Rzeźbiarz … czyli o przymusie tworzenia – zakończenie

David Weiss napisał książkę biograficzną o życiu i twórczości Augusta Rodina. O artyście – najpierw malarzu, a potem rzeźbiarzu, który urodził się z przymusem tworzenia. Książkę, która nosi tytuł „Nagi przyszedłem” czytałam już dawno. Ale zapamiętałam z niej dość dużo. Na przykład opisywane dokładnie lata klęski i biedy, która towarzyszyła artyście do połowy życia. Następnie opis jego trudnego charakteru ale też i niesamowitego uporu, żywotności i niezachwianej wiary we własne koncepcje.
No i jego towarzyszki życia. Oczywiście jako artysta miał ich bardzo wiele. Ale te najważniejsze, to była żona Rosa Beuret, z którą miał syna Augusta i z którą dopiero po 53 latach wspólnego życia wziął ślub. Na dwa miesiące przed jej śmiercią. Drugą była rzeźbiarka Camille Claudel. Gdy go poznała miała 19 lat, a Rodin 43. Najpierw była jego modelką, potem uczennicą, następnie kochanką, potem stała się rzeźbiarką. Potem zaczęli także dzielić pracownię i nawzajem się inspirować. Camille zaczęła wykańczać rzeźby Augusta. Rzeźbiła też dużo sama. Wyrzeźbiła wspaniały „Portret Rodina”.

skanowanie0004

Ten związek trwał ponad 10 lat. Prawdopodobnie na skutek ciągłego pozostawania w cieniu swojego Mistrza a także nie mogąc zaakceptować się w roli kochanki i kobiety do wszystkiego Camille wpadła w chorobę psychiczną. Rodzina umieściła ją w zakładzie psychiatrycznym, gdzie spędziła 30 lat, a jej praca została ograniczona. Pozostało niewiele jej prac, większość swoich rzeźb zniszczyła w 1902 roku w ataku szału.
Mówi się, że August do końca życia  wspierał ją finansowo, zachęcał dziennikarzy i krytyków do jej twórczości, dawał jej zlecenia i podsyłał uczniów.
Mówi się też zupełnie co innego. Niektórzy historycy sztuki twierdzą, że było na odwrót. Że zupełnie o niej zapomniał  gdy była w zakładzie psychiatrycznym. A przedtem  wykorzystywał jej niesamowity talent i nie pozwolił się jej usamodzielnić. A jeśli chodzi o rzeźby… to do dzisiaj badacze nie są pewni co do autorstwa kilku rzeźb Rodina. Sugerują, że wyrzeźbiła je Camille…
Z pewnością największą miłością Augusta Rodina pozostała jego miłość do rzeźby. W książce „Nagi przyszedłem” opisana jest kolejność powstawania rzeźb, sposób pracy nad nimi. Opisane są także losy poszczególnych jego dzieł.
Najwięcej uwagi poświęcał w rzeźbie kobietom. Fascynował się ciałem i budową kobiety. Po jego atelier przechadzały się nagie modelki a on, kiedy go coś zainteresowało prosił o zatrzymanie pozy i szkicował. W bardzo realistycznych wizerunkach kobiet trudno jednak było doszukać się obiektu pożądania czy istoty erotycznej.
Jedną z bardziej znanych rzeźb przedstawiających kobietę jest „Przykucnięta”. W tej rzeźbie badacze dopatrują się nawiązania do estetyki Michała Anioła.
W sierpniu 2000 roku byłam w Muzeum Rodina w Paryżu. Niestety, w tym samym dniu zwiedzało muzeum mnóstwo osób z całego świata. Nie mogłam więc stanąć w ciszy i spokoju przed każą eksponowaną rzeźbą aby nad nią podumać.
W ubiegłym roku zwiedziłam natomiast w warszawskiej Królikarni wystawę pt: „Rodin/Dunikowski – kobieta w polu widzenia”. Tam zobaczyłam kilka oryginalnych rzeźb Rodina. Między innymi „Przykucniętą” a także słynny „Portret Miss Russell”.
Spędziłam wtedy na tej wystawie /z przerwą na kawę/ kilka godzin.

Może dlatego tak długo, że pamiętam z dzieciństwa widok i zapach pracowni rzeźbiarskiej.? I zarys postaci rzeźbiarza przy jego niesamowicie skomplikowanej fizyczno-umysłowej pracy…?

  50 comments for “Rzeźbiarz … czyli o przymusie tworzenia – zakończenie

  1. 14 lutego 2017 o 07:27

    Wielki artysta ze skomplikowanym życiem. Jak wielu tych natchnionych….
    Serdeczności zostawiam, Jagódko :)

  2. 14 lutego 2017 o 07:44

    Zaraz, zaraz, ale jeśli to David Weiss napisał o Rodinie, to nie jest to książka autobiograficzna, tylko biograficzna. Autobiografię chyba pisze się samemu, albo dyktuje, jak zrobił to Paderewski – podyktował swój pamiętnik.
    Tyle czepiania się, a teraz ad rem. Wyrzeźbiona tu głowa przypomina m bardziej Michała Anioła niż Rodina. A najbardziej podobna jest do głowy Mojżesza z rzeźby Michała Anioła. No, może czoło nieco inne ;-)

    • 14 lutego 2017 o 07:47

      1. Dziękuję, poprawiłam.
      2. Widać Michał Anioł miał wpływ na wielu rzeźbiarzy.

  3. ~Marek
    14 lutego 2017 o 08:08

    Jak to dobrze że nie jestem artystą.
    Przynajmniej kobiety przeze mnie nie płaczą.

    :-) :-) :-)

    • Stokrotka
      14 lutego 2017 o 08:10

      Przez naukowców też kobiety płaczą.

      :-) :-) :-)

  4. 14 lutego 2017 o 08:11

    Czemu ci wielcy tak sobie komplikowali życie? Próżność, buta, pycha, zadufanie, zapatrzenie w siebie, zarozumiałość, czy jeszcze coś innego? Najwidoczniej Im to pomagało w twórczości, zostali wielkimi. Pozdrawiam. :)

    • Stokrotka
      14 lutego 2017 o 08:15

      Jędrusiu – nie-artyści też często mają takie cechy charakteru.
      Bywają też całkiem normalni artyści.
      Znałam i znam i jednych i drugich.
      :-)

  5. ~gordyjka
    14 lutego 2017 o 09:53

    Pamiętam naszą wizytę u Joasi i Jędrusia…Pokazali nam swoje działa i ciągle komentowali…To trzeba poprawić, to trzeba przerobić, a tamto jest totalnie nieudane…A ja miałam ogromną ochotą złapać Ich za ramiona i mocno wstrząsnąć…Co poprawiać ?? Co przerabiać ?? Dlaczego niszczyć ?? To wszystko było genialnie piękne !!
    Dlatego Oni są Artystami, a mnie pozostaje zachwyt nad Ich talentem…
    Ale „tworzenia” to ja Im nie zazdroszczę…
    Żyć w takim „Świecie” łatwo nie jest, ale żyć z Człowiekiem, który żyje w takim „Świecie” to już totalna „jazda po bandzie”…;o)

    • Stokrotka
      14 lutego 2017 o 09:55

      Też mam podobne wspomnienia. A byłam u nich ze Szczerbatym. Był zachwycony WSZYSTKIM!!!
      :-)

  6. 14 lutego 2017 o 10:10

    Czytałam wszystkie, dostępne mi, biografie Henri Perruchot’a. Dotyczyły głównie malarzy. Każdy miał jakiegoś żeńskiego trupa w szafie (często nie jednego), więc podejrzewałam, że i Rodina to nie ominęło. I się nie pomyliłam. A szkoda :-/
    Usprawiedliwienie, że inni też tak mają, choć nie są artystami, nie przemawia do mnie. Średnia statystyczna w tej populacji jest porażająca. Mowa o ZNANYCH I WIELKICH artystach. I pewnie są ku temu wytłumaczalne przyczyny, ale jakoś nie chce mi się w to wnikać ;)

    • Stokrotka
      14 lutego 2017 o 10:13

      Mogłabym na ten temat bardzo dużo napisać… bo mój ojciec też był rzeźbiarzem. Wprawdzie nie znanym i wielkim, ale bardzo dobrym.
      Pozdrawiam.

  7. ~Jantoni
    14 lutego 2017 o 12:12

    To też ciężka praca!

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 12:44

      Bardzo ciężka.

  8. 14 lutego 2017 o 13:03

    Artyści, mają inną, niż przeciętna, wrażliwość. I pewno tutaj jest „pies pogrzebany” w ich nieprzystosowaniu do realnego życia. Szukając uznania i zrozumienia, budują jednocześnie swój świat, który nie zawsze jest akceptowalny… A jeszcze jak tworzysz coś, co nie mieści się w konwencjach danego momentu…
    Oczywiście generalizuję :-) Są naturalnie twórcy, którzy potrofią połączyć t.z.w. „normalne życie”
    z procesem tworzenia. Ale praktyka pokazuje, że najwieksze dzieła powstają w bólu…. :-)

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 13:05

      Trudno się z Tobą nie zgodzić Dagmaro…
      :-)

  9. 14 lutego 2017 o 14:33

    Pięknie opracowanie .Z Twojej książki dowiedziałam się ,że jesteś córką rzeżbiarza.
    I pewnie dlatego Twoja wrażliwość na rzeżbe.
    Co do „wrażliwości” artystycznej. co ma zrobić czlowiek, z duszą artystyczna, który artystą nie jest a wokoł sami artyści?
    Co do kobiet w zyciu artysty – nie demonizowałabym. Życiem artysty interesują się wsszyscy ,życiem zwykłego zjadacza chleba mało kto oprócz najbliższych. Nieartysta bardzo częśto robi te same świństewka lub tyle samo dobrego swoim żonom ,kochankom itp, itd… tyle tylko,że nie doczekuje się biografii..

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 14:38

      I to też prawda.
      Dziękuję Reno.
      :-)

  10. 14 lutego 2017 o 15:02

    No tak, Twój sentyment do rzeźbiarstwa jest zrozumiały. Ja z kolei zachwyciłam się kiedyś Rembrandtem i miałam szczęście w Muzeum Narodowym w stolicy obejrzeć wystawę Rembrandt i uczniowie.
    Myślę, że wielu artystów miało albo trudne życie albo trudny charakter…

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 18:11

      Malarstwo też mnie interesuje – tak z rozpędu…
      :-)

  11. ~L.B.
    14 lutego 2017 o 18:10

    Na dwa miesiące przed śmiercią się z nią ożenił, no to można powiedzieć, że się kobieta doczekała… Chyba wielu artystom życie się trochę pokomplikowało. Za każdym dziełem kryje się jakaś inspiracja, tak myślę. Jestem ciekawa tych kobiet w jego interpretacji i chyba sobie wygoogluję. ;)

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 18:13

      Jasne – zobacz sobie – szczególnie o Camille Claudel.
      W Muzeum Rodina w Paryżu jest jedna sala poświęcona jej rzeżbom.
      :-)

  12. ~Malgorzata
    14 lutego 2017 o 19:41

    A ja sobie zanalizuje artystyczna psyche, gdy będę u cory – gdy wroce będę się wymadrzac. A na serio to czy artysta, czy zwykly zjadacz chleba zalicza zycie jako bardzo trudne zadanie, ale artyści dziela się z nami swoja wrazliwoscia, wyobraznia, uczuciami i chwala im za to!!!

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 20:49

      Reasumując:
      Niech żyją artyści!!!
      Niech żyje SZTUKA!!!
      :-)

  13. 14 lutego 2017 o 20:25

    dość burzliwe było życie tego rzeźbiarza,ale tez wiem,że masz w genach Jadziu miłość do rzeźby…ja dalej utrzymuje to co kiedyś napisałam, rzeźbiarze są szczególnymi artystami i wielki pokłon przed nimi…pozdrawiam serdecznie:)

    • ~Stokrotka
      14 lutego 2017 o 20:51

      Marysiu – miłość to ja mam głównie do swoich chłopaków.:-))
      A rzeźbą to się po prostu interesuję!
      :-)

      • 14 lutego 2017 o 21:48

        rozumiem, rozumiem Jadziu…:-))

        • ~Stokrotka
          15 lutego 2017 o 06:04

          Bystra z Ciebie dziewczyna.
          :-)

  14. ~Ela
    15 lutego 2017 o 06:35

    Stokrotko – ja z przyzwyczajenia najpierw zaglądam na Twój stary blog.

    A tu przeczytałam wszystkie trzy części. I pomyślałam sobie, że ten Rodin to jednak nie był dobrym człowiekiem.
    Bardzo pozdrawiam Cię.
    :-)

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 06:40

      Elu – niektórzy twierdzą że Rodin był potworem…
      Pozdrawiam.
      I nie choruj więcej proszę.

  15. 15 lutego 2017 o 07:45

    Od dawna się zastanawiam czy artyści są artystami dlatego, że mają … hm… „dziwny” charakter czy raczej bycie artystą ich wypacza.

    • 15 lutego 2017 o 07:47

      Witam Cię Ewo na moim nowym blogu.
      Myślę- że dobrze, że artyści są.
      Nawet bardzo dobrze. :-)

      • 15 lutego 2017 o 13:33

        Jasne, że dobrze. Nawet (albo zwłaszcza) szaleni. Bardzo szaro by bez nich było

        • ~Stokrotka
          15 lutego 2017 o 18:45

          Byłoby bez nich nudno…
          :-)

  16. 15 lutego 2017 o 07:53

    I jak zawsze Stokrotko u Ciebie można się o czymś ciekawym dowiedzieć. Dzięki i pozdrawiam.

  17. roksanna
    15 lutego 2017 o 10:45

    Proces tworzenia bywa piekłem ale również radością dla artysty, ale też dla osób mu bliskich, tych obok.

    Serdeczności :)

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 18:46

      To prawda Roksanno.
      :-)

  18. ~joanna
    15 lutego 2017 o 12:23

    Jestem pod wrażeniem komentarza Gordyjki i Twojej odpowiedzi, miło czytać, zwłaszcza gdy goście stają się bliscy mojemu sercu coraz bardziej.
    Powracając do znakomitej Camille, to niestety typ kobiety pozwalającej się wykorzystywać, zakochanej i bezbronnej. To kat i ofiara których (zwłaszcza w trudnych czasach) jest tak wiele wokół nas. Nie tylko w związkach z artystami. Czasami też się zdarza że artysta sławny za życia, choć wyjątkowy potwór z powodu alkoholizmu, zostawia spadek dużej wartości, upokarzanej, niewykształconej żonie. Znam i takich.
    We wszystkich przypadkach dzieła są ważniejsze dla ludzkości od losu ludzi dzielących życie z geniuszami……

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 18:48

      Bo my z Gordyjką to fajne dziewczyny jesteśmy.
      I Anabell także samo jest super!!!
      :-)
      A najbardziej super to jesteś TY- artystko kochana!!!

  19. ~anabell
    15 lutego 2017 o 14:30

    Czytałam biografię Camilli. Niestety typowa historia kobiety ślepej z miłości, zafascynowanej wielkością i talentem swego kochanka. Powinny ją czytać wszystkie młode kobiety gdy tylko poznają „fascynującego faceta”.
    Chyba każdy twórca jest niewyobrażalnym wprost egoistą a jego jedyną, prawdziwą miłością jest tylko i wyłącznie sztuka. Kobieta jest tylko swoistym katalizatorem. Niezmiernie rzadko zdarzają się tacy, którzy potrafią pogodzić miłość i oddanie sztuce z życiem rodzinnym.
    Miłego;)

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 18:49

      Nie uwierzysz…. ale znowu zgadzam się z Tobą!!!!
      :-)

  20. 15 lutego 2017 o 14:52

    Ładnie tu w nowym domku. Z czytaniem mam kłopot, więc serdeczności zostawię i całuski na dobre dni.

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 18:50

      Bardzo Ci dziękuję Lotko za odwiedziny.
      Wszystkiego dobrego.
      :-)

  21. 15 lutego 2017 o 16:22

    A napisali w biografii, że Rodin był z matką swego syna, bo czuł się „w obowiązku”? Nie kochał jej nigdy, ale zrobił jej dziecko, więc łożył na utrzymanie rodziny. Można nie wierzyć w horoskopy, ale on był typowym Skorpionem. I nie mówię tego, bo mam jakąś awersję do Skorpionów. Wręcz przeciwnie. najważniejsi mężczyźni mojego życia są skorpionami. Więc starałam się Rodina usprawiedliwiać. Jego sztuka mówi za niego. I ona pozostanie na zawsze.

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 18:51

      Haniu – to dobrze że nie masz awersji do Skorpionów!!!!!
      Bo ja też jestem Skorpionem – takim z 13 listopada!!!
      :-)

  22. 15 lutego 2017 o 18:19

    Sztuka uspokaja a potrafi i zainspirować. Mnie zainspirowała świat Ty, ciągle tak mało wiem o artystach. Jestem pod wrażeniem

    • ~Stokrotka
      15 lutego 2017 o 18:52

      Zaglądaj do mnie czasami, bo zdarza mi się pisać o sztuce.
      Pozdrawiam
      :-)

  23. 19 lutego 2017 o 19:10

    Stokrotko, podziwiam Twoją wiedzę i sposób w jaki nam ją „sprzedajesz”. Pozdrawiam bardzo serdecznie

    • ~Stokrotka
      19 lutego 2017 o 19:50

      Dziękuję .
      :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *