Mazowieckie smaki

Całe życie mieszkam na Mazowszu i zupełnie nieświadomie zajadam się mazowieckimi specjałami. Nie wszystkimi, bo te bardziej ciężkostrawne odrzucam. Ale większość z nich przyrządzam sama, chociaż kucharka ze mnie marna.

Ale może trochę historii.
Najbardziej znany Mazowszanin którego muzyka dociera do najdalszych zakątków świata – czyli Fryderyk Chopin uwielbiał podobno pieczoną kaczkę. Do dzisiaj można taką pyszną pieczoną kaczką się zachwycać w słynnym lokalu „Na Kamiennych Schodkach” na warszawskim Starym Rynku.
Z kolei Marszałek Piłsudski w swoim „Milusinie” w Sulejówku pod Warszawą zajadał się jajecznicą z kiełbasą albo z mielonym mięsem i z cebulą. Taka jest bowiem jajecznica po mazowiecku.
Bohater „Lalki” czyli Stanisław Wokulski zajadał chłodnik, potem próbował polędwicy i zapijał ją piwem kozicowym.
Na „Stawisku” czyli w domu Jarosława Iwaszkiewicza jadało się głównie ryby: karpie łowione wprost z przydomowego stawu. Albo kuropatwy, które jeszcze do wojny podchodziły z pisklętami pod ganek.
Przedstawiciele szlacheckich rodów z Mazowsza rozkoszowali się głównie smakiem mazowieckich zup: grzybowej, żuru, rosołu staropolskiego z wątróbką i borowikami.
A biskupi płoccy nie gardzili bigosem, rydzami na maśle czy gruszkami w czerwonym winie.
Z kolei w pałacu w Radziejowicach raczono się pieczonym schabem w sosie śliwkowo-grzybowym, zrazami wołowymi i combrem z dzika.
W tym czasie w mazowieckich wsiach jadano kluski ziemniaczane z twarogiem i skwarkami, kiszkę ziemniaczaną /najlepsza była i jest przyrządzana w rejonie rzeki Liwiec/ i pierogi. Najlepsze były pierogi z drożdżowego ciasta z kapustę i borowikami, udekorowane skwarkami.

Może podam mazowiecki krótki przepis na karpia:
Najlepiej było by go przyrządzić jako pasztet z dodatkiem wątróbki, śliwek i czerstwej kajzerki namoczonej w śmietanie, albo uwędzić.
Ale nic nie zastąpi smaku skórki pieczonego w domu chleba, chłopskich dań z mąki, kapusty i cebuli.
Mazowieckie specjały przypominają dzieje Mazowsza. Dzięki nim odkrywa się kuchnie dawnych dworów i wielohektarowych majątków. A także zwykłych wiejskich chałup.
Dzisiaj tylko tyle, bo chciałam Wam narobić trochę smaku na Mazowsze.
Udało mi się choć trochę?

A może napiszecie jakie są smaki tam gdzie mieszkacie???

  66 comments for “Mazowieckie smaki

  1. 21 czerwca 2017 o 05:56

    Prawdą jest, że chłopy są dobrymi kucharzami. Nie wyjdę jednak przed szereg, pozostawiam Panie na czele pochodu. Ta jajecznica z mielonym mięsem i cebulką musi być ciekawa. Marszałek wiedział co dobre, mnie już smakuje. Intryguje mnie rosół staropolski z wątróbką i borowikami. Znalazłem przepis, trudna sprawa, ale kiedy spróbuję. Podstawowe potrawy potrafię sobie przygotować, ponoć nieźle mi to idzie. Na koniec powiem: czy to po mazowiecku, czy po świętokrzysku, jedzonko ma być z produktów jadanych, ugotowane, przyprawione do smaku. Wszystko wtrącę. Idę leżeć bo mnie pan kręgosłup nawalił. Dziękuję. Smacznego ! :)

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:36

      Całkowicie się z Tobą zgadzam Jędrusiu.
      I zdrowia życzę.
      :-)

  2. ~Ela
    21 czerwca 2017 o 06:18

    Stokrotko ja mam za rzeką Szwabów, więc moja kuchnia taka trochę polsko-niemiecka.
    A dzisiejszym tekstem to mi smaku narobiłaś.
    :-)

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:36

      To chyba dobrze, prawda?
      :-)

  3. 21 czerwca 2017 o 06:29

    Oj, narobiłaś smaku, narobiłaś. Z tym większym apetytem jem właśnie owsiankę na śniadanie. Uwielbiam polską kuchnię, na moim Podkarpaciu najpyszniejsze pierogi ruskie i nie tylko, bigosy, rosoły, mielone i kopytka. Niech owoce morza /których nie lubię, chociaż modne/ schowają się. Serdeczności ślę, Jagódko :)

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:37

      Anusiu – pierogi ruskie – najlepsze na świecie robiła moja Mama.
      :-)

  4. 21 czerwca 2017 o 07:14

    Dobrze, ze czytałam po śniadaniu, przy kawie, bo bardzo smakowicie piszesz. Za kaczką nie przepadam, jajecznica u nas też z kiełbasą lub na szynce i ze szczypiorem :-)
    Wielkiego karpia dostałam od Gabrysi i Bogdana z Mysłowic, bo on łowi i zrobiłam rybę właśnie w postaci zapiekanki z warzywami, pycha.
    Typowo kujawskie dania gotowała moja babcia, ja najbardziej lubiłam kluski ziemniaczane z różnymi dodatkami, zupę dyniową z pyzami, pure z marchwi nagotowanej na wołowinie, zupę z ogonów na kwasie z kapusty, ozory w sosie chrzanowym. Nie wiem czy to typowo kujawskie, ale tak gotowała babcia.

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:38

      Asiu – przypomniało mi się jak mi mówiłaś, że ta Izba Kujawska w Parku Solankowym to taka jak u Twojej Babci.
      :-)

  5. ~Marek
    21 czerwca 2017 o 07:27

    Właśnie mi dziewczyny zrobiły awanturę, bo wczoraj zapomniałem kupić świeże pieczywko.
    I teraz stare buły jemy…………
    :-) :-) :-)

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:39

      To Ty się żle starasz Marku!!!
      :-) :-) :-)

  6. 21 czerwca 2017 o 07:28

    A to ja nie wiedziałam, że jajecznicę po mazowiecku jadam!
    Oooo, Jaroussky śpiewa w radiu! To najlepsze dla mnie śniadanie :-))

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:40

      Do Jarousskiego to najlepsza dobra kawa!!!
      :-) :-) :-)

  7. 21 czerwca 2017 o 07:41

    Nie sposób napisać, co jadam, gdyż jako kundel (Matka z Mazowsza, Ojciec z Kielecczyzny, brat z Gdańska, żona z Łomży) jadam wszystko i … wszystko mi smakuje:) PS. W sobotę wypróbuję tę jajecznicę z mięsem mielonym!

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:43

      To potem napisz na swoim blogu o wrażeniach po zjedzeniu tej jajecznicy.
      :-)

  8. 21 czerwca 2017 o 07:50

    No i narobiłaś nam apetytu :)
    Dzięki Tobie Aniu wiem, że ten rosół z wątróbkami pochodzi z Mazowsza, Kiedyś o takim rosole pisałam, ale dokładnie o jego pochodzeniu nie wiedziałam.
    http://babuni-blog49.blog.onet.pl/2010/10/27/rosol-krolewski-po-polsku/. Ciekawa jestem tego smaku jajecznicy zrobionej z mięsem mielonym, muszę kiedyś spróbować.I powiem krótko – nasza Polska kuchnia jest najlepsza, a zwłaszcza staropolska. Szkoda, że tak mało o niej wiemy.

    Serdeczności.

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:52

      Witaj JaGo.
      Wprawdzie na imię mam Jadwiga ale i tak występuję na blogu jako Stokrotka więc to nie ma żadnego znaczenia.
      Czekałam na Twój komentarz – wiedziałam że coś ciekawego napiszesz. Przecież jesteś znawczynią polskiej kuchni.
      Serdeczności.
      :-)

      • JaGa
        21 czerwca 2017 o 08:17

        A ja tak w zasadzie jestem Grażyna lub Maryla, moja mama miała na imię Jadwiga i stąd jest JaGa. Chciałam poprawić ten link, który podałam a tu coś mi Onet pomieszał i cały czas wychodzi mi Error, więc na razie dałam sobie spokój z tym linkiem. Mam nadzieję, że potem będę mogła go poprawić o ile jeszcze będzie. Oj tam, zaraz znawczynią, po prostu lubię to :)

        Buziole.

        • ~Stokrotka
          21 czerwca 2017 o 08:29

          Jesteś znawczynia i już !!!

          • JaGa
            21 czerwca 2017 o 08:31

            no to dzięki :)

            • ~Stokrotka
              21 czerwca 2017 o 08:39

              :-)

  9. 21 czerwca 2017 o 07:52

    Smacznie to wszystko zabrzmiało.
    Mam wrażenie ,że kiedyś jadało się ciekawiej….
    Na dokładkę jadali bez chemii i konserwantów.
    Tego im zazdroszczę.

    • Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 07:53

      Ale sposoby przechowywania żywności pozostawiały wiele do życzenia.
      :-)

      • JaGa
        21 czerwca 2017 o 08:29

        Może przechowywanie żywności nie było takie jak dzisiaj, ale ludzie mieli sposoby na jej przechowanie, przetwarzanie, by się tak nie psuła. Jedno co muszę przyznać Krysi – to jedno, że żywność podówczas niebyła tak naszpikowana chemią. I nie wiem co lepsze: niezbyt świeża żywność – czy żywność napakowana chemią?!

        • ~Stokrotka
          21 czerwca 2017 o 08:41

          Chyba jednak gorsza jest zywnosc zepsuta.

          • JaGa
            21 czerwca 2017 o 09:07

            No jasne, że zepsuta jest niezdrowa, ale przecież nikt (chyba) takiej niejadał. Ja bym nie jadła. Na pewno ludzie mieli swoje sposoby, żeby jedzenie było jak najdłużej świeże. A teraz co masz, kupisz wędlinę poleży kilka dni w lodówce i już się robi nieprzyjemna (obślizła i fuj!)..
            A wiesz, zainspirowałaś mnie tym tematem i muszę kiedyś przygotować o tym materiał jak to kiedyś przechowywano żywność, aby zdrowym być i więcej nic… :)

            • ~Stokrotka
              21 czerwca 2017 o 10:11

              To czekam JaGo na Twój tekst.

  10. 21 czerwca 2017 o 08:29

    Nie wiedziałam, żejest jakaś specyficzna mazowiecka kuchnia. No, możepoza tymi specjałami, o których pisał Wiech. Ale to raczej smaki wyłącznie warszawskie.
    Tutejsze smaki? Och, to temat na kilka wpisów. Do których od dawna się zabieram.

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 08:43

      To czekam na kuchnię indonezyjska.
      :-)

  11. ~gordyjka
    21 czerwca 2017 o 09:57

    Kiedy przeprowadziłam się do Zaścianka (lata temu), każda z moich Sąsiadek (11 sztuk) wychowywała się w innym rejonie Polski. Przywiozły różne zwyczaje, tradycje, gwary, a przede wszystkim różne „jadłospisy”…Istna kulinarna „wieża babel”…Wymieniałyśmy się tymi przepisami, a nawet organizowałyśmy sąsiedzkie imprezy dedykowane…Polegało to na częstowaniu sąsiadów regionalnymi specjałami…
    Dawno to było, ale prawda…;o)

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 10:13

      Gordyjeczko -najwazniejsze ze to byla prawda.
      :-)

  12. ~ikroopka
    21 czerwca 2017 o 10:07

    Kuchnia w domu rodziców była krakowska, z przewagą wschodnio-małopolskiej i dodatkiem warszawskiej, no bo tata był przecież z Warszawy;)
    Najbardziej chyba charakterystyczny był żur grzybowy, który robię co roku na Wigilię, ale już nie jem, odkąd wiem, że mi grzybów nie wolno:(((

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 10:16

      Pamietam Ewo Twoje związki z Rzeszowem.
      :-)

      • ~ikroopka
        21 czerwca 2017 o 12:29

        :)

        • ~Stokrotka
          21 czerwca 2017 o 12:38

          Przy sasiedniej ulicy mieszkala moja ciocia.

  13. ~A.
    21 czerwca 2017 o 10:48

    Na Północnym Mazowszu znana jest zupa o nazwie czernina:)

  14. ~Stokrotka
    21 czerwca 2017 o 11:08

    Dziękuję serdecznie.
    :-)

  15. 21 czerwca 2017 o 11:34

    1. Tak ogólnie:
    a. – czernina znana jest w całej Polsce i na Litwie [vide czarna polewka]
    b. ruskie pierogi [głównie Lubelszczyzna] mają z Rosją czy tylko z Rusią tyle wspólnego co fasolka po bretońsku z Bretanią.

    2. Do Gospodyni bloga:
    - a. Oj, smaku to nam narobiłaś.
    - b. A „kartofle bryzgane” znasz [to z Kurpi]? – Jeśli nie – gorąco nie polecam.

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 11:47

      No tak – toż Jacek Soplica czarną polewka zostal poczestowany.
      A kartofle to znam „psiukane” po góralsku
      :-) :-) :-)

  16. 21 czerwca 2017 o 14:05

    Co prawda to danie jest z moich stron rodzinnych, ale jednak uważam je za wyjątkowo obrzydliwe. Pewnie dlatego, że w domu moich rodziców się nie pojawiało.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 17:36

      Dziękuję ale otworze dopiero jutro wieczorem bo w komórce nie da rady.
      :-)

      • 21 czerwca 2017 o 21:43

        Bueee! No faktycznie obrzydliwe.:)))

        • ~Stokrotka
          22 czerwca 2017 o 04:43

          Aż tak?

  17. ~anabell
    21 czerwca 2017 o 14:21

    Wprawdzie na Mazowszu mnie bocian zwodował, ale zupełnie nie wiem czy to co lubię jest takie „mazowieckie”. Ryb nie tykam, ale grzyby leśne w każdej postaci lubię. Mogę przeżyć długo tylko na orzechach wszelakich i czekoladzie. Mięso- tylko na zimno jako wędlinę, ale koniecznie „uszlachetnione” w trakcie bejcowania cynamonem, curry, gozdzikami- to chyba mało mazowieckie.
    Prawdziwe pyzy , takie z surowych i gotowanych kartofli, koniecznie z dziurką i polane stopionym boczkiem. Danie chłopskie i chyba ogólnopolskie.
    Warzywka różne smażone koniecznie na oleju kokosowym – same lub panierowane w mące kokosowej. Pycha i nie tuczy!!!! Tylko chyba mało mazowieckie.
    I jeszcze Pavlova , najlepiej z malinami lub poziomkami, ale to chyba też mało mazowieckie.
    Kiedyś dobrą kaczkę serwowali nad Trasą Łazienkowską, tuż przy Polnej.
    Ale to było dawno;(
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 17:39

      Tak czy inaczej duzo różnych smaków będziesz musiała z Polski zabrać.
      :-)

  18. 21 czerwca 2017 o 15:08

    Ciekawy przepis na jajecznicę. Szczerze to ja nic z tych rzeczy nie jadam w takich połączeniach. Ryby bardzo lubię smażone, czasem wędzoną zjem, ale karpia akurat i szczupaka nie lubię. Karpiem się raczę, jak muszę, zwykle w Wigilię ;D. Hmm, u mnie to chyba nie ma takiej potrawy właściwej regionowi. Na pewno takim specjałem jest paprykarz, no i piwo, które można dostać tylko w naszym województwie, tak słyszałam, że tylko u nas ono jest, bo dla mnie to normalne, że je widuję na półkach w sklepie. Nie kupuję, żeby nie było xD. I co jeszcze? Hmm, nie mam pojęcia, ale jako ciekawostkę powiem, że jak poznałam kilku Ukraińców to śmiali się z naszej polskiej pomidorowej, co dla mnie było zupełnie niezrozumiałe.

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 17:43

      To faktycznie dziwne ze z takiej pychoty jak zupa pomidorowa ktoś się śmiał.
      :-)

      • ~L.B.
        21 czerwca 2017 o 20:50

        Wywnioskowałam, że oni albo takiej zupy nie znali i nie gotują jej u siebie, albo chodziło o wyrażenie językowe. U nich zupa pomidorowa to bodajże tomata pasta, tak to chyba określali. Nie znam ukraińskiego, trudno mi powiedzieć, co ich tak bawiło, ale śmiali się niesamowicie, jakby to był niezły żart ta zupa pomidorowa. ;)

        • ~Stokrotka
          22 czerwca 2017 o 04:45

          Rozumiem.

  19. 21 czerwca 2017 o 18:25

    Ja jestem Mazowszanka z importu, ale to było tak dawno, że tamtych smaków dolnośląskich nie pamiętam. Ale kaczkę opanowałam w stopniu wysokim, rozpływa się pod widelcem:) Nie wiedziałam, ze jest typowa dla Mazowsza…

    • ~Stokrotka
      21 czerwca 2017 o 19:25

      Można powiedziec że to mazowiecka kaczka pieczona.
      :-)

  20. 21 czerwca 2017 o 18:46

    A niegdysiejszej Mazowieckiej już, niestety, nie ma… Żal…

  21. ~Stokrotka
    21 czerwca 2017 o 19:26

    I smutno Ci?

  22. ~gabi
    21 czerwca 2017 o 21:05

    Witaj Stokrotko
    Smakowicie się zrobiło na blogu.Znając moje zamiłowanie do gotowania w wolnych chwilach,a tym bardziej do jedzenia to spróbuję swoich sił kulinarnych. Niedzielny śląski łobiod to nudelzupa,rolada,kluski śląski i modro kapusta.Na deser szpajza.Smacznego!!

    • ~Stokrotka
      22 czerwca 2017 o 04:48

      No to się dowiedzialam ze jesteś Slazaczka.
      :-)

  23. 21 czerwca 2017 o 21:49

    W moich rodzinnych stronach to jakoś sobie nie przypominam szczególnych potraw. Z lokalnych specjałów to mogę wymienić napój – jałowiec. Sporządzany m.in. z chmielu i jałowca. Bezalkoholowy, w dzieciństwie zastępował colę. Produkowany do dziś, bardzo smaczny.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • ~Stokrotka
      22 czerwca 2017 o 05:00

      Dziękuję Grażynko.
      ;-)

  24. 21 czerwca 2017 o 22:08

    Ja też całe życie Mazowszanin , ale najlepszy i najbardziej zapamietany posiłek jadłem w wieku 122 lat w okolicach Sokółki. Była to pajda upeczonego w domu chleba, posmarowana masłem domowego wyrobu, a na to grube plastry białego sera i na sam wierzch dżem ze smorodiny czyli czarnej porzeczki. Do popicia maślanka chłodzona w studni. Nigdy nie zapomnę tych smaków i zapachu

    • ~Stokrotka
      22 czerwca 2017 o 05:03

      Bo są takie smaki ktorych się nie zapomina.

  25. 22 czerwca 2017 o 01:06

    I po co ja Twój wpis przeczytałam w nocy? Smaka mi okropnego narobiłaś, więc skończy się na szperaniu w lodówce ;) Pyszności, a szczególnie ta kaczka pieczona, w moim domu rodzinnym podawana zawsze z pieczonymi jabłkami.. oj, już ślinkę przełykam. Choć na dzisiejszą ciepłą noc, to bardziej chłodnik by pasował. Nie powiem, też bym zjadłabym. Wokulski zajadał się chłodnikiem na Mazowszu, ale chłodnik to chyba takie danie z krain bardziej na wschód położonych? W każdym razie chłodnik litewski przepyszny robiła moja babcia, która pochodziła z Kresów.

    • ~Stokrotka
      22 czerwca 2017 o 05:46

      Oczywiście ze kaczka tylko z jablkami a chlodnik to z Kresów.
      :-)

  26. 22 czerwca 2017 o 11:01

    Też nie wiedziałam, że jadam jajecznicę po mazowiecku. Kaczki nie lubię. Za to smakują z wszelkimi omastami kopytka i często je robię. Są pycha. Na robiłaś mi apetytu na te mazowieckie smakowitości.
    Pozdrawiam:)*

    • ~Stokrotka
      22 czerwca 2017 o 15:19

      Bo one są smakowite te smakowitości!
      :-)

  27. 22 czerwca 2017 o 22:41

    Każdy region ma swoje ulubione smaki i dobrze, że ludzie dzielą się przepisami.
    Wzbogacenie naszych przysmaków o kolejne regionalne to znakomity pomysł.
    Pozdrawiam cieplutko :)

    • ~Stokrotka
      23 czerwca 2017 o 04:58

      To prawda Jolu.
      Pozdrawiam serdecznie.
      :-)

  28. 25 czerwca 2017 o 23:38

    No i okazało się, że wiele potraw jem po mazowiecku mimo że pochodzę ze świętokrzyskiego. Po prostu u nas podobnie się jada:)

  29. ~Stokrotka
    26 czerwca 2017 o 08:01

    To prawda.
    :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *