostrożniejsza.
    Pozdrawiam .

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 06:15

      Mam nadzieję że tak będzie.

  24. 3 lipca 2017 o 22:21

    Life is brutal and full of zasadzkas

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 06:16

      Nie ulega wątpliwości że tak wlasnie jest.

  25. ~Lena Sadowska
    4 lipca 2017 o 01:07

    Witaj, Stokrotko.

    Czekałam na finał.
    Nie oceniam ani jednej ani drugiej strony.
    Nie rozumiem tylko charakteru tej relacji. Była na tyle intymna, żeby synek przytulał się do leśniczego, ale nie na tyle, by bohaterka miała prawo zadać proste pytanie o „tajemniczy pokój” i charakter pracy dochodzącej osoby?
    Nie wyzłośliwiam się, Stokrotko, po prostu – pytam.

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 06:30

      Z pewnoscia Kasia w dlugoletnim oczekiwaniu na miłość straciła czujność. ..

  26. 4 lipca 2017 o 06:41

    Smutne bardzo zakończenie. Najbardziej szkoda mi Krzysia, bo dorośli jakoś sobie poradzą, chociaż jego mamy też bardzo żal. Nie będę owijać w bawełnę, leśniczy zachował się perfidnie. Typowy egoista……, że o reszcie nie wspomnę.
    Pozdrawiam Jadziu. :) .

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 07:20

      Dziękuję Tereso.

  27. 4 lipca 2017 o 12:59

    Ciekawa historia. To sieroctwo Kasi wiele tłumaczy, naiwność, myślenie życzeniowe, nie nauczono jej, że z drugim człowiekiem trzeba rozmawiać, pytać, a nie domyślać się. Nieszczęśliwi oboje i nieszczęśliwy Krzyś. Niektórzy zawsze mają pod górkę. Dlaczego? To pytanie pewnie do uczonych filozofów. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 16:03

      Haniu dziękuję serdecznie za wizytę.

  28. 4 lipca 2017 o 19:42

    To jest wersja zdarzenia widziana oczami Kasi i opowiedziana Tobie. Myślę, że niezwykle ciekawym by było zapoznać się z wersją leśnika. Ale nawet i wtedy pewnie byśmy nie poznali prawdy, bo przecież człowiek sam siebie nie zna.
    Za mało wiemy, aby osądzać, czy chociaż komentować, ale za to wystarczająco dużo, aby zastanowić się nad tym co nam los i życie niesie w darze.

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 20:47

      To wszystko prawda.

  29. ~jotka
    4 lipca 2017 o 20:13

    Takiego zakończenia się nie spodziewałam, choć podejrzewałam, niestety…

    • ~Stokrotka
      4 lipca 2017 o 20:50

      Wiem Asiu ze jestes na urlopie więc pogody pięknej Ci życzę.

  30. ~Joanna
    5 lipca 2017 o 00:51

    Tak by się chciało usłyszeć: – i żyli długo i szczęśliwie…..
    Szkoda, że leśnik, który z pewnością był dobrym człowiekiem nie dorósł do sytuacji i w odpowiednim momencie nie wyjawił prawdy. Cierpienie rozdzielone na innych i dawka potężna, jak to w życiu..

    • ~Stokrotka
      5 lipca 2017 o 14:18

      Dziękuję Joasiu.

  31. 5 lipca 2017 o 13:43

    Nie podałaś odpowiedzi na talerzu. A to opowiadanie można potraktować wręcz jak przypowieść… Dlatego przeczytałam również z ciekawością wszystkie komentarze, nikt nie zwrócił uwagi na „punkt zwrotny”, łącznie z bohaterką.
    Dobre! Bardzo dobre!

    • ~Stokrotka
      5 lipca 2017 o 14:19

      Dziękuję Tereso.

  32. 6 lipca 2017 o 23:43

    Miałam nadzieję, ba, wierzyłam, że Kasi się uda, że będzie szczęśliwa. Ale życie niestety ma swoje scenariusze. A bajki lubią się źle kończyć.

    • ~Stokrotka
      7 lipca 2017 o 03:28

      Niestety.

  33. 8 lipca 2017 o 10:37

    Choroba zmienia fizyczność, ale nie zmienia charakteru. A ten był zaborczy i złośliwy. Można było porozmawiać z nową przyjaciółką męża i zachęcać ją gorąco do pozostania. Właśnie z miłości do swojego chłopa. A tak, co? Miastowa uciekła, mąż niedługo później znalazł sobie zapewne jakąś miejscową kobietę, która chorą otruła owocami cisu, albo niechcący oblała wrzątkiem, żeby zostać w leśniczówce prawdziwą panią. Chora zazdrość jest złym doradcą.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      8 lipca 2017 o 11:05

      I jak Cię tu nie cenić za …… całokształt?
      ;-)

Odpowiedz na „~RenaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *