Nie nasza koza…

Jak wiadomo „piłka jest okrągła a bramki są dwie”. Pomnik słynnego trenera, który powiedział te słowa stoi na Stadionie Narodowym w Warszawie. Z pewnością wiecie jak się nazywał.

Nasz „zawodnik” czyli nie nasza koza stoi z reguły z bramce albo na środku boiska i spokojnie się pasie. A jak już ma dosyć tej obrony, napaści i pomocy to chowa się do cienia albo całkiem w krzaki tak, że jej wcale nie widać.

Nie nasza koza jest atrakcją działkową. Boisko do pasienia się ma niedaleko ogrodów działkowych. Odwiedzają ją wszystkie okoliczne dzieci, które są z miasta.

Bo w końcu zobaczyć „nie naszą kozę” i pogadać z nią to nie byle atrakcja.

Tym bardziej, że jest bardzo towarzyska i urodziwa.

  64 comments for “Nie nasza koza…

  1. 2 czerwca 2017 o 05:57

    – dzień dobry…. „nie nasze kozy” mijam codziennie wracając z pracy… nie wiem, czy to jakaś nowa moda, czy też takie małe kaprysiki, ale w naszej okolicy coraz więcej tych beczących okazów… no nawet mleko dają i wiesz; nawet próbowałam, bi jakże było odmówić …
    – pozdrawiam… pędzę do pracy… :)

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 07:49

      No proszę – to taka ścisła rejonizacja tych kóz…
      :-)

  2. 2 czerwca 2017 o 07:08

    Skojarzyłam sobie, że żadnej kozy nie widziałam od dziesiątków lat,. W dzieciństwie owszem, bo nieopodal naszego domu mieszkała pani-staruszka z kozą. I każdego dnia pasła ją na łące, na której potem zbudowano bank. Koza raczej nie była usportowiona, za to figlarnie skakała a potem czule tuliła się do swojej pani, która głaskała ją jak kota.
    Taki kozi obrazek z dzieciństwa. Buziaki ślę, Jagódko :)

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 07:48

      A wiesz Anusiu że na tej naszej podwarszawskiej wsi to od wielu lat nie widzieliśmy żadnej krowy?. Dlatego ta koza jest taką sensacją dla dzieci z miasta.
      :-)

  3. 2 czerwca 2017 o 07:32

    Parafrazując koza to brzmi dumnie

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 07:47

      I nie jedno ma imię, chociaż ta nie ma żadnego.

  4. ~Marek
    2 czerwca 2017 o 08:08

    A co robisz oprócz podglądania kozy, smażenia naleśników i pisania trzeciej książki????
    :-) :-) :-)

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 08:15

      Zupełnie nic.
      :-) :-) :-)

      • ~Marek
        2 czerwca 2017 o 09:55

        A dlaczego na jednym zdjęciu to nie ma kozy???
        :-)))

        • ~Stokrotka
          2 czerwca 2017 o 10:28

          Bo się dobrze schowała!!!
          /Powiększ sobie zdjęcie/.

  5. 2 czerwca 2017 o 08:16

    Biedne te kozy, a jak się moda skończy to je się po prostu zarżnie…
    Człowiek i tak ma tyle tego białka do zjedzenia, po co mu jeszcze i jeszcze ??
    I na starość 125 chorób jak znalazł…
    Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, on 4 zawały, ona problemy z biodrami i kośćmi.
    Obydwoje ledwo się ruszają…
    A nowoczesna medycyna i chemia trzyma ich przy życiu…
    Opłaci się ? Opłaci …:-)
    A miał być radosny komentarz :-)))
    Pozdrawiam :-)

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 08:17

      No ale cieplej się zrobiło to i radośniej…
      :-)

  6. 2 czerwca 2017 o 08:53

    Fajny pejzaż, Mazowsze zawsze było ciekawe i piękne … no i takie nasze, polskie. Koza znajdzie swoje miejsce na stronach trzeciej książki ~Stokrotki, to pewne. Te obrazki to mój klimat, to moje pochodzenie, to moje korzenie. Kto stoi w bramce na pierwszym zdjęciu, który z Twoich rycerzy? Pozdrawiam. :)

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 10:27

      Na bramce nikt nie stoi bo oni boją się kozy:-)))
      Ale grają w piłkę i rzucają do kosza na naszej działce.
      :-)

  7. ~anabell
    2 czerwca 2017 o 09:12

    Popatrz- wygląda na to, że tej kozy nie zdążę obejrzeć;) A może to koza naszych wspólnych znajomych? Bo on to taki „starowny” facet, więc zamiast w swoim ogródku wypasa ją na boisku. Potem tylko bobki zbiera cichcem, żeby było na użyznienie ziemi w ogródku, zwłaszcza, że jak piszesz krów, w okolicy nie ma. A kiedyś były, pamiętam, bo starowny chadzał zbierać krowie „placki” by je potem przerabiać na krowiak.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 10:26

      Nasi wspólni znajomi to chyba nawet nie wiedzą, że na świecie istnieje coś więcej niż ich wspaniała działka.
      Pogadamy jak się spotkamy.
      :-)

  8. ~Malgorzata
    2 czerwca 2017 o 09:30

    Biala koza-wspomnienie dzieciństwa/nasza bez rogow/ -tak ,Stokrotko – zaraz po wojnie na troje dzieci w tym noworodek/z mama bez pokarmu/ dostawalo się 1 litr mleka na tydzień – cala dyrekcja kopalni kupila kozy/do sluzbowego mieszkania przynalezaly” pola/a dzieci je pasly. Dla moich dzieci ta historia była jak sprzed 100 lat – swiat się stanowczo za szybko zmienia. To z tego okresu było wspomnienie kur z imionami. A mama ze smiechem wspominala jak to panie uczyly się doic. Chyba już za długo zyje kiedy mam takie wspomnienia!

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 10:24

      Piękne masz wspomnienia Małgosiu!
      Serdeczności dla Ciebie.
      :-)

  9. ~RademensII
    2 czerwca 2017 o 09:34

    A ja widziałem kiedyś kozła na środku ścieżki rowerowej. Wyglądał naprawdę dostojnie, tylko mieliśmy problem jak go ominąć. Patrzył się tak jakoś bezczelnie.

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 10:23

      No bo to się w głowie nie mieści żeby rowerem jechać jakąś ścieżką rowerową, która należy do kozła…
      :-)

  10. 2 czerwca 2017 o 10:13

    Gdybym była żdziebko młodsza to założyłabym hodowlę kóz właśnie….Bo mleko być może ma bardziej intensywny zapach ale lepiej się przyjmuje niż krowie, szczególnie dla ludzi z lekką laktozą, serki są „cimes”, zwierzęta jak na fotkach całkiem miłe i znowu nie potrzebują aż zbyt wiele…podobno zjedzą wszystko…
    Kiedyś koza na wsi była synonimem biedy. Teraz być może fanaberią ale jaką fajną…
    A dzieci ” miastowe” to jednak – gdyby nie dziadkowie to nawet nie wiedziałaby jak prawdziwa kura wygląda :)) już nie mówiąc o kozach :))

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 10:22

      To prawda, że dzieci z miasta to bardziej rozróźniają jakie są gatunki nosorożców niż zwierząt żyjących w Polsce na wsi.
      :-)

  11. 2 czerwca 2017 o 10:17

    A czy podkuta ta koza?

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 10:20

      Nie. Bo ona nie jest z Pacanowa :-))

  12. ~Jantoni
    2 czerwca 2017 o 11:16

    Na wszystko się godzę,
    ale czy ne bodzie?

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 11:17

      Baliśmy się podejść…
      :-)

  13. 2 czerwca 2017 o 12:26

    Kiedyś w Tatrach dopadł mnie jakiś wirus i cały spędziłem w namiocie, gdyż koledzy oczywiście poszli na szlak. Nie było jednak źle, gdyż cały ten czas towarzyszyła mi pewne koza, której kompletnie nie przeszkadzał mój nieprzysiadalny nastrój :))) PS. Stokrotko napisz koniecznie trzeci tom!

    • ~Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 12:27

      Czy mam rozumieć, że ten drugi tom obleci???
      :-)

      • 2 czerwca 2017 o 20:05

        Twoje opowiadania o miastach (Wenecji, Pińsku, Kamieńcu itp. ) są GENIALNE!!!!!!, tak samo, jak te o Tatrach. Czyta się to, jak napisałem wcześniej, jednym tchem i, przyznam, że lepszego Przewodnika nie potrzebuję. Mało tego. Byłem w Wenecji, ale dopiero po przeczytaniu Twojego opowiadania, dowiedziałem się, gdzie byłem :)))

        • ~Stokrotka
          2 czerwca 2017 o 22:38

          Przesadzasz….ale to miłe.
          Dziękuję.

  14. 2 czerwca 2017 o 12:57

    Podobno mleko kozie jest bardzo zdrowe, moja mama przyjaźniła się kiedyś z kozą…

    • Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 12:58

      To wartościowa musiała być ta przyjażń…
      :-)

  15. 2 czerwca 2017 o 13:21

    Moda na kozę? hmmm…
    Ja na wczorajszym spacerze sfotografowałam całe stado wygolonych owiec, które tutaj wypasają się na specjalnie wydzielonych łączkach (ograniczonych drutem pod napięciem), przy terenach parkowych, ale także przy drogach szybkiego ruchu… Dziwnie to wygląda: dwupasmowa droga, a w środku pas zieleni ze stadem owiec… Jak one tam przechodzą, na światłach?

    • Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 13:25

      To muszę do Ciebie zajrzeć…
      :-)

  16. 2 czerwca 2017 o 13:28

    Nie tylko Pacanów, ale i Kecskemet także ma coś wspólnego z kozami.
    Pozdrawiam

    • Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 13:31

      No proszę… jak to dobrze – wprawdzie nie osobiście, ale znać Vulpiana.
      :-)

  17. roksanna
    2 czerwca 2017 o 13:46

    W centrum naszej wsi prawie 30 lat temu ktoś zaczął budować dom ala pałac ;) Nie skończył, ale za to na posesji trzyma kozy, które oprócz możliwości chodzenia po piętrowym budynku bez okien i drzwi, często wskakują na dwa samochody- złomy i są atrakcją dla dzieciaków ;)
    Jak widać kozy potrafią się zaaklimatyzować w każdej sytuacji ;)

    • Stokrotka
      2 czerwca 2017 o 13:51

      Inteligentne bestie z tych kóz.
      :-)

  18. 2 czerwca 2017 o 19:14

    Ale fajnie, nikt nie musi trawy ścinać…
    Pozdrawiam :)

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 06:21

      I czasami chlopaki mogą „w nogę” pograć.
      :-)

  19. 2 czerwca 2017 o 19:25

    Oj, jak dawno kozy nie widziałam. Śliczna i do tego dobrze się chowa. Wspaniale. ;) . :) .

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 10:41

      I czasami jej nie ma chociaz jest.
      :-)

  20. 2 czerwca 2017 o 20:09

    Koza to taka sympatyczna kosiarka ekologiczna.:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 12:45

      Na dodatek urodziwa.
      :-)

  21. ~gordyjka
    2 czerwca 2017 o 21:12

    Bardzo poważnie rozważaliśmy zakup kozy !! Bastek nie tolerował krowiego mleka, no i kosiarka by odpoczęła (że o naturalnym nawożeniu nie wspomnę)…Problem był tylko jeden…Gdzie koza przetrwa zimę ?? ;o)

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:32

      Kozie trzeba by znależć na zimę jakiegoś ludzkiego gospodarza.
      :-)

  22. ~Lena Sadowska
    2 czerwca 2017 o 22:20

    Witaj, Stokrotko.

    Ze wstydem przyznaję, że do pewnego wieku znałam kozę tylko z opisu E. Niziurskiego jako producentkę wyjątkowo wartościowego mleka po wyjątkowo nietreściwej paszy – tenisówkach, chłopięcych spodenkach i tym podobnych smakołykach:)
    Pierwszą prawdziwą, brodatą kozę zobaczyłam jako młodsza nastolatka i jej srebrzyste umaszczenie (nie wiem, czy można użyć tego określenia w związku z kozią sierścią – ryzykuję) omal nie stało się przyczyną dość poważnego w skutkach uszczerbku na moim zdrowiu:)
    Ale to się nadaje na taką bardziej liryczną opowieść, więc może przy okazji notki o jakiejś innej „nie naszej kozie”:)

    Pozdrawiam:)

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:33

      Koniecznie napisz Leno o swojej „nie naszej kozie”.
      Z pewnością to będzie bardzo ciekawy tekst.
      Serdeczności.
      :-)

  23. ~Stan
    3 czerwca 2017 o 05:54

    Z kózkami spędzałem dziecięce lata na wsi na Jeziorem Otmuchowskim. To bardzo miłe wspomnienia. Ogromnie jestem ciekaw, jaki będzie tytuł kolejnej książki Stokrotki, bo z tego co czytam w blogu, to bardzo zdrowa psychicznie i utalentowana osoba. A to że się ciągle wspina, to przejaw bardzo zdrowy i pozytywny . Pozdrawiam !

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:31

      Ta wspinaczka to taka raczej symboliczna.
      A trzecia książka /jeśli będzie/ też będzie miała w tytule zwariowanie.
      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam.
      :-)

  24. ~Ela
    3 czerwca 2017 o 08:01

    Stokrotko już nie mogę doczekac się kolejnej książki.
    Pozdrawiam – kozę też :-)

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:29

      Spokojnie Elu – cierpliwości.
      A koza dziękuje za pozdrowienia.
      :-)

  25. 3 czerwca 2017 o 15:36

    Dawno nie widziałam zywej, naturalnej kozy, a to takie sympatyczne zwierzaki:), i pozyteczne.

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:29

      I podobno mleko od kozy jest bardzo zdrowe.
      :-)

  26. 3 czerwca 2017 o 17:12

    Koza wygrała. ;D Nawet nie musiała się specjalnie wysilać.
    Pozdrawiam. ;)

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:27

      Leciutko jej to przyszło.
      :-)

  27. 3 czerwca 2017 o 18:59

    A czy ta koza na pochyłe drzewo skacze?

    • ~Stokrotka
      3 czerwca 2017 o 19:27

      Jak jest w pobliżu to pewnie tak…
      :-)

  28. 4 czerwca 2017 o 07:27

    Chyba teraz, Stokrotko, to już Nasza Koza – Koza Nostra!!!
    buziule

  29. 4 czerwca 2017 o 11:30

    Zazdroszczę działki – miejsca na nicnierobienie, a nie wasza koza to dodatkowy atut tego miejsca.

    • Stokrotka
      4 czerwca 2017 o 11:31

      No właśnie wczoraj tak „nicnierobiłam” czyli cały dzień latałam z wężem gumowym i z konewką.
      :-)

  30. ~Joanna
    5 czerwca 2017 o 22:29

    Moja koza była bezroga, czarno-biała i wyjątkowo sympatyczna, w odróżnieniu od wariata kozła, całego białego. Na szczęście i kozioł był bezrogi, bo lubił co jakiś czas sprawdzać siłę uderzenia główką, np w stojący nasz samochód, w drzwi wejściowe, lub w tylne koło roweru jadącego z sąsiadką. Mleko kozy Zuzi było przepyszne i w ogromnej ilości.
    Bardzo było mi smutno, gdy nie przeżyła kolejnej ciąży.
    Stokrotko, mam już plany gdzie położę przeczytaną Twoją trzecią książkę. Tylko ją pisz!!!:)))

    • Stokrotka
      5 czerwca 2017 o 22:37

      Tak myślałam Joasiu że napiszesz o swojej kozie.
      Dziękuję za doping odnośnie następnej książki.
      Kochana jesteś.
      ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *