Tornado

Tornado był wyjątkowy. A według Szczerbatego i Pytalskiego /czyli moich wnuków/ … bardzo inteligentny.
Z pewnością był dowódcą. On rządził i organizował ucieczki. Był też jednak bardzo uczuciowy, bo lubił przytulać się do braciszka.
A jego brat był cichutki i nic nie mówił gdy Tornado zwalał się na niego aby sobie pospać.
Jak Tornado się już wyspał to biegał jak szalony po klatce, zakopywał w trocinach, zjadał co było po drodze, wypijał całą wodę, biegał po schodkach, huśtał na jednej łapce….aż w końcu zaszywał w domku aby trochę odpocząć. I obmyślić plan następnej ucieczki.
I tak było prawie dwa lata.
Wczoraj około 17tej zadzwonił do mnie Szczerbaty /czyli starszy wnuk/
Właściwie to nic nie mówił tylko cały czas płakał.
„….. babciu, ale to przecież nie moja wina… przecież ja wszystko robiłem tak jak trzeba i dbałem o niego tak jak o jego braciszka …. i witaminki mu dawałem i klatkę sprzątałem…..
….. babciu…. A on teraz leży i się nie rusza…. Babciu ty nie wiesz jak to okropnie wygląda….
…. przeszedłem ze szkoły i zaraz do nich zajrzałem żeby im dać świeżej wody….. babciu to naprawdę nie moja wina…. i jak sobie teraz poradzi ten jego samotny braciszek…”
Tornado już nigdy nie ucieknie.
Włożyliśmy go do pudełeczka wyścielonego kwiatkami, zakopaliśmy pudełeczko w lasku tuż koło naszej działki. Położyliśmy na górze dwa kamienie, a między nimi posadziliśmy kwitnące niezapominajki.
- Na pewno pójdzie do nieba – powiedział Pytalski /młodszy/. – Bo chociaż rozrabiał to miał dobre serce.
Zdarzyło się Wam kiedyś pocieszać zalane łzami dzieci albo wnuki gdy im odeszło ukochane zwierzątko?

P.S. Osoby, który mają moje „Nadal wariuję” mogą sobie przypomnieć o jednej z ucieczek Tornada w tekście „Pytalski opowiada” str. 153.

  62 comments for “Tornado

  1. ~alik
    19 maja 2017 o 05:18

    – oj tak i to nie raz i wiesz, za każdym razem razem jest to bardzo trudne ( przynajmniej dla mnie) przecież nie można tak zwyczajnie powiedzieć ; daj sobie spokój, kupimy innego … wrażliwość to piękna cecha, ale chwilami ciężko z nią żyć…
    - pozdrawiam :)

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 05:23

      No właśnie…
      A mój starszy wnuk jest niesamowicie wrażliwy….
      Młodszy trochę mniej.
      Pięknego weekendu Aliczko…
      :-)

      • 19 maja 2017 o 05:28

        – weekend zapowiada się przepięknie, bo pogoda cudowna i wyjazd zaplanowany…. i … jak wiadomo, wszystko pod kontrolą ;)

        • Stokrotka
          19 maja 2017 o 05:29

          Szerokiej drogi i pięknych wrażeń!!!!
          :-)

  2. ~Ela
    19 maja 2017 o 06:42

    Stokrotko – dwa pieski przepłakałam ze swoją córeczką.

    Pozdrawiam i życzę pięknego pobytu na działce.
    :-)

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 07:07

      Ja jednego pieska z synami. /ale o tym to wiesz/
      A przedtem trzy papużki.

      Nawzajem Elu.
      :-)

  3. 19 maja 2017 o 07:48

    Gdy zmuszeni cięzką chorobą Kamy musieliśmy ją uśpić, płakałam dwa dni. Czułam się jak zdrajca, przytulałam ją na pożegnanie a wezwałam lekarza do uśpienia. Też leży w ogrodzie, kamień z wyrytym imieniem zaznacza jej ostatni miejsce. Tylko współczuję Twoich chłopakom, to ciężkie przeżycie :(

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 07:51

      Wiedziałam, że zrozumiesz…
      :-)

  4. ~Marek
    19 maja 2017 o 08:23

    To przecież rozpacz w kratkę!!!
    :-) :-) :-)

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 08:25

      No pewnie.
      :-) :-) :-)

  5. ~gordyjka
    19 maja 2017 o 08:25

    Powiedz Szczerbatemu, że na Tornado czekał Tuptuś, więc nie będzie samotny, a jak wiesz z Tuptusia był urwis pierwszej kategorii, to się świetnie dogadają…Tylko nie wiem, czy „kudłate niebo” to wytrzyma…
    Słów pocieszenia na to nie ma, można tylko odpowiadać na miliony pytań…

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 08:28

      Powiem…
      I jeszcze Lassie czeka.
      :-)

  6. 19 maja 2017 o 08:45

    Strata na całe życie. Miałam papużki, rybki, patyczaki, myszy japońskie, dwa koty. Pamiętam odejście każdego z nich. Bardzo mi żal Tornada.

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 08:47

      Dziękuję z imieniu Szczerbatych.
      :-)

  7. ~RademenesII
    19 maja 2017 o 08:48

    Jeszcze nie, ale odkąd przygarnęliśmy kotkę i widzę jak młody od razu po przyjściu do domu leci się z nią witać i tulić, to mam obawy, jakby przyjął jej nagłe odejście. Kota tylko jemu pozwala na takie objawy uczucia, mnie gryzie jak tylko rękę wyciągam. Znaczy bawi się w polowanie na moją rękę, bo łapie zębami i pazurami tak, że nie mam nawet śladu. Na ogół…

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 08:50

      Kiedyś Twoje dziecko z pewnością bardzo to przeżyje…

      Dziękuję.

  8. 19 maja 2017 o 08:53

    To ten co odgryzł pasek od plecaka Pana Pytalskiego? Zrozumiałe, gdy się jest wrażliwym, tak się przeżywa. A Pan Szczerbaty artystą jest, wrażliwy zatem. Minie żałoba, będzie dobrze, kupią kolejnego. Pozdrawiam. :) :)

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 10:01

      Ten sam Jędrusiu.
      Pewnie, że kupią nowego, bo temu co pozostał to okropnie smutno.
      :-)

  9. ~roksanna
    19 maja 2017 o 08:56

    Tak, Pańciowi odszedł Rudy- świnka morska. I bardzo przeżywał naszego Maksa- psa.
    To ciężkie chwile. Bardzo współczuje,

    Serdeczności :)

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 10:05

      Dzieci bardzo przeżywają to wydarzenie.

      Wszystkiego dobrego Kasiu.
      :-)

  10. ~anabell
    19 maja 2017 o 09:40

    Niestety chomiki, myszki, szczurki, myszoskoczki, ptaszki żyją dość krótko i dziecko dostaje przy okazji pierwszą lekcję życia- poznaje śmierć i wielki smutek.
    Śmierć ulubionego zwierzątka boli tak samo ( może nawet więcej) jak „odejście” babci czy cioci, różni się tylko tym, że w przypadku zwierzątka dziecko widzi to zwierzątko nie dające oznak życia, a śmierć człowieka jest z reguły tylko wiadomością, a nie widokiem.
    Rozumiem Szczerbatego, wciąż płaczę za Flikiem (nie za jakimś psem) a w sierpniu minie 7 lat. A śnił mi się w nocy z wtorku na środę, tuliłam go i głaskałam i obudziłam się tak
    zupełnie normalnie szczęśliwa.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 10:06

      Niestety….
      A wiesz, że w Koniku Nowym gdzie i Twój i mój pieseczek sobie leży – jest także wąż pochowany?
      I podobno też koń.

      Pozdrówki.

  11. 19 maja 2017 o 09:45

    Przykra sprawa.
    Stokrotko wiesz o czym piszesz. Musieliśmy uśpić psa, mój młodszy miał wtedy 16 lat, odwrócił się do okna i płakał jak malutki chłopiec.

    • 19 maja 2017 o 09:45

      Miało być wiem, o czym piszesz. :( .

      • ~Stokrotka
        19 maja 2017 o 10:07

        Tereso – i Ty wiesz i ja wiem.

        Pozdrawiam serdecznie.

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 10:07

      Może pamiętasz – my też musieliśmy naszą Lassie uśpić…

  12. 19 maja 2017 o 10:01

    Przepraszam, że znowu linkuję, ale będzie to dobra odpowiedź na zadane w poście pytanie. Miałem w życiu 17 psów, przeciętnie zawsze w domu było ich kilka. Wszystkie były kochane na swój sposób, ale jeden zapisał się w sposób szczególny, dlatego napisałem o nim tutaj:
    http://anzai.blog.onet.pl/2014/01/14/nazywam-sie-kajtek/
    Wiele razy przymierzałem się do opisania jego ostatnich chwil życia (szczególnie, gdy opiekował się swoją pierwszą panią, czyli moją Mamą zmarłą na Altzheimera), ale zawsze jakoś w połowie zawieszałem się.
    Alik, tak jak inni komentatorzy, ma rację, że „wrażliwość to piękna cecha, ale chwilami ciężko z nią żyć…”

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 10:04

      Jeśli masz moje „Zwariowałam” to przeczytaj proszę tekst pt: „Jej portret”.

      Pozdrawiam

  13. ~Malgorzata
    19 maja 2017 o 10:57

    Stokrotko, nie tylko dzieci tak mocno przezywaja utrate ukochanych zwierzakow. Pamietam ogromna rozpacz corki po stracie papuzki, syna po chomikach, a całej rodziny po śmierci Perelki. Wtedy stwierdziłam, ze lekarze od zwierzat maja cudowne serca, wiedz co przezywaja ich pacjenci, ale także ich najbliżsi, a moja Yeti ciagle jest ze mna mimo 7 samotnych lat.Nastepca Tornada zyska milosc chlopcow, ale zawsze będą pamietac o utraconym przyjacielu.

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 10:59

      To prawda Małgosiu.
      Dziękuję Ci serdecznie.
      :-)

  14. 19 maja 2017 o 11:15

    Kochana, to mnie mąż z synem pocieszali, gdy nasze chomiki odchodziły, a papugi? Koszmar, ryczałam jak bóbr, kiedy jedna z papużek umierała mi w dłoniach…
    Biedne chłopaki, ale cóż takie życie…

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 11:18

      No niestety Asiu…

  15. 19 maja 2017 o 11:52

    Ile ja już takich śmierci opłakałam! Wiem jakie to straszne, dla wrażliwca zwłaszcza. Słów pocieszenia nie ma. Żałobę trzeba przeżyć i pamiętać dobre chwile.

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 11:54

      Też tak uważam.
      I dziękuję za pocieszenie.

  16. 19 maja 2017 o 12:51

    Odchodził ukochany piesek , chomiki i zawsze było tak samo, drżenie na całym ciele skrywane łzy i złość na niemoc.

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 12:53

      To też rozumiesz.

  17. 19 maja 2017 o 13:17

    Witaj Stokrotko.
    Znam ten ból, przerabiałem go parę razy…
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 13:22

      Witaj Michale.
      Dawno Cię u mnie nie było.

  18. 19 maja 2017 o 13:54

    Smutna chwila. Kilka razy też rozpaczałam nad utratą zwierzątka, nie zdarzyło mi się jednak pocieszać dziecka, ale przyjaciółkę owszem. Nie wiem, co mówić w takich momentach, bo słowa na niewiele się zdają, kiedy chodzi o utratę czegoś/kogoś. Za każdym razem jednak stratę zwierzaka się odczuwa, bo człowiek się przywiązuje.

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 13:56

      Tak właśnie jest.
      Dziękuję Ci.

  19. 19 maja 2017 o 14:14

    Napisałabym dokładnie to, co Ewa.
    Mamy teraz kota, królika i psa, dzieci coraz starsze, coraz lepiej rozumieją i zauważają. Maluszkowi da się jakoś odejście wytłumaczyć, załagodzić. Starsze dziecko zaczyna rozumieć co to śmierć i cierpi…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Stokrotka
      19 maja 2017 o 14:15

      No właśnie starszy to bardziej przeżywa…
      Dziękuję Grażynko.

  20. 19 maja 2017 o 14:38

    Oj, przykre to bardzo. Przypomniałam sobie „Pytalki opowiada” z Twojej książki. Ale jednocześnie przypomniały mi się wszystkie moje zwierzaki, które utraciłam… Ostatnim był kot Filemon (cały biały), który był ze mną prawie 10 lat, a musiałam oddać go w t.z.w. dobre ręce, gdy moje życie wywracało się do góry nogami i byłam w ciągłych podróżach (po dwa, trzy tygodnie co drugi miesiąc). Ciągle natykam się na zdjęcia Filemona… bolesne.
    Kolejny raz mówię sobie: nigdy wiecej ziwerzaka w domu…i tęsknie za Filemonem…

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 18:46

      Dziękuję Ci bardzo Dagmaro.

  21. 19 maja 2017 o 14:39

    1. Kiedy już nawet weterynarz (biorący za swoje usługi spore pieniądze, więc raczej nieskory do łatwego zrezygnowania z nich) zasugerował, że nie jest w stanie nijak pomóc naszemu najstarszemu kotu, któremu pozostało jedynie bardzo widoczne cierpienie, wówczas nasza córka przeszła przyspieszony i brutalny kurs dorosłości, pomimo kilkunastu lat w metryce urodzenia. Bo to był jej ukochany kotek i to ona podejmowała decyzję, co robić dalej.
    2. Tutaj zwierzaczek odszedł sam, uwalniając od przekleństwa wyboru. To i tak dobrze, chociaż wnuk zapewne o tym nie wie. Niepostrzeżenie jakaś część dziecięcej niewinności, nie do końca świadomej spraw nieuchronnych, właśnie doznała uszczerbku.
    3. A później będzie coraz gorzej, aż jad sceptycyzmu całkiem opanuje jego sposób myślenia, bo dorosnąć każdy musi.
    Pozdrawiam

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 18:49

      Bardzo Ci dziękuję Vulpianie.
      Ad.3 – to niestety prawda.
      Pozdrawiam.

  22. 19 maja 2017 o 19:08

    Nie tylko dzieci tak reagują. Gdy odeszła moja kotka perska, płakałam po niej trzy dni jak po kimś bliskim.

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 20:28

      Rozumiem.
      Witam na moim blogu.

  23. 19 maja 2017 o 21:03

    No cóż, tak to bywa z małymi zwierzaczkami. Sam nigdy nie musiałem pocieszać córki, ale mój Ojciec mnie i owszem. PS. Recenzja wkrótce:)

    • ~Stokrotka
      19 maja 2017 o 21:12

      To rozumiem że książka doszla.

  24. 19 maja 2017 o 23:49

    Bardzo współczuję Szczerbatemu :( Każda taka strata bardzo boli. Musiałam pocieszać zalaną łzami moja małą córeczkę, gdy odchodziły w rybi niebyt kolejne jej rybki. A gdy odeszła za Tęczowy Most nasza poprzednia sunia, to w dzień tuliłam zapłakaną córkę, a w nocy… cóż, sama płakałam. Czy to pies, czy rybka, czy myszoskoczek – każda strata boli, szczególnie, gdy się jest takim wrażliwym dzieckiem. I nie tylko dzieckiem.

    • ~Stokrotka
      20 maja 2017 o 06:12

      Cieszę się że to rozumiesz.

  25. 20 maja 2017 o 09:23

    Ciężka to sprawa, pocieszać…
    Pamiętam jak zdechł (jakoś brzydko to się mówi, lepiej umarł) mój Aramis, pies to do dzisiaj to pamiętam i jeszcze łezka w oku się kręci na samą myśl o nim. Cóż, ale taka jest kolej rzeczy – zwierzaki i ludzie kiedyś muszą umrzeć.

    Serdeczności.

    • ~Stokrotka
      20 maja 2017 o 10:08

      Dziękuję JaGo że zajrzałas.

  26. 20 maja 2017 o 19:54

    Też moje serce, Stokrotko, krajało mi się w plasterki, gdy chowałem niespełna trzyletnią szczurcię Ziutkę oraz asystowałem przy śmiertelnym zastrzyku mej najukochańszej psiuńci Fancy (dożyła prawie 15 lat)!
    Od roku opiekuję się równie cudowną sunią Tolą – śliczną czarnulką, bardzo ruchliwą i kontaktową
    ściskam i niezmiennie zapraszam (od dziś wywiad Z Gościem – Jaskółką)

    • ~Stokrotka
      20 maja 2017 o 20:21

      Klaterku….wrazliwych istot pełno dookola.
      :-)

  27. ~gabi
    20 maja 2017 o 20:50

    Witaj Stokrotko Mój syn bardzo głęboko przeżywał śmierć swoich papużek nierozłączek.Nakrył klatkę ręcznikiem i czekał aż tato wróci z pracy,a ja uczyłam przeżyć żałobę i odpowiadać na pytania.wieczorem razem zakopaliśmy je w ogrodzie.Syn opowiedział tą historię swojemu synowi,i jak przyjeżdżają w odwiedziny to wnuk idzie zobaczyć to miejsce

    • ~Stokrotka
      21 maja 2017 o 05:03

      Dziękuję Ci Gabi.

  28. 21 maja 2017 o 22:42

    Biedne dzieci, wiem jak im musi być przykro. Odejście zwierzątka to straszny ból. Nawet dorosły się mu poddaje, a co dopiero dzieci… Dobrze, że Tornado został godnie pochowany.

    • Stokrotka
      21 maja 2017 o 22:44

      I niezapominajki na nim rosną…
      :-)

  29. ~Joanna
    22 maja 2017 o 00:26

    Nie wiedziałam co napisać, bo ból jest bólem i rozum go nie łagodzi. Nie wiem co mogłabym powiedzieć wnukom, ale pewnie niedługo będę musiała stawić czoła takiej sytuacji. Piesek Stacha jak wynika z rasy nie jest długowieczny, chociaż u nas już biega 8 lat. Zdecydowanie bardziej się boję swojej reakcji, którą poznałam już kilka razy gdy traciłam cudowne zwierzaki. Nie da się do tego przyzwyczaić, zrozumieć, ani pogodzić. Zwłaszcza jak jest ten jeden, wyjątkowy….Szczerbatych tylko serdecznie ściskam, współczując im z całego serca.

    • ~Stokrotka
      22 maja 2017 o 03:56

      Bardzo Ci dziękuję Joasiu.
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *