Portret

skanowanie0002

Ten mój tekst od 18 lutego 2013 roku znajduje się na portalu pisarze.pl
—————————————————————————————————–
„Twórczość Delacroix wydaje się niekiedy swego rodzaju sztuką przypominania o wielkości i naturze człowieka wszech czasów” – tak powiedział Charles Baudelaire o wielkim współczesnym mu malarzu Eugene Delacroix. Osobowość jego scharakteryzował następująco: „Niezmierzona pasja, spotęgowana niesamowitą wolą… W jego dziełach widać tylko postęp…”
Eugene Delacroix był przez sobie współczesnych podziwiany i chwalony ale też lżony i ostro krytykowany. Pozostawił po sobie ponad 800 obrazów, najznakomitsze freski jakie powstały w ciągu XIX wieku, ponad sześć tysięcy rysunków oraz ponad sto akwafort i litografii.
Znany jest głównie dzięki rewolucyjnemu obrazowi „Wolność wiodąca lud na barykady” na którym przedstawiona jest pół-naga kobieta z trójkolorowym sztandarem w dłoni. Kroczy ona przez barykadę pokrytą ciałami paryżan poległych w czasie rewolucji francuskiej.
Eugene Delacroix znany jest też jako twórca wspaniałego, najbardziej chyba popularnego portretu Fryderyka Chopina. Ten olejny portret na płótnie o rozmiarach 46 cm x 38 cm jest częścią nigdy nie ukończonego obrazu pt: „Chopin i George Sand”. Został namalowany ok. 1838 roku. Obraz został rozcięty. Dokonał tego zapewnie sam twórca. Ale czy zrobił to na skutek prośby Chopina czy też George Sand, tego też nikt nie wie. Jak wiadomo para ta po burzliwym związku rozstała się. Ta część obrazu na której jest George Sand znajduje się w zbiorach Ordrupgaard-Museum w Kopenhadze.
W portrecie tym Delacroix przedstawił najprawdziwszy i najbardziej wnikliwy obraz skomplikowanej osobowości Chopina. Był on bowiem jak każdy twórca osobą niesamowicie samotną. Wyjątkowo samotną, bo któż mógł tak wybitnego człowieka zrozumieć? Fryderyk Chopin był osobą przewrażliwioną ale i bardzo despotyczną i egoistyczną. Zamknięty, zawsze zamyślony, chmurny, drażliwy i skupiony tylko na sobie i swojej twórczości. A jak wiadomo Chopin był utalentowany nie tylko w dziedzinie muzyki. Był także uzdolniony literacko; dowodem na to są liczne, zachowane listy do rodziny i przyjaciół. Pięknie też rysował i miał zdolności aktorskie.
Podobno jeśli chodzi o kobiety to rozumiała go najlepiej właśnie George Sand, ale on starał się tego nie dostrzegać… zazdrosny o jej niezależność, sławę i ekstrawagancki tryb życia. Interesowały go z resztą tylko jego własne przeżycia.
Twórcę portretu łączyła z kompozytorem, a także z George Sand serdeczna przyjaźń. Kilka lat po pobycie u obojga na wsi w Nohant Delacroix tak napisał o Chopinie: „Bardzo go lubię, to nadzwyczaj wytworny człowiek, to najprawdziwszy artysta, jakiego spotkałem w życiu”. Malarz prowadził z Chopinem „niekończące się rozmowy w cztery oczy”. Pewnie dlatego udało mu się stworzyć tak trafny wizerunek Najwybitniejszego Polaka.
Stosunek tych dwóch wybitnych osób do siebie określiła w następujący sposób George Sand: „Chopin i Delacroix są sobie bardzo oddani. Mają bardzo podobne charaktery i są obdarzeni tymi samymi przymiotami ducha i serca. Co do sztuki jednak, to wprawdzie Delacroix rozumie i wielbi Chopina, lecz Chopin nie rozumie Delacroix. Szanuje i poważa w nim człowieka /…/, lecz nie lubi go jako malarza. Delacroix kocha muzykę, ma wyrobiony, wytrawny gust, może bez końca słuchać Chopina /…/. Chopin przyjmuje to uwielbienie, jest nim wzruszony, ale patrząc na obrazy przyjaciela – cierpi i nie jest w stanie powiedzieć o nich ani słowa”.
Delacroix można by nazwać największym kolorystą XIX wieku, gdyby przyjąć, że pojęcie to oznacza artystę, który myśli, czuje i wyraża się poprzez kolory, który oczami duszy widzi ich jednolitą kompozycję, a dopiero potem zaczyna dostrzegać poszczególne części i detale formy.
Malarz sycił oczy zebranymi w Luwrze obrazami mistrzów koloru, a przede wszystkim Rubensa. Czerpał inspiracje z dzieł Goethego, Scotta, Byrona i Victora Hugo. Lektury te rozpaliły jego romantyczną naturę, owładnęły jego duszą. To za ich sprawą stał się najwybitniejszym spośród romantyków w malarstwie. Wiele przedstawianych przez niego tematów pochodziło z utworów uwielbianych pisarzy i poetów. Ukazując je, artysta nie ograniczał się do prostej ilustracji wybranych fragmentów, ale za pomocą języka malarstwa starał się wyrazić najbardziej poruszające emocje ludzkiego serca.
Kiedy w sierpniu 1863 r. składano do grobu ciało Delacroix, okazało się, jak niewiele znaczył on dla oficjalnych sfer swej epoki. Rząd francuski, prawdopodobnie nie powiadomiony, nie przysłał swego przedstawiciela. Za trumną Eugene Delacroix nie jechał ani jeden dworski powóz.
Dopiero kilkadziesiąt lat później Paul Cezanne powiedział: „My wszyscy jesteśmy z Delacroix”. Stał się bowiem Delacroix wielkim autorytetem dla artystów , którzy pod koniec XIX wieku tworzyli podstawy sztuki nowoczesnej.
Pod koniec życia Paul Cezanne tak pisał w liście do Emila Bernarda: „Nie wiem czy moje słabe zdrowie pozwoli mi zrealizować kiedykolwiek moje marzenie – namalować apoteozę Delacroix”.
Ale wróćmy do portretu Fryderyka Chopina.
Ten nieukończony portret jest wyeksponowany od 1907 roku w paryskim Luwrze. Gdy w 2000 roku zwiedzałam to muzeum bardzo długo przyglądałam się twarzy Wielkiego Kompozytora. Widać na niej ślady pędzla malarza. Jestem pewna, że żaden inny malarz nie oddałby lepiej złożonego charakteru Fryderyka Chopina. Portret jest niezwykły i sprawia wrażenie, że przy każdym kolejnym spojrzeniu twarz się zmienia albo my dostrzegamy w niej coś innego. Jakimś tajemniczym szczegółem Delacroix budował wrażenie twarzy żyjącej i cierpiącej. Wydaje mi się, że w oczach Chopina widoczny jest ból.
Gdy kilka lat później oglądałam film „Pragnienie miłości” z Piotrem Adamczykiem w roli Chopina stanęła mi jak żywa przed oczami twarz Kompozytora z portretu namalowanego przez Delacroix.
I jeszcze Charles Baudelaire:
/…/”Czym więc jest to tajemnicze coś, co Delacroix lepiej oddał, ku chwale naszego stulecia, niż ktokolwiek inny? Jest to coś, czego nie widzi oko, coś niepojętego, sen, nerw, dusza: oddał to nie posługując się żadnymi innymi środkami oprócz linii /…/, lepiej niż ktokolwiek inny – z doskonałością prawdziwego malarza, z wnikliwością subtelnego narratora, z ekspresją pełnego pasji muzyka /…/ . Ten bardzo szczególny i nowatorski talent Eugene,a Delacroix, który pozwolił mu tylko za pomocą koloru stworzyć to, co można by nazwać atmosferą ludzkiego dramatu lub stanem duszy artysty – ten całkowicie samoistny talent zawsze przysparzał mu sympatii wszystkich /…/ niezmierzona pasja, spotęgowana niesamowita wolą – oto, kim był ten człowiek”.

———————————————————————————————————

Przy pisaniu tekstu korzystałam z informacji zawartych w następujących albumach:
„W kręgu sztuki Eugene Delacroix” Wyd. Henschelverlag Berlin 1974/ Arkady Warszawa 1980.
„1000 arcydzieł malarstwa” Wyd. Olesiejuk 2009.

  52 comments for “Portret

  1. ~Ela
    6 czerwca 2017 o 06:43

    To jest tekst na bardzo wysokim poziomie.
    Nie znałam go wcześniej.
    Pozdrawiam Stokrotko.
    :-)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:45

      Mam nadzieję, że Ci się spodobał.
      :-)

  2. 6 czerwca 2017 o 06:49

    Bardzo interesujący post, wręcz wykład o trudnej sztuce malarskiej i nie mniej trudnym modelu. Nie wiem, dlaczego nie czytałam tego w Pisarzach ? Pozdrawiam serdecznie, Jagódko :)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:46

      Miałam dobre ściągawki do napisania tego tekstu :-))
      Serdeczności Anusiu.

  3. 6 czerwca 2017 o 07:28

    Pamiętam ten tekst. I nawet jakiś czas temu widziałam zestawienie obu rozciętych portretów i ich omówienie. Ktoś twierdził, że portret Sand w tym dyptyku jest inny, a wręcz słabszy artystycznie.

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:46

      Kopia tego portretu była /mam nadzieję, że nadal jest/ w Muzeum Chopina na Tamce.
      :-)

  4. 6 czerwca 2017 o 07:29

    Portret niezwykły i opowieść o nim wspaniała.
    Czasem się zastanawiam czy to co widzimy w jakimś dziele rzeczywiscie tam jest, czy to tylko nasza wyobraźnia. Co by na naszą interpretację powiedział twórca?

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:47

      Ciekawe co sam twórca tego portretu w nim zobaczył…
      :-)

  5. 6 czerwca 2017 o 08:17

    Jest coś w tej twarzy, jakiś uchwycony, przelotny wyraz, który daje do myślenia, niczym portret psychologiczny…o ile tak można mówić o portrecie malarskim.

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:48

      Bo to jest wybitny portret Asiu.
      :-)

  6. ~Marek
    6 czerwca 2017 o 08:23

    No i co ja mam napisać? No co?
    :-) :-) :-)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:48

      No… zupełnie nic…
      :-) :-) :-)

  7. 6 czerwca 2017 o 08:24

    No cóż… Szopen to nie Kaczyński czy inny Lenin – nie musiał być we wszystkim nieomylny. Delacroix „znał się ” na Szopenie, Szopen „nie znał się” na Delcroix`ie. Ja nie znam się na Szopenie zupełnie, a Delacroix wprawia mnie w stan żenady swoimi nazbyt manierycznymi i stanowczo zbyt pstrokatymi „arabsko-haremowymi” i pseudo-antycznymi scenami, zaś pełen jestem podziwu nad jego „Płaczką cmentarną”, „Kobietą szaloną”, portretami Frederica Villota, Szopena i oczywiście „Wolnością wiodącą lud na barykady”… Quod libet…

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:49

      Czyli potwierdzasz, że portrety stworzył wspaniałe.
      Pozdrawiam.

  8. 6 czerwca 2017 o 08:44

    Ja nie widzę bólu w Jego twarzy, raczej jakby o czymś intensywnie myślał.
    Portret piękny. :) .

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:50

      W końcu miało czym myśleć. No i słyszał ciągle tę muzykę…
      :-)

  9. 6 czerwca 2017 o 08:46

    Co może człowiek jeśli się nie zna na sztuce? Może powiedzieć o swoich odczuciach patrząc na obraz. Co widzę? Widzę zapatrzonego, skupionego, może nawet zamyślonego, na pewno wyrazistego Chopina, Czy patrzy w kierunku George Sand? Tego nie wiem, możliwe. Natomiast autorka tego wpisu zachwyca wiedzą, stylem. Gratuluję i pozdrawiam. :)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:51

      Dziękuję Jędrusiu.
      :-)

  10. 6 czerwca 2017 o 08:49

    Wielcy ludzie zawsze mieli pod górkę,
    a wszystko zależy jeszcze od mody na danego malarza :-)))

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:51

      Jasne, że tak.
      :-)

  11. 6 czerwca 2017 o 08:59

    A ja tak sobie pomyślałam, jak dziś, w dobie zalewu zdjęć, trudno oddać prawdę o człowieku. Ilość jednak nie idzie w parze z jakością.
    Nie jestem fanką romantyzmu, zwłaszcza w malarstwie, ale z przyjemnością przeczytałam Twój tekst.

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 09:52

      Miło mi, jeśli Ci się spodobało.
      :-)

  12. 6 czerwca 2017 o 10:35

    Jeden tekst i historii. Majstersztyk!

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 19:33

      Powiedzmy sobie, że nie jest najgorszy ten tekst.
      :-)

  13. ~Jantoni
    6 czerwca 2017 o 10:49

    Dziękuję!!!

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 19:34

      Bardzo proszę.
      :-)

  14. 6 czerwca 2017 o 12:18

    Ja też dziękuję.
    I taka refleksja:
    Bo artyści z regóły są nadwrażliwcami i interwykami, których „świat nie rozumie”… ;-) Widzą/słyszą otaczający ich świat … inaczej (?).
    Portret Fryderyka Chopina przepiękny.

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 19:34

      Całkowicie się z Tobą zgadzam Dagmaro.
      :-)

  15. 6 czerwca 2017 o 15:34

    Ciekawy portret artysty.
    Pozdrawiam :)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 19:35

      Też tak uważam.
      :-)

  16. 6 czerwca 2017 o 16:24

    Piękny tekst i bardzo interesujący portret.
    też widziałam go w Luwrze.
    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 19:36

      Witaj Łucjo.
      Dawno Cię u mnie nie było.
      Dziękuję Ci.
      :-)

  17. ~Malgorzata
    6 czerwca 2017 o 19:17

    I przedstawienie obrazu, i charakterystyka Chopina -piękne i madre. Ale trzeba przyznać, ze samotność geniuszy jest cena ich wyjatkowosci – na co dzień trudno wytrzymać z egocentrykiem, wspólne zycie wymaga kompromisu, a Sand miała dzieci, dom, sluzbe no i własne ambicje.

  18. ~Stokrotka
    6 czerwca 2017 o 19:37

    Małgosiu – George Sand miała do naszego Frycka anielską cierpliwość.
    On był zazdrosny o wszystko i o wszystkich.
    Pozdrawiam pięknie.
    :-)

  19. 6 czerwca 2017 o 20:19

    Poznałem jednego geniusza i dziękuję Bogu, że nie znam ich więcej. Był b. trudnym człowiekiem, choć – przyznaję to – potrafił być czarujący. Co z tego, gdy zwykle nie był.
    Dlatego z dużą powściągliwością czytam zachwyty nad kolejnymi geniuszami umysłu i wolę być od nich z daleka.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 20:38

      Chyba nie zrozumiałam jak to się ma do mojego tekstu.
      Ale to bez znaczenia.
      Pozdrawiam

      • 7 czerwca 2017 o 11:36

        Myślałem, że kieliszek wina mnie uskrzydla, a tu zimny prysznic. Przepraszam za to, że napisałem tak mętnie. Kolejnym razem będę się starał być bardziej klarownym.
        Pozdrawiam

        • ~Stokrotka
          7 czerwca 2017 o 11:38

          A może wcześniej daj jakiś znak żebym i ja jakiś kieliszek wypiła.

  20. ~anabell
    6 czerwca 2017 o 23:20

    Fryderyczek był z natury wielce kapryśnym osobnikiem. Ale każdy geniusz , niezależnie od tego w jakiej dyscyplinie, jest wielce trudny w życiu codziennym. Na domiar złego był chory i wiesz, to podobno wcale nie była gruzlica tylko mukowiscydoza.
    Wiesz , z odbiorem malarstwa jest baardzo różnie- jedni uwielbiają Tintoretta, inni Picassa a jeszcze inni Delacroixa lub Klimta. I niewiele to ma wspólnego z relacjami osobistymi.
    Poza tym mam wrażenie, że jednak inaczej odbiera się muzykę i zupełnie inaczej sztuki wizualne.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      7 czerwca 2017 o 05:10

      No i teraz zgadnij czy ja się z Tobą zgadzam czy nie????
      :-)

      • ~anabell
        8 czerwca 2017 o 08:04

        Nie mam pojęcia.Ale wiem, że można kogoś kochać a jednocześnie nie zachwycać się tym co tworzy. Odwrotny układ też istnieje. Ale nie wykluczam, że tylko ja tak mam, co nie jest dziwne u takiej świrówy jak ja.

        • ~Stokrotka
          8 czerwca 2017 o 08:39

          „Świrów ci u nas dostatek”
          :-).

  21. 6 czerwca 2017 o 23:25

    Chwała Ci, Stokrotko za przypomnienie, boć przecież połączyłaś w jedno: swój interesujący tekst, malarstwo i muzykę, a więc pisz, wymaluj to, za czym przepadam – pozdrawiam z Boulogne we Francji

    • ~Stokrotka
      7 czerwca 2017 o 05:11

      Dziękuję.
      A kiedy Ty wreszcie wrócisz???
      :-)

  22. ~Lena Sadowska
    7 czerwca 2017 o 02:07

    Witaj, Stokrotko.

    Po sadystycznym skąpstwie klasycystów twórczość Chopina czy Delacroix uznać by można za szokujące wręcz rozpasanie na polu Sztuki:) Oczywiście – mam na myśli „szafowanie” środkami artystycznymi.

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      7 czerwca 2017 o 05:12

      Masz oczywiście rację Leno.
      Serdeczności.
      :-)

  23. 7 czerwca 2017 o 14:03

    I pomyślec ,że taki był mały Frycek pupil mamusi

    • ~Stokrotka
      7 czerwca 2017 o 14:05

      Z pewnością od początku wiedziała że ma wybitne dziecko.

  24. ~L.B.
    7 czerwca 2017 o 14:47

    Bardzo ciekawy tekst. Nie słyszałam wcześniej o tym malarzu. Ach, ten nasz Chopin, miał w sobie coś, co trudno opisać. O nim też napisałaś jakiś artykuł?

    • Stokrotka
      7 czerwca 2017 o 19:27

      O Chopinie napisałam kilka artykułów – są na moim poprzednim blogu.
      Może kiedyś niektóre z nich powtórzę.
      :-)

  25. 9 czerwca 2017 o 22:20

    Przeczytałem z miłą chęcią. Pozdrawiam :)

    • ~Stokrotka
      10 czerwca 2017 o 04:35

      Dziękuję.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *