Taka jedna historia…

Działo się to wszystko około 30 lat temu.
Poniedziałek w pracy zaczynał się zawsze tak samo.
Kasia wpadała jak zwykle trochę spóźniona i wyrzucała z siebie jedno, jedyne słowo:
- Dzwonił?
- Dzwonił – odpowiadałam spokojnie. – Usiądź i rozłóż papiery bo zaraz wpadnie ten pijak /miałyśmy za szefa pijaka/ i zacznie zadawać głupie pytania.
Więc Kasia siadała, otwierała biurko, wyjmowała papiery i patrzyła na mnie błagająco.
Zawsze w poniedziałki spóźniała się, bo w niedzielę wracała bardzo późno pociągiem z Mazur. Właściwie to wracała już nad ranem i z trudem zdążyła przebrać się, zjeść coś i odprowadzić syna do szkoły. Robiła też rano jakieś pośpieszne zakupy, w biegu odrabiała z dzieckiem lekcje.
- O co pytał? Co mówił?
- Pytał czy już jesteś. I mówił, że zadzwoni w południe, bo teraz musi iść na obchód. Podobno wnyki gdzieś ktoś założył. Jak was wczoraj odprowadzał do pociągu to w drodze powrotnej ktoś mu powiedział że mięso z sarny i dzika sprzedawali tam gdzieś na targu.
Kasia zaczynała głęboko i spokojnie oddychać. Po pewnym czasie, pochylając się nad papierami zaczynała się do siebie uśmiechać. To znaczy do swoich wspomnień.
Kasia była matką samotnie wychowującą dziecko. Jej synek był owocem studenckiej miłości do ukochanego Jasia. W tamtym czasie chodził do drugiej klasy szkoły podstawowej. Kasia od dnia jego narodzin procesowała się z jego ojcem o alimenty. Nie było to łatwe, bo Jaś wypierał się ojcostwa a wtedy nie było jeszcze czegoś takiego jak badania genetyczne. W każdym razie Jaś założył rodzinę z inną koleżanką z roku i miał już z nią dwoje malutkich dzieci.
Kasia musiała sobie jakoś radzić. Nie mogła liczyć na pomoc rodziców bo była sierotą z domu dziecka. Była jednak niesamowicie ambitna i pracowita. Jako absolwentka germanistyki wyjeżdżała często na różne targi i sympozja do Niemiec. Przywoziła wtedy nie wydane i zaoszczędzone diety służbowe. Stanowiły one dodatek do jej pensji.
Synek Kasi był najwspanialszym dzieckiem na świecie. Niestety, nie był zdrowy. Chorował na astmę. Dostawał ataków. Czasami musiała biec z pracy do szkoły aby go zabrać do szpitala.
Gdy wyjeżdżała w delegacje zostawiała synka u zaprzyjaźnionego małżeństwa. Ale i tak dostawała wtedy obłędu, że coś się z dzieckiem może stać…. A były to czasy przed-internetowe i przed-komórkowe.
Którejś wrześniowej niedzieli Kasia pojechała z synkiem na grzyby. Dołączyła się do jakiejś wycieczki którą organizowała administracja osiedla, bo chciała sobie z synkiem pochodzić po lesie i pooddychać świeżym powietrzem. I tak się z tym synkiem zagadała, że zabłądziła.
Po pewnym czasie /idąc w zupełnie innym kierunku/ spotkała w lesie jakiegoś człowieka w stroju leśnika. Pomógł jej znaleźć drogę powrotną. A jak już Kasia zobaczyła autokar to bardzo się ucieszyła, a jej synek rzucił się leśniczemu w ramiona i zaczął ze szczęścia całować.
Pan leśnik nieco zaskoczony i speszony zaprosił wszystkich do swojej leśniczówki. Obiecał poczęstować grzybiarzy mlekiem od prawdziwej krowy a dzieciom /bo w grupie było kilkoro dzieci/ pokazać małe cielaczki i owieczki.
Cała grupa poszła w kierunku leśniczówki.
I spędziła tam mile czas przy ognisku.
Synek Kasi był zachwycony. Kasia zamyślona siedziała grzebiąc patykiem w ziemi.
Gdy autokar z grzybiarzami odjeżdżał leśniczy machał wszystkim ręką na pożegnanie. Przedtem z Kasią i jej synkiem Krzysiem pożegnał się wyjątkowo serdecznie. Tak serdecznie, że kierowca z autokaru zaczął trąbić a grzybiarze bić brawo.
Następnego dnia /a był to poniedziałek/ pan leśnik zadzwonił do Kasi do pracy przed godziną ósmą. Rozmawiali bardzo długo.
Od tego czasu Kasia z synkiem Krzysiem zaczęła prawie każdy weekend spędzać w leśniczówce na Mazurach.
I tak to się zaczęło.
Chcecie wiedzieć co było dalej…??? Bo nie wiem czy mam pisać…

  56 comments for “Taka jedna historia…

  1. ~Ela
    1 lipca 2017 o 07:50

    Chyba jesteś sadystką.!
    No pewnie ze pisać! !!
    :-)

  2. 1 lipca 2017 o 07:54

    A może tak zacząć chodzić, pomimo kleszczy i komarów po lesie? Może w dni targowe po stoiskach? Najpierw poczekam na finał tej opowieści, wtedy zdecyduję. Pociąga jak kryminał. Pozdrawiam. :)

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:13

      Zapraszam na cd.
      :-)

  3. 1 lipca 2017 o 08:01

    Co to w ogóle za pytanie?
    Chociaż … jak bez happy endu to nie pisz.

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:14

      Napiszę.

  4. ~Marek
    1 lipca 2017 o 08:04

    Dziewczyny mówią ze.jakaś Wielka Miłość na horyzoncie.
    Dopiero w poniedzialek?
    :-) :-) :-)

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:15

      Tak.
      :-) :-) :-)

  5. 1 lipca 2017 o 09:19

    A mój kolega leśnik nie mógł dostać samodzielnej „placówki” tak długo, dopóki się nie ożenił. Tłumaczył mi, że to była świadoma polityka jego zwierzchności, żeby młody leśnik wypatrywał w lesie poprocha cetyniaka i kopytnika kichawca, a nie ganiał za sarnami, skuszony ich ponętnymi szynkami.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:16

      Zapraszam na cd.

  6. ~ikroopka
    1 lipca 2017 o 09:34

    Pisz pan:) Koniecznie;)

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:18

      Sie robi.
      :-)

  7. 1 lipca 2017 o 09:42

    Oczywiście, że chcemy, ale już teraz mam ochotę się zgubić ;)

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:20

      Wpadnij w poniedzialek.
      :-)

  8. 1 lipca 2017 o 09:55

    Co za pytanie! A ja nigdy w lesie nie spotkałam spacerującego leśnika ;-)

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:24

      A ja znam jednego lesnika od wielu lat.
      :-)

  9. ~Jantoni
    1 lipca 2017 o 11:11

    I co dalej?

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:27

      Cierpliwosci…

  10. ~roksanna
    1 lipca 2017 o 11:29

    Piękna historia, i mam nadzieję na końcowy happy end, więc pisz, pisz, pisz!

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:29

      Piszę piszę. ..

  11. 1 lipca 2017 o 11:35

    Jak Ciebie znam Stokrotko, to się dobrze kończy. Pozdro

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:31

      Zapraszam w poniedzialek.

  12. ~Malgorzata
    1 lipca 2017 o 12:32

    Jak ja lubie bajki nawet jak sa prawdziwe!

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:46

      Ja też.
      :-)

  13. ~anabell
    1 lipca 2017 o 12:42

    Nie zadawaj głupich pytań i bierz się za pisanie!!!! ;))))

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 17:59

      Rozkaz!
      :-)

  14. 1 lipca 2017 o 15:41

    Pewnie, że chcę. :) .

  15. 1 lipca 2017 o 15:42

    Pewnie, że chcę, bardzo chcę. :) .

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 18:01

      To będzie cd.

  16. 1 lipca 2017 o 16:43

    I wkrótce Krzysio miał braciszka /siostrzyczkę…
    - „Bo to się zwykle tak zaczyna”…/ kończy…

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 18:02

      Różnie bywa…

  17. 1 lipca 2017 o 20:11

    Chyba domyślam się co będzie dalej… Urodzi się córka leśniczego, później napisze list i dojdzie do afery. Tym bardziej, że ów Jaś ze studiów to dzisiejszy minister od wycinki…

    • ~Stokrotka
      1 lipca 2017 o 20:15

      Niestety pudło!
      :-)

  18. maskakropka2
    2 lipca 2017 o 01:32

    Nie kokietuj, tylko pisz!

  19. 2 lipca 2017 o 08:30

    Czekam na cd. tej ciekawej historii.
    Pozdrawiam:)*

    • ~Stokrotka
      2 lipca 2017 o 09:18

      Zapraszam.

  20. 2 lipca 2017 o 10:50

    Dawno temu, nie znając lasu, pojechałam z grupą znajomych do lasu. Nie znając się na grzybach, zbierałam grzyby. Na chwilę straciłam grupkę z oczu, wiec zrobiło się nerwowo i zaczęłam szukać drogi. Wyłonił się niespodziewanie mężczyzna z wąsami, gdy zbliżał sie w moim kierunku, wystawiłam w jego stronę kozik do obcinania. grzybów. Musiał sie na pewno bardzo wystraszyć, bo zawołał z odległości paru metrów, że jest leśnikiem i pomoże mi wyjść z lasu i odszukać moich.
    Miał szczęście, bo bym chłopa zabiła….
    Twoja opowieść brzmi romantycznie, jasne, że pisz :)

    • ~Stokrotka
      2 lipca 2017 o 11:33

      Ale mialas przygodę Anusiu.
      :-)

  21. ~Joanna
    2 lipca 2017 o 11:23

    Czekam!!!! :)

  22. 2 lipca 2017 o 11:29

    Oczywiście ,że czekam na ciąg dalszy.
    W sprawie leśników to w młodości znałam ich niezlą ilośc. Bo koleżanka miała brata leśnika( baardzo przystojny) a ten miał kolegów (też niezwykle przystojnych) :))Ech ,byli to czasy:))

  23. ~Stokrotka
    2 lipca 2017 o 11:36

    Zapraszam już jutro.

  24. ~Krystyna R
    2 lipca 2017 o 16:15

    Jak u Anabel!

    • ~Stokrotka
      2 lipca 2017 o 17:24

      Pisze się.

  25. ~Azalia
    2 lipca 2017 o 17:46

    Jadziu, a może to o pewnym ministrze leśniku?
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      2 lipca 2017 o 17:59

      Re-witaj Grażynko
      :-)

  26. ~L.B.
    2 lipca 2017 o 21:43

    No pewnie, że chcemy więcej, Stokrotko! A przynajmniej ja bardzo jestem ciekawa dalszego ciągu.
    Samotnym matkom nie jest łatwo… Ale sobie radzą, przez co zasługują na ogromny szacunek.

    • Stokrotka
      2 lipca 2017 o 21:44

      Masz rację.

  27. 2 lipca 2017 o 23:03

    Pisać, koniecznie. Zwłaszcza jak ma być szczęśliwy koniec. A chyba się na to zanosi.

  28. ~Stokrotka
    3 lipca 2017 o 05:12

    Nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro…

  29. ~Andrzej Rawicz (Anzai)
    3 lipca 2017 o 05:43

    Leśnik i chory na astmę … obstawiam, że synek Kasi wyleczył się z tej astmy. Czekam.

    • Stokrotka
      3 lipca 2017 o 05:44

      Już jest ciąg dalszy…

  30. 3 lipca 2017 o 17:08

    Leśnik kawaler, to jak dwa takie same bataliony! Normalnie na takiego rodzynka dybie cała, miejscowa rada pedagogiczna :))) PS. Lecę doczytać :)

    • ~Stokrotka
      3 lipca 2017 o 19:04

      Leć!!!

Odpowiedz na „~MalgorzataAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *