Salon Warszawski /Z cyklu „Wracam do Warszawy”/

 

skanowanie0016

skanowanie0014

skanowanie0013

skanowanie0015

Ostatnio często przebywam na podwarszawskiej działce.

A gdy wracam do Warszawy to idę do Łazienek Królewskich albo na Stare Miasto.
Albo spaceruję po Warszawskim Salonie.
Ten „salon” zaczyna się na Placu Zamkowym a kończy przy Belwederze.
To wyjątkowa ulica, a właściwie kilka ulic /Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat i Aleje Ujazdowskie/ zwana także Traktem Królewskim. Królewskim, bo tędy jeździli królowie z Zamku do Łazienek i dalej do Wilanowa.
Ale o tym wszystkim to z pewnością wiecie.
Ale może nie wiecie o tym, że zanim Warszawski Salon stał się reprezentacyjną arterią stolicy to przedtem tonął w błocie i nawozie i nieczystościach. Zanim śliczne studentki i przystojni studenci zaczęli tędy chodzić na wykłady na Uniwersytet Warszawski i Akademię Sztuk Pięknych to strach było tędy przejść. Odbywały się tu także wielkie manifestacje, walki uliczne, protesty. Bywały także pożary.
Ale ja wspomnę tylko o słynnym proteście na Uniwersytecie i przed jego bramą. Tym, który zaczął się 8 marca roku 1968.
Otwarcie Salonu przypada na połowę wieku XV. Wtedy to wzniesiono kościół Świętej Anny /zwany kościołem akademickim/ i Klasztor Bernardynów. Wtedy to bogaci szlachcice i magnaci zaczęli wykupywać okoliczne grunty i budować tu renesansowe dwory.
Najpierw powstało tu Czerskie, potem Krakowskie Przedmieście.
Salon powstawał przez kilka stuleci. Powstawały ogrody, pałace, kościoły, klasztory, okazałe kamienice. W połowie XVIII wieku ulicę wybrukowano.
Malarze i rysownicy pozostawili dość dokładne rysunki Krakowskiego Przedmieścia czyli pierwszej części Traktu Królewskiego. Wiele budynków – kościoły Karmelitów, Wizytek i Świętego Krzyża, hotel Bristol, pałace i kamienice – odtworzono starannie głównie dzięki zachowanym obrazom włoskiego malarza Bernardo Belotto zwanym Canaletto. Był on nadwornym malarzem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego., zatrudnionym m.in. przy dekorowaniu Zamku Ujazdowskiego. Jego głównym dziełem jest galera 30 wedut Warszawy i pałacu w Wilanowie, które umieszczono w oddzielnej Sali Prospektowej (zwanej też Salą Canaletta) na Zamku Królewskim. Do dzisiejszych czasów zachowało się tych wedut 24.
Na trasie Warszawskiego Salonu umieszczone są specjalne gabloty zawierające odpowiednio przedstawione obrazy Canaletta. Patrząc na nie można porównać jak wyglądał znany obiekt za czasów słynnego „malarza Warszawy” i jak wygląda teraz. A wygląda prawie identycznie. Nie trzeba przy tym zapominać, że Warszawa przeżyła kataklizm II wojny i że wiele z tych budowli zostało całkowicie zniszczonych.
Na tej trasie umieszczone są też słynne „ławeczki Chopina”, które /po naciśnięciu na nich odpowiedniego przycisku/ odtwarzają muzykę Fryderyka, który tu mieszkał, kształcił się i dawał wspaniałe koncerty. To tutaj wyrzucono przez okno jednego z pałaców fortepian Chopina, o czym tak wzruszająco napisał Cyprian Kamil Norwid. Pisałam o tym wielokrotnie, podobnie jak o tym, że była to trasa spacerowa Najwybitniejszej Polki Marii Skłodowskiej-Curie.

Nie chciałabym Was zanudzać, ale uwierzcie mi, że gdy idę Warszawskim Salonem to właśnie wtedy jak nigdzie indziej w Warszawie /a nawet w całej Polsce/ czuję dumę z tego, że jestem Polką.

Nawigacja po wpisie

  82 comments for “Salon Warszawski /Z cyklu „Wracam do Warszawy”/

  1. 4 czerwca 2017 o 07:18

    Piętnastoletni niespełna Fryderyk Szopen bywał – jeśli wierzyć biografom – w pewnej kawiarence, gdzie chadzał na „tiutiuń i kaffę”. Wcześnie więc zaczynał swoją degrengoladę moralną, która dała mu zasłużoną nieśmiertelność w Krainie Sztuki, a potem niektórym P.T. Autorom konieczną wg nich okazję do czynienia skomplikowanych uników z pogranicza Prawdy, Moralności, Stylistyki i czegoś tam jeszcze. Bo jak tu przedstawiać Wielkiego, gdy bywał malutki? Zwała się wówczas owa świątynia rozpusty z Nowego Światu „Dziurka u Marysi”… Dziś, to znaczy przed kilku laty, gdym w tamtych rejonach bywał, nosiła neutralna nazwę „U Marysi”. Cnotliwy Magistrat pozbawił Marysię jej istotnego szczegółu anatomicznego w imię zapewne jakichś szczytnych ideałów. Prorokuję że jeśli jeszcze istnieje, może się wkrótce zwać „U…”… Imię to bowiem cokolwiek ideologicznie zdeterminowane jest i kojarzyć się może…

    Miłej niedzieli…

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 08:36

      Przypomniałeś mi, że kiedyś napisałam chyba całkiem niezły tekst o słynnym portrecie przedstawiającym Chopina.
      Zapraszam we wtorek.
      :-)

  2. 4 czerwca 2017 o 07:19

    Pięknie Pani przewodnik. Rozumiem to co czujesz, mówisz o tym w ostatnim zdaniu tekstu. Czytam z zaciekawieniem. Ja się odważę dorzucić jeszcze jedno istotne znaczenie określenia „Salon Warszawski”, mam na myśli scenę z „Dziadów” dramatu Adama Mickiewicza. Wieszcz przedstawił w niej bardzo wyraziście obraz ówczesnego społeczeństwa. Czy aby dzisiejsze aż tak bardzo się różni? Dziękuję, świętujemy, pozdrawiam … wszak dziś Zielone Świątki ! :)

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 08:37

      Dziękuję Jędrusiu.
      :-)

  3. 4 czerwca 2017 o 07:21

    Prawie trzydzieści lat temu dość często przemierzałem Salon, kiedy przyjezdzałem do Warszawy na sesje Naczelnego Sądu Koleżeńskiego przy Związku Polskich Autorów i Kompozytorów ZAKR.
    Uroda tego miejsca jest wprost oszałamiająca!
    buzineczki

    • 4 czerwca 2017 o 07:23

      pardon, lapsus; powinno być: „(…) przyjeżdżałem…”

      • Stokrotka
        4 czerwca 2017 o 08:38

        Się wie…

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 08:37

      Zgadza się z tą urodą Klaterku.
      :-)

  4. 4 czerwca 2017 o 07:51

    Pięknie o tym napisałaś. Myślę, że nie jeden duch z przeszłości wraca choć na chwilę do tych miejsc.Serdeczności Jagódko ślę :))

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 08:38

      Chodzą te duchy tamtędy i chodzą Anusiu.
      :-)

  5. ~gordyjka
    4 czerwca 2017 o 08:07

    To ja też miałam swój „salon warszawski” !! Mamciaśka pracowała w bardzo długim budynku, korytarz (jak dla dzieciaka) ciągnął się „kilometrami”…Jego ściany ozdobione były reprodukcjami Canaletta !! Każdą wizytę rozpoczynałam od spaceru „po Warszawie”…Byłam oczarowana…;o)

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 08:39

      No to prawie to samo Gordyjeczko!!!
      :-)

  6. ~Marek
    4 czerwca 2017 o 08:41

    A skąd Ty wiesz o tym, że my wczoraj cały dzień urzędowaliśmy w tym Salonie???????
    :-) :-) :-)

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 08:42

      Pojęcia nie miałam, bo wczoraj cały dzień podlewałam działkę.
      :-) :-) :-)

  7. ~A.
    4 czerwca 2017 o 09:33

    Piękna ta nasza Warszawa:-)

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 09:35

      Piękna, chociaż nie jest łatwo w niej żyć.
      :-)

  8. 4 czerwca 2017 o 09:50

    Wszystkie te miejsca znam i za nimi tęsknię, musimy z mężem wybrać sie do stolicy i odwiedzić stare kąty. Zawsze lubiłam Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat…mamy dobre połączenie autobusowe, auto zostawimy w domu.

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 09:58

      Jak się będziecie wybierać to koniecznie w zwykły dzień, bo w weekendy jest bardzo dużo ludzi..
      :-)

  9. ~Malgorzata
    4 czerwca 2017 o 10:27

    Pieknie uczcilas radosne Swieto 4 Czerwca – może wreszcie będziemy tez cieszyc się wygranymi wydarzeniami? I pomyslec, ze ktoś po wojnie wpadl na pomysl przeniesienia stolicy przerażony zniszczeniami – nie znal sily stolicy, a byli nia mieszkancy. Serdecznie pozdrawiam M.

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 10:30

      Dziękuję Ci bardzo Małgosiu za piękny komentarz.
      Pozdrawiam najserdeczniej.
      :-)

  10. 4 czerwca 2017 o 11:27

    Dla mnie Salon Warszawski to też najpiękniejsza część stolicy i uwielbiam tędy spacerować. Gdy jeszcze wspomnę, że tego miejsca, tego miasta nie było… to faktycznie duma człowieka ogarnia

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 11:28

      Rozumiemy się Iwono bardzo dobrze.
      :-)

  11. ~elaja
    4 czerwca 2017 o 11:33

    często przemierzam Trakt Królewski, zawsze coś ciekawego znajdę :) dziś np przy skwerze Księdza Twardowskiego szykuje się piknik „Świętujemy Wolność”, dużo się będzie działo! no chyba że zapowiadane burze imprezę zakończą przed czasem :(

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 11:35

      Witaj Elu!
      Bardzo się cieszę, że do mnie zajrzałaś.
      Dawno Cie u mnie nie było.
      Serdeczności
      :-)

  12. ~Jantoni
    4 czerwca 2017 o 11:52

    Dziękuję za przypomnienie.

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 11:53

      Witaj Warszawiaku.
      :-)

  13. 4 czerwca 2017 o 12:08

    I ja lubię tę częśc miasta… właściwie o każdej porze roku. A że dziś 4 czerwca, zadam Ci pytanie – test – czy wiesz, gdzie jest w stolicy ulica 4 czerwca? Bo ja całkiem przypadkiem wiem…:)

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 12:11

      Wiem, na Bemowie – nawet byłam w jej okolicy niedawno.
      :-)

  14. 4 czerwca 2017 o 12:30

    Te ławeczki Chopina to super pomysł. :) .

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 12:31

      Jestem tego samego zdania Tereso.
      :-)

  15. 4 czerwca 2017 o 13:26

    Znaczy się, że Canaletto uratował Warszawie wygląd?

    • ~Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 14:23

      Oczywiście że tak Bojo.
      :-)

  16. 4 czerwca 2017 o 13:46

    Bez Warszawy też jakoś by się dało żyć. Rozumiem przecież, że jej mieszkańcom potrafi się podobać, ale już nie każdemu prowincjuszowi. Po tym, jak mi sprzedano kolumnę Zygmunta i okazało się, że dałem się podpuścić, to jakoś wielkiej miłości nie czuję.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 14:24

      A czy ja mogę się dowiedzieć gdzie trzymasz ten kawałek Kolumny Zygmunta…???
      :-)
      Chyba muszę coś napisać o Pięknym Mieście Gdańsku żeby Cię udobruchać…

      • 4 czerwca 2017 o 21:53

        Kawałek? Całą mi sprzedali. Mam akt własności z pieczęciami i apostilem.
        Pozdrawiam

        • ~Stokrotka
          5 czerwca 2017 o 05:57

          To ja nie wiedzialam że Ty taki zachlanny jesteś. Musiales kupić całą Kolumnę? Nie wystarczyl Ci kawslek?
          :-)

          • 5 czerwca 2017 o 12:36

            Teraz żałuję. Dobrze przynajmniej, że nie dałem się skusić na kupno Zamku Królewskiego, chociaż był w szokująco niskiej cenie.
            Pozdrawiam

            • ~Stokrotka
              5 czerwca 2017 o 19:04

              To może jak będziesz na emeryturze do dokonasz zakupu Zamku Królewskiego!!!
              :-) :-)

  17. ~anabell
    4 czerwca 2017 o 13:46

    Gdyby tak jeszcze było czym oddychać w tym Salonie. Właśnie się przywlokłam do domu
    z wycieczki po własnym osiedlu i jestem przyduszona i przegrzana.
    Kiedyś bardzo lubiłam odcinek Traktu od Świętokrzyskiej do Alej Jerozolimskich (jest to właściwie nieprawidłowa nazwa, pierwotnie była to Aleja Jerozolimska). Teraz wolę odcinek od Pl.na Rozdrożu do Belwederu. Właściwie codziennie od 1973 r pokonuję różne odcinki tegoż Traktu Królewskiego i z dnia na dzień ma on w sobie coraz mniej „królewskości”, zwłaszcza na odcinku od Belwederu do Wilanowa.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 14:27

      A ja unikam tej części od Belwederu do Placu na Rozdrożu, bo tam mnie kiedyś prawie siłą zmuszali abym coś powiedziała nt. rządu, KOD-u i innych rzeczy o których nie mam pojęcia.
      ;-) :-)

      • ~anabell
        4 czerwca 2017 o 21:55

        Po prostu Moja Miła masz inteligentny wyraz twarzy i dlatego chcą się dowiedzieć co myślisz. Ostatnio chodzę w ciemnych szkłach optycznych, więc nikt mnie nie zaczepia, bo ze ślepym nikt nie rozmawia o kolorach;)))

        • ~Stokrotka
          5 czerwca 2017 o 06:10

          To Ty nie wiesz że pozory mylą?
          :-)

  18. 4 czerwca 2017 o 15:45

    Na przełomie lat 69/71 mieszkałem w Akademiku na pl. Narutowicza. Z tego okresu najbardziej zapadły mi w pamięć ruiny jakie jeszcze przeważały w kwartale pomiędzy Grójecką i Świętokrzyską. Na piwo i wagary chodziliśmy na urocze łąki znajdujące się poza dw. Warszawa Zachodnia. Piękne to były czasy.

    • ~Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 15:50

      Potwierdzam, że piękne to były czasy.
      :-) :-)

  19. 4 czerwca 2017 o 16:58

    Już nie pamiętam, gdzie (być może u Ciebie), ale widziałem grafiki przedstawiające starą Warszawę i było, tak jak napisałaś – błotniście, brudno i generalnie byle jak. Dawno nie byłem w Warszawie i raczej sam z siebie nie pojadę, ale ta część miasta, o której piszesz, jest dla prowincjusza nieprzytłaczająca, czyli przyjazna :)))

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 06:47

      Bo to jest ta najpiękniejsza część Warszawy.
      :-)

  20. 4 czerwca 2017 o 19:58

    Jestem warszawianką przyjezdną, zawsze podkreślam swoją prowincjonalność:) Ale nie mogłabym już żyć nigdzie indziej. Krakowskie uwielbiam, zwłaszcza od kiedy ta znienawidzona Hanka doprowadziła do remontu całego Traktu. Teraz można się z lubością przechadzać:))

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 07:06

      Bo to jest wspaniała trasa spacerowa.
      A ja się w Warszawie urodziłam.
      :-)

  21. ~ulach
    4 czerwca 2017 o 20:34

    A ja rozwinę, jeśli pozwolisz, „boczny wątek” szklanych sześcianów z reprodukcjami obrazów Canaletta. Uważam, że powinny być ustawione we wszystkich miejscach starej Warszawy, które są przedstawione na jego obrazach, czyli Rynku Nowego Miasta, Senatorskiej, przed Pałacem w Wilanowie. A są tylko trzy (?) na Krakowskim. I na dodatek jedna z nich uległa kiedyś zniszczeniu. Nowa, w wersji oszczędnej, jest w środku pusta, to po prostu szklany sześcian. Dwie pozostałe, podobnie jak kiedyś ta zepsuta, są zrobione z tafli szklanych ułożonych jedna na drugiej.

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 07:26

      Bardzo się cieszę że się odezwalas. Całkowicie się z Tobą zgadzam jeśli chodzi o obrazy Canaletta.
      :-)

  22. 4 czerwca 2017 o 21:26

    Jest w warszawie wiele miejsc , które człowiek by chętnie odwiedził.
    ale ciut za daleko ;-)
    Pozdrawiam :-)

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 08:48

      Można przyjechac na dłużej Krystyno.
      :-)

  23. ~ulach
    4 czerwca 2017 o 21:51

    Zapomniałam napisać, że ten salon Warszawy szpecą, moim zdaniem, przenośne stragany z poskręcanymi w oleju ziemniakami (smażonymi na poczekaniu) lub łubiankami truskawek i handlarze parasoli na placyku przy Koziej. Ech, zawsze Ci muszę namieszać w poście. :-)

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 09:36

      Przecież wiesz że cenię sobie kazdy Twój kpmentarz.
      :-)

  24. ~L.B.
    4 czerwca 2017 o 22:12

    Nie byłam, ale może kiedyś też się pozachwycam. ;)

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:05

      Przyjedź, ale poza sezonem. Wtedy można więcej zobaczyć.
      :-)

  25. ~Ela
    5 czerwca 2017 o 06:22

    Wzruszający tekst.
    Stokrotko czy to na tym trakcie są te okropnie miesięcznice?
    Pozdrawiam serdecznie.
    :-)

    • ~ulach
      5 czerwca 2017 o 12:42

      Odpowiem zamiast Stokrotki; tak, oj tak, tak…

      • ~Stokrotka
        5 czerwca 2017 o 19:08

        Straszne to jest…

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:07

      Ulach już Ci odpowiedziała. A ja dodam, że wtedy nie chodzę do Warszawskiego Salonu.
      :-)

  26. 5 czerwca 2017 o 06:26

    Na Twoich zdjęciach jakoś pusto. I dlatego pięknie. Rzadko bywam, bo nie lubię tłoku.

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:09

      Specjalnie zeskanowałam takie zdjęcia na których nie ma tłumów. Bo jak ja tamtędy chodzę to też ich nie ma.
      :-)

  27. ~czesia
    5 czerwca 2017 o 07:38

    czy pod parasolem na Salonie jest równie pięknie?

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:10

      Nawet piękniej, bo słońce nie męczy i dobrą kawę można wypić.
      :-)

  28. 5 czerwca 2017 o 11:44

    A kto z P.T. Dyskutantów wie, gdzie był „Dom pod Sedesami” i gdzie stoi „Dom bez Kantów”? Zastrzegam – to nie Wolfschanze przy Nowgorodzkiej czy jakaś PiSwizja.
    Zdrówko!!!

    • ~ulach
      5 czerwca 2017 o 12:41

      Ja wiem gdzie są oba budynki, ale dam szansę osobom mniej związanym z Warszawą.

      • ~Stokrotka
        5 czerwca 2017 o 19:12

        Myślę, że tylko Warszawiacy to wiedzą.
        :-)

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:12

      „Dom pod Sedesami” był na Marszałkowskiej, a „Dom bez kantów” to ten koło Hotelu Europejskiego.
      „Domowi bez kantów” poświęciłam kiedyś osobny tekst.
      Pozdrawiam.

      • ~ulach
        5 czerwca 2017 o 21:58

        Sedesy dalej są, tylko „przeremontowane”‚. :-)

        • ~Stokrotka
          5 czerwca 2017 o 22:01

          Dziękuję.
          :-)

  29. 5 czerwca 2017 o 13:12

    I na tak odległą w czasie refleksje nie mają szans Amerykanie, a ja zawsze byłem dumny z bycia Polakiem I Warszawiakiem

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:13

      To tak jak ja.
      :-)

  30. 5 czerwca 2017 o 15:15

    Chyba nigdy nie przeszłam całej trasy za jednym zamachem, ale w odcinkach też się liczy, prawda?

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:14

      W odcinkach to się liczy wielokrotnie.
      Może kiedyś będziesz chciała ze mną przejść???
      :-)

  31. 5 czerwca 2017 o 17:28

    …piękny i zasłużenie piękny opis, znać rękę Warszawianki… dziękuję za przypomnienie… pozdrawiam z Anglii

    • ~Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 19:14

      Dziękuję za znak życia.
      :-)

  32. ~Joanna
    5 czerwca 2017 o 22:57

    Dla mnie to najpiękniejszy kawałek Warszawy, bo spędziłam w tym miejscu piękne lata studiów. Głowę miałam pełną planów i pomysłów…Trzy dni temu właśnie przyjechałam i spędziłam kilka godzin spacerując po Salonie. Nie wiem jak to było możliwe, ale chyba wszystko uległo zmianie od momentu, kiedy otrzymałam dyplom. Chociaż najmniej zmienił się dziedziniec Akademii Sztuk Pięknych. I jak zawsze chodziły po nim piękne studentki owinięte kolorami i zajęte swoim bogatym wnętrzem. Na chwilę więc cofnęłam się w czasie… Pogoda pozwoliła mi nacieszyć się atmosferą tego niezwykłego miejsca. Jestem wciąż pod wrażeniem i już tęsknię.

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 05:01

      O Tobie Joasiu myślałam pisząc o tych pięknych studentkach na Akademii Sztuk Pięknych.
      Serdeczności.
      :-0

  33. 5 czerwca 2017 o 23:08

    Nie znam tak naprawdę Warszawy, bo kilka wycieczek to stanowczo za mało. Tym chętniej zawsze czytam Twoje warszawskie piękne opowieści :)

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 05:01

      Miło mi.
      :-)

  34. 6 czerwca 2017 o 00:15

    Ja też uwielbiam ten Salon, szczególnie od Alei Jerozolimskich do Zamku Królewskiego. Gdy jestem w Warszawie, to muszę tam zajrzeć :) I mojemu wnukowi tez go pokazałam :) Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam do siebie na wrażenia z Sardynii.

    • ~Stokrotka
      6 czerwca 2017 o 05:02

      To pędzę Haniu na Sardynię.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *